Wrzenie Świata
Ciekawi ludzieStory of the Day

Wrzenie Świata – Mariusz Szczygieł

To była nagła decyzja. Pojechałam do Warszawy. Nie wiedziałam, że wkrótce będzie to niemożliwe. Polska zalała się czerwienią. Dlatego Wrzenie Świata zostało zamknięte. Mam nadzieję, że czasowo i na krótko. Dzisiaj, w tak gorących czasach, nazwa brzmi szczególnie intrygująco. Wrzenie Świata. Miejsce, które od dawna próbowałam sobie wyobrazić. Księgarnia, która jest tak blisko centrum Warszawy, tuż obok ulicy Nowy Świat. 

Niepowtarzalna i urokliwa.

Jak to możliwe, że nie byłam tu wcześniej?

Wrzenie Świata

Wrzenie Świata

Na stronie Wrzenie Świata przeczytałam: „Wszyscy o wszystkim mało wiemy” i poczułam się trochę usprawiedliwiona.

W księgarni można:

  • Kupić albo tylko poczytać i powąchać książki
  • Wypić kawę i zjeść małe co nieco, jak powiedział Kubuś Puchatek
  • Zobaczyć w gablotach stare wydania książek, znanych reportażystów 
  • Obejrzeć pamiątkowe zdjęcia
  • Naładować komórkę
  • Uczestniczyć w spotkaniach autorskich, premierach książek, pokazach fotograficznych i filmowych 
  • Można również mieć niezwykłe szczęście i spotkać współtwórcę księgarni.

Mariusza Szczygła

Mariusz Szczygieł - Wrzenie Świata

Na początku października poznałam Wrzenie Świata.

Szczęśliwa, oglądałam książki i urokliwe wnętrze księgarni.

Nagle, zatopiona w myślach usłyszałam aksamitny głos.

  • Obok mnie stał Mariusz Szczygieł
  • Nienagannie ubrany,  wytworny i szczupły
  • Wysoki i wysportowany mężczyzna
  • Oniemiałam, patrzyłam z niedowierzaniem
  • Słuchałam, zauroczona bogactwem słów i tak rzadkimi dzisiaj, nienagannymi manierami.

Mariusz Szczygieł zrobił nam zdjęcie, które jest dla mnie przeogromną radością. Wcześniej, nawet nie próbowałam o tym marzyć!

Potem, bez zniecierpliwienia, przeprosił, pożegnał się i wyszedł. 

Wrzenie Świata

Dziennikarz, reportażysta i pisarz. Założyciel i członek zarządu Fundacji Instytutu Reportażu. Dzięki temu wraz z Wojciechem Tochmanem, stworzył Wydawnictwo Dowody na Istnienie. Doskonała nazwa!

Wydarzenia kulturalne Instytutu Reportażu organizowane są w Faktycznym Domu Kultury. Tuż obok, naprzeciwko księgarni Wrzenie Świata.

Zamknięta w domu, od marca 2020 roku, byłam stałą słuchaczką transmisji online z Faktycznego Domu Kultury. Spotkania z ciekawymi ludźmi, inspirujące rozmowy, wpisały się w plan moich dni.

Wspólny czas z Instytutem Reportażu wzmacniał mnie psychicznie i rodził nadzieję na lepsze jutro. Dzięki temu czułam się silniejsza.

Dlatego obiecałam sobie, że jak tylko będzie to możliwe, pojadę do Warszawy. Nareszcie poznam to miejsce.

Nawet nie próbowałam marzyć o tym, że również poznam Mariusza Szczygła.

Doprawdy, szczęśliwym się bywa!

morze
Podróże

Morze, góry i cisza

Szczególnie poza sezonem morze uspokaja, a góry podnoszą poziom adrenaliny, mobilizują do aktywności. Dwa w jednym i jeszcze cisza.

Trzydniowy reset, to pierwszy mój wyjazd od dawna. Ostatnie tygodnie przed wprowadzeniem dodatkowych zaostrzeń, w Polsce wystraszonej, podzielonej dwoma kolorami. Żółtym i czerwonym.

Zdążyłam uciec.

Morze

morze

Wsiadłam do pociągu. W przedziale pierwszej klasy czułam się bezpiecznie. Uciekłam, aby podładować wewnętrzny akumulator. Dojechałam do Sopotu. Przywitało mnie słońce. Z bagażem na plecach, korzystałam z każdej minuty. Oddalając się od miejskiego gwaru, jeszcze tętniącego życiem kurortu. szłam przed siebie.

Mijały mnie pojedyncze osoby.

Brzegiem morza

morze

Wystarczy iść. Bosymi stopami poczuć piasek i chlapać morską wodę we wszystkie strony, tak jak kiedyś, w dzieciństwie. Uciec od codzienności i powąchać morze. Bartek spytał mnie jak pachnie? Spokojem, świeżością i nadzieją…jeszcze będzie dobrze.

Potem przywitać mewy, rybitwy, łabędzie i spytać się: czy my się znamy?

Ucieka strach i lęk o jutro.

Jest spokój, obecność tu i teraz. Całkowite zanurzenie w rzeczywistości.

Morze i góry – Klif Orłowski

Po około pięciu kilometrach spaceru brzegiem morza, dochodzę do mola w Gdyni – Orłowo. Idę w kierunku Klifu Orłowskiego. W górę, coraz wyżej. Najpierw starymi schodami, a potem aż do najdalej wysuniętego w morze, naturalnego punktu Gdyni. Namiastka szczytu górskiego.

Zachwycające pionowe zbocze, około 50 metrów nad brzegiem morza. Doskonała widoczność. Dzięki temu na szczycie skarpy oglądam Mierzeję Helską. Mijam osuwiska porośnięte bujną, jesienna roślinnością. Klif Orłowski rozciąga się na długości około 650 metrów.

Wracając oglądam Cypel Redłowski, inaczej nazywany Klifem Orlowskim, od strony morza. W ciemnobrunatnych warstwach piasku podobno są minerały manganu i tytanu. Można znaleźć również węgiel brunatny. Szukam nadmorskich kamieni.

W pobliżu sto lat temu mieszkał:

Stefan Żeromski

morze Stefan Żeromski

Wcale nie mój uczeń, o tym samym imieniu i nazwisku, doskonały tancerz, absolwent Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej, tylko pisarz.

W tak bajecznym otoczeniu, po przebytej grypie hiszpańskiej, zamieszkał, aby powrócić do pełnego zdrowia. W magicznym dworku czuł się spokojny i szczęśliwy.

morze Stefan Żeromski

Odkrywał uroki nadbrzeżnych lasów i wzgórz, dlatego trudno się dziwić, że w takim miejscu pisarza nie opuszczała twórcza wena.

Tutaj powstał zarys powieści: ”Wiatr od morza”. Bywał m.in. Jan Lechoń i Jan Kasprowicz.

Wracałam pełna ciepłych myśli. W ręku trzymałam znaleziony kamień – amulet.

Wdzięczność za dobry czas.

Z pewnością szczęśliwym się bywa!

Obywatele Świata
Ciekawi ludzie

Obywatele Świata

W Polsce czuje się Niemką oglądającą nową, zmienioną Polskę. Podziwia nowoczesne drogi i odrestaurowane zabytki. W Niemczech jest doskonale zasymilowaną i zintegrowaną ze swoim środowiskiem, mieszkanką Hamburga, ale… Polką.

Ania

Siedziała w ogródku rybnego, nadmorskiego baru. Prosty, drewniany stół oddzielało od piasku kilka desek. Wpatrzona w morze, z apetytem jadła pstrąga. Podeszłam i zapytałam, czy mogę się dosiąść? Z aprobatą skinęła głową. Tak, oczywiście.

Młodzi ludzie siedzący tuż obok, przeklinali bez opamiętania. Zauważyłam, że obie byłyśmy wzburzone. U nas w Niemczech, w miejscach publicznych, nie można bezkarnie przeklinać. W takiej sytuacji, Niemcy od razu zwracają uwagę, powiedziała do mnie Ania. Tutaj jest inaczej. Nie rozumiała, dlaczego młode kobiety uśmiechały się, słysząc wulgarne słowa swoich chłopaków.

I tak się zaczęło…

Poznałam swoją rówieśniczkę, która z wielką ochotą opowiedziała mi swoją, niecodzienną historię.

Przyjechała z Hamburga do Gdańska, aby zaopiekować się swoim  starszym, chorym bratem. Będę tu tak długo, jak będzie potrzebował opieki. To jest moja najbliższa rodzina, powiedziała Ania. Pospaceruję brzegiem morza. Powspominam młodość. Popatrzę na tak inną i odległą dla mnie Polskę

Historia Ani

Po polsku mówiła wolno, chwilami z trudem. Wyraźnie słyszałam jej niemiecki akcent. Większość słów rozumiałam Kiedy wtrącała niemieckie słowa, prosiłam o ich przetłumaczenie.

Ania urodziła się w1960 roku, w Gdańsku. Literując niemieckie imię i panieńskie nazwisko swojej matki Niemki, zawsze słyszała klasowe szepty. Szwabka, Szwabka….

Przez wszystkie lata gdańskiej edukacji, czułam się szykanowana.

Opowiadała…

Moja rodzina po wojnie pozostała w Gdańsku. Wówczas mieszkańcy Trójmiasta, którzy nie byli czystego, polskiego pochodzenia, mieli trudne i ciężkie życie. Odpowiednie dla ówczesnej władzy służby, miały swoje metody zastraszania. Pamiętam wieczny lęk.

Mój tata był Polakiem. Początkowo służył w Wermachcie. Po dwóch tygodniach uciekł do Armii Andersa. Skrupulatni Niemcy, nigdy o tym nie zapomnieli, o czym przekonałam się później.

Trzydzieści sześć lat temu

W Gdańsku uczyłam się i pracowałam. W 1984 roku kupiłam wycieczkę do Hamburga. Pojechałam tylko w jedną stronę. Nie znałam języka niemieckiego. Zostałam w Hamburgu. Początki były trudne, ale Niemcy bardzo mi pomogli: w nauce swojego języka i w poszukiwaniu pracy. Czułam się zaopiekowana.

Czekając na mieszkanie władze miejskie, z właściwą sobie skrupulatnością, poinformowały mnie o dniu i godzinie ucieczki mojego taty z Wermachtu. To prawda, moje niemieckie pochodzenie, od strony mojej mamy pomogło mi w szybszym otrzymaniu mieszkania, mówiła Ania.

Dzisiaj

W Hamburgu, wraz z mężem, ciężko pracuję, tak jak większość Niemców. My nie oczekujemy pomocy od państwa.

Ucząca się młodzież i dzieci otrzymują pomoc edukacyjną (przeszło sto euro). Aby otrzymać ten datek od państwa, należy okazać świadectwo ukończenia kolejnej klasy.

Kocham Niemców, mówi Ania. Tak jak oni jestem dobrze zorganizowana, w pracy i w domu. Lubię wokół siebie porządek i czystość, to po mojej mamie.

Teraz mamy obowiązek zakładać maseczki w miejscach publicznych. Niemcy są zdyscyplinowani. Dlatego nie dyskutują o tym, tylko tak robią. Chronimy siebie i innych. To oczywiste.

A tutaj, zobacz sama, ile osób, wewnątrz baru ma maseczki? Egoiści. Nie rozumiem, mówi Ania.

Słucham Ani z ogromnym zainteresowaniem. Ona z wyraźną przyjemnością, po długiej przerwie mówi językiem swojego dzieciństwa.

Wzruszona wspomina odległą przeszłość.

Właściwie niewiele rozmawiamy o polityce. Nie rozumie wielu decyzji obecnych polskich władz. Wielokrotnie prosi mnie o wyjaśnienie i pyta, dlaczego?

Z baru rybnego idziemy do kawiarni. Ania zamawia dla nas kawę i ciasto. Kiedy próbuję zapłacić, mówi: Niemcy nie są skąpi, jak uważa wielu Polaków, są pomocni i bardzo gościnni. Nie dam złego słowa powiedzieć na Niemców!

Reguluje rachunek.

Rozmawiamy długo, aż do zamknięcia kawiarni.

Obywatele świata. Przemieszczają się z miejsca urodzenia,  w różnych kierunkach i z różnych powodów. Właściwie nigdzie nie są, do końca u siebie.

Czy kosztem ich migracji jest utrata tożsamości?

Zastanawiam się długo, po pożegnaniu Ani.

Królestwo Dobra i Prawdy
Psychologia na co dzień

Bajka o Królestwie Dobra i Prawdy

Dawno, dawno temu Król i Królowa zbudowali silne mocarstwo. Wśród bujnych lasów nad brzegiem rzeki, wspinając się na palce mogłaś zobaczyć ogromny pałac.

W Królestwie Dobra i Prawdy panowały zasady, których każdy przestrzegał.

  • Mieszkańcy zawsze mówili prawdę i nie przeklinali.
  • Szanowali innych i dbali o wspólne dobro.
  • Troskliwie opiekowali się słabszymi, starszymi, również zwierzętami.
  • Nie jedli mięsa. Czy człowiek, który kocha może zabić i zjeść przyjaciela, tylko dlatego, że jest silniejszy?
  • Wszyscy żywili się roślinami.

Może dlatego byli mniej agresywni i bardziej pokorni, niż mieszkańcy innych mocarstw, o których istnieniu nie wiedzieli?

To była Kraina Dobra i Prawdy

Królestwo Dobra i Prawdy

W okolicy nigdy nie było bójek i wojen. Dlatego niepotrzebna była broń. Słowo rozwiązywało różnice zdań. Rozmowa wyjaśniała nieporozumienia. Królewskie narady zawsze prowadziły do zgody. Król i Królowa umieli z uwagą słuchać znawców, z różnych dziedzin życia. Potem podejmowali decyzje, dotyczące wszystkich.

Inny w Królestwie Dobra i Prawdy

Właściwie nie byli inni. Może inaczej wyglądali, albo inaczej się zachowywali?

Głusi, niewidomi, karły i ci co mówili do siebie. Nikt się im nie przyglądał ze szczególnym zainteresowaniem. Przecież wszyscy byli mieszkańcami tego samego Królestwa. Często oni i ich opiekunowie nie mogli pracować, tak jak pozostali mieszkańcy. Dlatego Król uznał, że trzeba im pomóc. Podczas jednej z narad ustalono, że chętni mieszkańcy, a było ich wielu wyznaczą, dzisiaj powiemy dyżury przy najsłabszych. Wówczas ich opiekunowie będą mogli, bez niepokoju owocnie pracować dla dobra Królestwa.

Potomstwo Króla i Królowej

Królestwo Dobra i Prawdy

Najpierw urodził się Królewicz Jacek, potem Królewna Małgorzata.

Błogie dzieciństwo upływało w ciepłej, rodzinnej atmosferze. Dzieci były dumne ze swojego ojca i matki. Szacunek jakim darzono ich rodziców, nazywali również swoim szczęściem. 

Wypowiadane słowa miały moc. Mamusiu i Tatusiu… Nigdy nie było wątpliwości, że tak oznacza tak, a nie oznacza nie.

Zakończenie bajki

Królestwo Dobra i Prawdy

Królewna sobie idzie przez zielony las i znajduje piękną rzekę. Nad rzeką na pniu siedzi książę. Królewna się zadziwiła…

Wszystko zniknęło! To nie jest rzeka Królestwa Dobra i Prawdy. Książę przybył z odległej, obcej krainy. Nie ma Króla, Królowej i Królewicza. Po krótkiej rozmowie okazało się, że słowa straciły siłę i moc.

Tak może oznaczać nie, a nie może oznaczać tak.

Inny od tej chwili oznacza gorszy, dlatego on i jego najbliżsi muszą liczyć wyłącznie na siebie, przyjaciół i niewielu ludzi dobrej woli.

Może jest tak, że mieszkańcy Krainy Dobra i Prawdy, którzy żyli w odległych czasach, bez telefonu i Internetu, nie wiedzieli, że są inne MOCARSTWA?

Zabrakło im czujności?

Alan Turing
Ciekawi ludzie

Geniusz przegrał z homofobią – Alan Turing

Szczególnie uzdolniony w dziedzinie nauk ścisłych. Od najmłodszych lat wielbiciel matematyki. Systematycznie i skrupulatnie odkrywał tajemnice Królowej Nauk. Najważniejsza była matematyka i… bieganie. Alan Turing żył 41 lat. Przypuszczalnie popełnił samobójstwo. W majestacie ówczesnego, brytyjskiego prawa przegrał z homofobią.

Alan Turing – genialny matematyczny umysł

Alan Turing

Twórca Maszyny Turinga i współtwórca informatyki.

Brytyjski matematyk był kryptologiem.

  • Urodził się 23 czerwca 1912 roku
  • Studiował matematykę
  • W Cambridge, w swojej pracy „O liczbach obliczalnych” opisał abstrakcyjną wówczas maszynę, która miała wykonywać zaprogramowane matematycznie operacje, czyli algorytm
  • W latach 1939 – 1940 zaprojektował Bombę Turinga, dzięki której możliwe było łamanie kodów niemieckiej maszyny szyfrujące, Enigmy
  • Współpracował z polskimi matematykami: Jerzym Różyckim, Henrykiem Zygalskim i Marianem Rejewskim. Polacy złamali kod wczesnej Enigmy i przekazali swoją wiedzę Brytyjczykom, krótko przed wybuchem II Wojny Światowej
  • Złamanie Enigmy skróciło wojnę o kilka lat, ratując życie wielu ludzi
  • Przez ponad 50 lat Enigma pozostawała tajemnicą rządową
  • Maszyny Turinga, dzisiaj powiemy komputery, są inspiracją kolejnych pokoleń naukowców
  • Alan Turing interesował się również biologią. Stworzył matematyczny wzorzec ulistnienia roślin
  • W tzw. Testach Turinga próbował zdefiniować sztuczną inteligencję.

Uzdolniony umysł Alana Turinga pokonał wszelkie trudności Królowej Nauk. Twierdzenia, dowody i konieczne założenia.

Alan Turing – biegacz

Alan Turing

Ciało matematyka jakby samo biegało. Z lekkością, zdawałoby się bez wysiłku, pokonywał siebie i kolejne kilometry. Z matematyczną precyzją i wytrwałością odnosił kolejne sukcesy biegowe. Trenował biegi długodystansowe.

W 1947 roku przebiegł maraton, z bardzo dobrym czasem: 2 godziny, 46 minut i 3 sekundy.

Marzył o olimpiadzie.

Bieganie było bardzo ważne, bo jak sam wspominał:

  • Otwierało umysł na kreatywne pomysły
  • Było ucieczką przed rutyną, natłokiem myśli i ciężką intelektualną pracą
  • Uspokajało myśli i dawało ukojenie po stresujących zajęciach
  • Pozwalało ułożyć w głowie kolejne pomysły.

Alan Turing przez większość swojego życia biegał i jeździł na rowerze. Przybiegał na spotkania naukowe, ścigając się z… transportem publicznym!

Ofiara homofobii? Alan Turing

Alan Turing

Był dziwny. Bardzo skryty. Wycofany i ekscentryczny.

Alergik i hipochondryk.

Chroniąc się przed katarem siennym pracował w masce gazowej.

We wczesnej młodości zakochał się w przyjacielu. Zrozumiał, że jest gejem. Wiele lat ukrywał swoje skłonności. Kiedy odkryto jego tajemnicę, został odsunięty od badań związanych z konstrukcją komputera.

Naznaczony i wykluczony ze swojego środowiska Alan Turing był oskarżony o naruszenie moralności publicznej. Zamiast dwóch lat więzienia wybrał roczną terapię hormonalną (przyjmowanie estrogenu). Kastrację chemiczną odbywał pod nadzorem lekarza psychiatry.

Nie dał rady. 7 czerwca 1954 roku, przypuszczalnie popełnił samobójstwo.

 Miał 41 lat.

Do 1967 roku homoseksualizm na wyspach brytyjskich był nielegalny i uznawany za chorobę psychiczną.

  • W 2009 roku premier Gordon Brown przeprosił w imieniu rządu Wielkiej Brytanii, za całkowicie “niesprawiedliwe i straszne” potraktowanie Turinga
  • W 2013 roku Królowa Elżbieta II pośmiertnie ułaskawiła Turinga
  • W 2019 roku przez Brytyjczyków został uznany za najwybitniejszą postać XX wieku.

Alan Turing pokonał zawiłości matematyki, trud biegacza długodystansowego, ale nie mógł pokonać naznaczenia i wykluczenia.

W majestacie ówczesnego brytyjskiego prawa, przegrał z homofobią.

Od śmierci Turinga wiele się zmieniło.

Jednak mowa nienawiści nadal trwa.

Złe, wykluczające słowa bolą i bardzo ranią.

Chciałabym, aby każdy z nas: tęgi lub szczupły, o białej lub czarnej karnacji skóry, heteroseksualny lub homoseksualny…,każdego dnia mógł, bez strachu wyjść z domu.

Bez obaw i lęku…

Witamina N
Psychologia na co dzień

Witamina N – na lęk i strach

Najpierw było niedowierzanie. Codzienne śledzenie, aktualnych informacji o liczbie osób, które zachorowały albo zmarły na koronawirusa. Panika i strach towarzyszył mi, przez wiele tygodni. Potem tylko raz dziennie oglądałam Fakty TVN. Stopniowo coraz rzadziej.

W mojej codziennej diecie pojawiła sie witamina N. Zadziałała bardzo szybko. Oswoiłam swój lęk. Uspokoiłam się i pokornie zaakceptowałam niezmienialną rzeczywistość.

Witamina N – jak natura

Witamina N
Witamina N

Zostałam w domu, tak jak inni. Pochłonęła mnie zdalna praca. W wirze codziennej, wielogodzinnej pracy przy komputerze, chyba nie zauważyłam, że nadeszłą piękna wiosna. Nie widziałam kolorowych, kwitnących krzewów? Moja codzienność obróciła sie do góry nogami, a natura wcale się nie zmieniła.

Kurację witaminą N rozpoczęłam, podczas coraz dłuższych spacerów. Zachowując bezpieczną odległość, omijałam ludzi i obserwowałam wiosenną przyrodę. W pobliskim parku wsłuchiwałam się w śpiew ptaków. Przyglądałam sie trawnikom. Były bogato przyozdobione żółtymi, mniszkami lekarskimi, których liście zaczęłąm dodawać do wieczornej sałatki.

Widok zieleni zadziałał na mnie kojąco.

Witamina N – kąpiele leśne

Witamina N
Witamina N

Dlatego odważyłam się na więcej. Systematyczne wyjazdy, do podmiejskiego lasu pozwoliły mi wrócić do równowagi. Jestem spokojniejsza.

Rozmawiania z drzewami, nauczyła mnie moja babcia. Wybierałyśmy, najczęściel iglaste drzewa i każda z nas przytulała się do swojego. Zgodnie ze wskazówkami babci, wąchałam korę drzew. Przytulona do drzewa, głowę podnosiłam jak najwyżej ku górze.

Babcia czule przemawiała do naszych drzew. Była przekonana, że ich dobra energia wzmacnia nasze ciała.

Taki rytuał praktykowałam z moimi córkami, a teraz wnukami.

Kiedyś nikt intuicji mojej babci, nie umiał wytłumaczyć wiedzą naukową.

Shirin – yoku

Witamina N

to japońska sztuka kąpieli leśnych.

Gwarantuje szybki relaks, odpoczynek i duchowe przeżycie. Leczy depresję, poprawia koncentrację i pamięć.

Jest swoista terapią zdrowotną, którą stosuje się np. w Centrum Terapii Lasem.

Shirin – yoku powstało w Japonii w latach 80. jako program profilaktyki leśnej i poprawy kondycji psychicznej mieszkańców kraju.

Nauka udowodniła, że doświadczając las wszystkimi zmysłami:

  • obniżamy ciśnienie krwi,
  • pozwalamy na produkcję komórek, które niszczą komórki rakowe i wspierają naszą odporność w walce z wirusami,
  • obniżamy poziom kortyzolu – hormonu stresu,
  • połykamy naturalny antybiotyk – fitoncydy, który emitowany przez drzewa działa bakteriobójczo i grzybobójczo.

Wyłączam komórkę i chodzę boso po trawie. Przytulam się do drzew, tak jak nauczyła mnie moja babcia.Wącham konary drzew, kwiaty i liście. Słucham śpiewu ptaków i szumu gałęzi.

Wzrokiem, słuchem, smakiem, węchem i dotykiem kąpię się w lesie.

Witamina N pozbawia mnie lęku i strachu.

Świadomie przeżywam czas koronawirusa.

Krystyna Łybacka
Ciekawi ludzie

Krystyna Łybacka

Nareszcie spotkamy się i wypijemy czerwone wino, bo przecież Ty takie najbardziej lubisz, powiedziała Krysia podczas naszej ostatniej rozmowy. Będzie dymek i My, bez polityki i pośpiechu. W końcu porozmawiamy…

Nie zdążyłyśmy.

Zmarła 20 kwietnia 2020 roku.

Studiowałam Matematykę Stosowaną na Politechnice Poznańskiej. Wówczas Krystyna Łybacka była krótko po doktoracie. Przez pewien czas opiekowała się naszą grupą. Zawsze elegancka, energicznym krokiem wchodziła do sali ćwiczeń. Prowadziła zajęcia ze statystyki matematycznej. Imponowała mi doskonałym przygotowaniem do zajęć, piękną polszczyzną, jasnym i zrozumiałym sposobem wyjaśniania matematycznych zawiłości.

Moją pracę dyplomową, powiązaną ze statystyką matematyczną, pisałam pod Jej opieką.

Dlatego zaczęłyśmy się częściej spotykać. Poznałam Krystynę Łybacką, głęboką humanistkę. Znawczynię literatury, malarstwa i filozofii. Nasze niekończące się rozmowy o sztuce były dla mnie wielką, intelektualną przygodą.

Po raz pierwszy Wysokie Tatry zobaczyła w mojej, górskiej kurtce. W tamtych czasach sklepy były puste. Taki zakup graniczył z cudem. Mnie się udało. Może dlatego, że w Tatrach zakochałam się wcześniej?

Potem była literatura górska i wymiana zdobytych książek. Długie rozmowy o pięknie gór i dylematach egzystencjonalnych, których trudno uniknąć stając na szczycie, tak blisko nieba.

Krystyna Łybacka przekonała mnie, że nie jestem dziwna.”To zupełnie normalne Madziu, że matematyk może spełniać się jako humanista”. Twierdziła, że często nie działa to w drugą stronę. Może dlatego, jako Minister Edukacji Narodowej i Sportu, podjęła kontroweryjną decyzję o wycofaniu matematyki, jako obowiązkowego przedmiotu na maturze.

Była mądra, ciepła i serdeczna. Wielu osobom pomagała bezinteresownie. Nie zapominała o swoich obietnicach. Dotrzymywała danego słowa.

Potem kiedy stała się postacią publiczną, widywałyśmy się sporadycznie.

Miałyśmy różne poglądy polityczne. Jednak w żaden sposób nie wpłynęło to na nasze relacje. Krysia szanowała moje, czasem odmienne opinie.

Kiedy dowiedziała się o problemach z własnością budynku, Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej w Poznaniu, będąc w Poznaniu przyszła i rozmawiała z dyrekcją szkoły. Wstawiła się za nami.

Zawsze zadziwiało mnie to, że nigdy w natłoku swoich publicznych obowiązków nie zapomniała o moich imieninach i życzeniach świątecznych.

Ten jeden raz, przed minioną Wielkanocą zamilkła. Nie odpowiedziała na moje życzenia.

Czułam, że dzieje się coś złego.

Krysia żyje w moich myślach.

Napisałam m.in. o Krystynie Łybackiej 6 kobiet, które zainspirowały mnie do ciekawszego życia

Miałam szczęście poznać wyjątkowego człowieka.

Jestem wdzięczna.

Dziękuję.

High Line - Nowy Jork
Podróże

High Line – Nowy Jork

Świat się zatrzymał. Stanął w miejscu. Wirus zmienił wszystko. I już nic nie będzie takie samo. Ludzie, rzeczy i miejsca, które miałam szczęście zobaczyć. Raptem miesiąc przed nieplanowanym i niewyobrażalnym zatrzymaniem. Nowy Jork zamieszkały przez około 9 milinów ludzi, ogromna aglomeracja, centrum m.in. biznesu, finansów i sztuki, świeci pustkami. Masowo chorują i umierają ludzie.

Najnowsza część High Line – podniebnego parku, Hudson Yard w styczniu 2020 był jeszcze w trakcie budowy. Zakończenie prac planowano na rok 2024.

Świat się zatrzymał. Co będzie później? Nikt nie zna odpowiedzi na to pytanie.

Tak było w styczniu 2020 roku…

High Line – co to jest?

High Line -  Nowy Jork

Pytałam siebie, czytając przewodnik po Nowym Jorku.

Nazywany podniebnym parkiem, wyglądał zadziwiająco. Dzięki kształtowi i położeniu. Ogród jest linią długości około 2,5 kilometra i szerokości kilku metrów. Znajduje się na znacznym podwyższeniu, dlatego nazywa się podniebnym. Zastąpił podupadającą, kolejową estakadę. Pomimo styczniowych dni, zobaczyłam zieloną przestrzeń, tetniącą życiem.

High Line – co tu jest?

High Line -  Nowy Jork

Trudno opisać, a jeszcze trudniej zrobić wiarygodne, oddające urok tego miejsca, zdjęcie.

Tutaj są:

  • niecodzienne widoki. Z jednej strony na Manhattan, a z drugiej na rzekę Hudson.
  • Bujna roślinność, nawet podczas zimowego spaceru. Podobno rośnie tutaj 500 gatunków roślin i drzew.
  • W sezonie również są spektakle teatralne i wydarzenia artystyczne.
  • Spragnieni mogą napić sie wody pitnej, bezpośrednio z licznych fontann.

Wzdłuż High Line spacerowałam chodnikiem, sąsiadującym z torami kolejowymi, doskonale wkomponowanymi w podniebne otoczenie.

Dlaczego zadziwia?

High Line -  Nowy Jork

Ponieważ trudno wyobrazić sobie tak długi spacer, kilka metrów nad poziomem, bardzo ruchliwej ulicy.

  • Najbardziej zadziwiła mnie dzikość tego miejsca. Doskonale dobrane, pozornie przypadkowe kompozycje roślin, przypominały mi naturalną łąkę.
  • Wśród punktów widokowych, miejsc odpoczynku, widziałam kamienie, stare, zabytkowe tory kolejowe i fragmenty nieistniejących od lat murów budynków fabryk.
  • W jednej z nich, w której kiedyś była fabryka biszkoptów, znajduje się Chelsea Market. Niezwykle stylowe miejsce. Zabytkowa galeria, w której nie zapomniano o przeszłości. Wśród luksusowych sklepów, klubów, restauracji znalazłam liczne tablice pamiątkowe, wystawy starych zdjęć i dobrze zachowane zabytkowe mury.

Tutaj przeszłość zaprzyjaźniła się z teraźniejszością.

Przekształcono nieużywaną, przemysłową część miasta w nową, niezwykle klimatyczną przestrzeń publiczną.

Teraz wszystko się zatrzymało. Nowy Jork opustoszał.

Jeszcze w styczniu 2020 roku dla zatłoczonego miasta, High Line było oazą spokoju.

Dzisiaj wszystko się zmieniło.

Zostaję w domu i poszukuję spokoju oglądając zdjęcia z High Line, w Nowym Jorku.

Sztuka - lek na niepokój
InnePodróżePsychologia na co dzień

Sztuka – lek na niepokój

Dzisiaj, w atmosferze zagrożenia potrzebny jest spokój. Opanowanie i rozwaga. Dlatego oglądam i porządkuję zdjęcia, z mojej podróży do Nowego Jorku. Zdjęcia, które zrobiłam w The Metropolitan Museum of Art i Museum of Modern Art. Wybieram obrazy, które relaksują. Pomagają przywrócić wewnętrzny spokój.

Claude Monet

Spokój - sztuka

Giverny to tytuł obrazu, ale również nazwa małej miejscowości we Francji. Tutaj malarz przeprowadził się po śmierci żony.

  • W małej miejscowości we Francji znalazł spokój.
  • Dom z ogrodem inspirował, jednego z najważniejszych przedstawicieli impresjonizmu do twórczości.
  • Sztalugi ustawione wśród kolorowych kwiatów pozwalały zapomnieć.
  • Uciec przed depresją.
  • Próbuję wyobrazić sobie to miejsce i piękno przyrody.
  • Zamyślonego malarza, pochłoniętego pracą. Śpiew ptaków, albo wyzwalającą ciszę.

W grudniu 1926 roku zmarł na raka płuc. Claude Monet jest pochowany obok miejscowego kościoła. W domu, w którym mieszkał do końca, jest muzeum poświęcone artyście.

Chciałabym zobaczyć to miejsce.

Pablo Picasso

Spokój - sztuka

Pipe Rack and Still life on a Table. Można przetłumaczyć: Stojak na fajki i martwa natura na stole.

To jeden z serii obrazów na zamówienie właściciela dworu w Brooklynie. Hamilton Easter Field, amerykański malarz, krytyk i mecenas sztuki chciał, aby dzieła Picassa ozdobiły jego bibliotekę. Zbliżając się bardzo blisko do obrazu, albo powiększając zdjęcie, można zauważyć symboliczne odniesienia:

  • W prawym górnym rogu do Damy Kameliowej – Alexandre Dumas.
  • W prawym dolnym rogu, inicjały zamawiającego.
  • W lewym górnym rogu, stojak na fajki

Lubię miejsca, w których mieszkają książki. Przed oczyma widzę bibliotekę, w dworku na Brooklynie. Tutaj spotykali się malarze, aby omówić szczegóły zamówienia. Wokół były książki. Przypuszczalnie ogromne regały, pełne wówczas ważnych tytułów.

Książki dają spokój.

Georges Pierre Seurat

Spokój - sztuka

Evening, Honfleur. Artysta namalował w małym mieście portowym, obecnie we Francji.

  • Zastosował nowatorską technikę kropkowania – neoimpresjonizm.
  • Nakładane obok siebie drobne plamki wypełniają cały obraz.
  • Czyste, nasycone barwy różnie się błyszczą, w zależności od kąta padania światła.
  • Widzenie się zmienia wraz z oddalaniem się od obrazu. Efekt doskonały.
  • Kropki w moich oczach zlewają się tworząc nieuchwytną przestrzeń.

Georges Pierre Seurat rysował od zawsze. Wiedział, że chce zostać malarzem. Podczas studiów w Akademii Sztuk Pięknych w Paryżu wiele czasu spędzał w bibliotece. Czytał mistrzów słowa. Wędrował po muzeach i studiował wielkich impresjonistów.

Patrzę, uśmiecham się do siebie i czuję spokój.

Camille Pissarro

Spokój - sztuka

The Garden of the Tuileries on a Winter Afternoon – Ogród Tuileries w
zimowe popołudnie.

  • Artysta wynajął mieszkanie w Paryżu.
  • Z pewnością nieprzypadkowo to, a nie inne.
  • Widok zainspirował malarza do serii obrazów.
  • Mógł obserwować ludzi i przyrodę, zmieniającą barwy w zależności od pory dnia i roku.
  • Naprzeciwko widział ogrody Tuileries, a po lewej stronie Luwr.

Eleganckie panie, uwięzione w gorsetach spacerują wśród drzew.

Dzisiaj, pisząc zmieniłam myśli. Zostałam w domu, aby nie stwarzać zagrożenia sobie i innym. Nie sprawdzałam wielokrotnie, liczby osób zarażonych wirusem.

Dla mnie sztuka okazała się skutecznym lekiem, na wzrastający niepokój.

Może Tobie również pomoże?

The Metropolitan Museum of Art
Podróże

The Metropolitan Museum of Art – ubrane w obrazy

Znałam menu. Vincent Van Gogh, Edgar Degas, Claude Monet, Pablo Picasso, Amedeo Modigliani, Henri Matisse i inni. Olśniewająca kolekcja. Sale pełne znakomitych obrazów. Kilka godzin zadumy i refleksji. Uczta dla mojej duszy. Smakowity podwieczorek był zaskakującą niespodzianką. Malarstwo można oglądać. To było oczywiste. Nie wiedziałam, że można się również ubierać, w tak fascynujące dzieła sztuki.

The Metropolitan Museum of Art 

The Metropolitan Museum of Art

W skrócie the Met.

  • Zbiera, konserwuje i prezentuje znaczące dzieła sztuki, ze wszystkich czasów i kultur.
  • Ma trzy lokalizacje.
  • Główny gmach znajduje się przy Piątej Alei, Nowego Jorku
  • Muzeum obchodzi w tym roku 150. lecie istnienia.
  • W ramach świętowania, oprócz stałych ekspozycji są czasowe, przeróżne wystawy. Częściowo prezenty dla muzeum.

W dolnej części głównego gmachu jest Instytut Kostiumów. Kolekcjonuje i konserwuje elementy garderoby. Tysiące przedmiotów od XV wieku do współczesności.

Tutaj czekał na mnie wyśmienity podwieczorek.

„In Pursuit of Fashion: The Sandy Schreier Collection”

The Metropolitan Museum of Art - Instytut Kostiumów

Obecnie okolicznościową wystawę prezentuje Sandy Schreier. Historyk mody i kolekcjonerka, która przez pół wieku zgromadziła jedną z największych, prywatnych kolekcji mody w USA. M.in. odzież damską, akcesoria garderoby i ilustracje modowe.

The Metropolitan Museum of Art - Instytut Kostiumów

Weszłam do kameralnego, doskonale oświetlonego pomieszczaniu. Pełnego dźwięków przyciszonej, nastrojowej muzyki. Manekiny wysokości modelek stały najczęściej w grupach, zwrócone twarzą do siebie. Dla mnie nieobecne. Dystyngowane i unikalnie eleganckie. Niepowtarzalne.

The Metropolitan Museum of Art - Instytut Kostiumów

Zmysłowo ubrane. Najczęściej zgodnie z haute couture. Luksusowym krawiectwem, tworzącym ubrania dla konkretnego klienta. Z najlepszych materiałów. Jedwabiu, aksamitu, skóry, bajecznej koronki…

Modele kolekcji, w większości uszyto ręcznie.

Moda jako sztuka

The Metropolitan Museum of Art - Instytut Kostiumów

W obrazy można się ubierać. Kogoś na to stać. Dla kogoś jest to bardzo ważne.

Pojedynczy egzemplarz zatrzymuje czas, epokę i przeszłość. Misterna praca artystów. Pojedyncze cekiny przyszyte ręcznie do „lejącej” tkaniny, tworzą pejzaż. Niczym obraz, który w zmieniającym się świetle wywołuje różne emocje.

Nie wierzę własnym oczom. Podchodzę najbliżej jak to tylko możliwe, do zmysłowej tuniki. Tańczące kwiaty namalowane ręcznie, na jedwabnej, złocistej sukience przechylają w różne strony!

 Wiatr, światło, czy moje emocje?

Wspaniały podwieczorek i radosne smakowanie sztuki w modzie!

Central Park
Podróże

Central Park – spełnione marzenie

Słuchając Johna Lennona próbowaliśmy wyobrazić sobie to miejsce. Daleki i wolny świat. Niedostępny w szarej Polsce lat 70. Puszka coli z Pewexu była namiastką snu o Nowym Jorku. Budziła niezrozumiały dzisiaj zachwyt i radość. Obiecaliśmy sobie, że kiedyś to zrobimy. Wypijemy colę i zapalimy marlboro w Central Parku. Spełniłam marzenie moje i mojego Brata.

Central Park – park o niewyobrażalnej wielkości

Central Park

Trudno poznać, to zaczarowane miejsce podczas jednego spaceru. Założony w latach 50. XIX wieku, Miejski Park, w centrum Manhattanu jest prostokątem o długości około 4 kilometrów i szerokości 800 metrów. Zajmuje powierzchnię 341 ha.

Prawdziwy raj dla biegaczy! Najdłuższa trasa wynosi 10 kilometrów.

Byłam tam dwukrotnie, odkrywając nowe tajemnice tego miejsca.

Strawberry Fields

Central Park - Strawberry Fields

To ogród – pomnik pamięci, jednego z Beatlesów, Johna Lennona. Nazwa pochodzi od piosenki „Strawberry Fields Forever”, którą napisał brytyjski piosenkarz i autor tekstów. Tuż obok, za granicami parku stoi dom, w którym mieszkał John Lennon. Przed jego wejściem w 1980 roku, szalony fan zastrzelił Johna Lennona.

W centralnym miejscu truskawkowego pola jest kolorowa mozaika, w kształcie koła, a w środku jedno słowo: Imagine – wyobraź sobie. Tytuł znanej piosenki Lennona.

Z moim Bratem często nuciliśmy Imagine… Modlitwa o lepszy świat budziła w nas gigantyczne emocje.

Central Park – zadziwiająca przyroda

Central Park
Bow Bridge
Central Park - Reservoir Jacqueline Kennedy Onassis.
Reservoir Jacqueline Kennedy Onassis.

Uśpione o tej porze roku łąki są ogromne. Nie mogłam ogarnąć ich w całości wzrokiem.

  • W styczniu i lutym jest tutaj najmniej turystów, dlatego mogą odpocząć w samotności.
  • Podobnie drzewa przeróżnych gatunków, starannie zadbane czekają na wiosnę.
  • W pagórkowatej przestrzeni parku znajduję znaczne przewyższenia. Liczne skały różnorodnych, form zachęcają do małej wspinaczki.
  • Wędrując wśród łąk, drzew idę skalnymi schodami. Wijąca się droga prowadzi mnie do jednego z największych tutaj jezior: Reservoir Jacqueline Kennedy Onassis.
  • Mijam fontanny, ozdobne mostki i pałacyki. Place zabaw, boiska, alejki do jazdy konnej…i ogród zoologiczny.
  • Podchodzą do mnie, na wyciągnięcie ręki wiewiórki, również czarne. Nie wiedziałam, że takie istnieją.

Central Park na początku był terenem kamieniołomów granitu i bagien. Pozostawiono odkryte skały. Teren wysuszono. Genialni architekci zachowali naturalność terenu i dziki krajobraz. Uczyli to miejsce szczególnym. Dlatego wiele kręconych tutaj filmów, nie oddaje rzeczywistej magii i czaru tego miejsca. Trzeba zobaczyć i zachwycić się…

Spełniłam wielkie marzenie. Moje i mojego Brata.

emigracja wewnętrzna
Psychologia na co dzień

Emigracja wewnętrzna

Jest jedynym sposobem trwania w rzeczywistości niemożliwej do zaakceptowania. Wycofuję się…

Nie znajduję w sobie dość siły, aby uczestniczyć  w szalonym tańcu zakłamania. Nazywania zła dobrem. Podważania wiarygodności autorytetów moralnych. Uznanych przez świat, wiele lat temu. Świadomym działaniu na niekorzyść przyszłych pokoleń.  Nicnierobieniu w obliczu katastrofy ekologicznej.

Czuję złość i bezsilność.

Emigracja wewnętrzna – bierny opór

emigracja wewnętrzna

Jest wycofaniem się jednostki z życia publicznego.

  • Może dlatego ostatnio nie potrafiłam pisać. Każdy temat wydawał mi się nieistotny, w obliczu wydarzeń społecznych ostatnich dni i miesięcy.
  • Przestałam oglądać telewizję. Różne stacje, to samo wydarzenie, opisują zupełnie inaczej.
  • Prawdę trudno pomylić. Jednak systematycznie powtarzane kłamstwo, z czasem utrudnia rozpoznawanie prawdy.
  • Teraz słucham radio. Najchętniej audycji publicystycznych: radio Tok Fm.
  • Wnikliwie przyglądam się przyrodzie.
  • W lesie głęboko oddycham i jestem spokojniejsza.
  • Nie mam wątpliwości: światem przyrody rządzą niepodwarzalne prawdy! Ekosystem działa z niezwykłą logiką. Nie sposób cokolwiek przeinaczyć i oszukać. Ulga!

Koncentruję się na sobie

Bardzo dużo czytam. Po raz pierwszy przeczytałam kryminał.

Stieg Larsson znany szwedzki dziennikarz zmarł w wieku 50. lat, nagle na atak serca. Tuż przed pierwszym wydaniem, cyklu swojej kryminalnej powieści.

Zaczęłam czytać i “popłynęłam”. Skutecznie uciekłam, od otaczającej mnie społecznej rzeczywistości.

Pomógł mi autor:

  • doskonałym, dziennikarskim “piórem”. Książka jakby sama sie czytała. Odcinając mnie od wszystkiego i wszystkich.
  • Wielowątkowość powieści wymagała skupienia. Dlatego nawet nie próbowałam czytać lub słuchać newsów dnia. Obelg i oszczerstw, których już nikt nie tłumaczy, nie wyjaśnia i nie przeprasza,
  • odkryte, podczas skomplikowanego śledztwa, morderstwa w środowisku elit, przekonały mnie o tym, że zło jest wszędzie. W każdym zakątku świata jest kłamstwo, oszustwo, czasem również zbrodnia.

Emigracja wewnętrzna – mentalna nieobecność

emigracja wewnętrzna

Nie lubię źle mówić o innych. Próbuję zrozumieć każdego. Myślę, że każde wyrządzone zło, nieodpowiednie, według nas zachowanie, z czegoś wynika. Przyczynę można poznać poprzez rozmowę,

Dzisiaj rozmowę w opinii publicznej zastąpiło ocenianie, krytykowanie, podniesionym głosem, za pomocą wyzwisk, często wulgaryzmów.

Nie chcę uczestniczyć w takiej publicznej rozmowie. Dlatego izoluję się, koncentrując się na pracy, rodzinie i znajomych.

Jeśli nawet w najbliższym otoczeniu, rozmowa na tematy społeczne jest niemożliwa, zmieniam temat albo milczę.

1 2 3 10 11
Wrzenie Świata
Ciekawi ludzie, Story of the Day

Wrzenie Świata – Mariusz Szczygieł

To była nagła decyzja. Pojechałam do Warszawy. Nie wiedziałam, że wkrótce będzie to niemożliwe. Polska zalała się czerwienią. Dlatego Wrzenie Świata zostało zamknięte. Mam nadzieję, że czasowo i na krótko. Dzisiaj, w tak gorących czasach, nazwa brzmi szczególnie intrygująco. Wrzenie Świata. Miejsce, które od dawna próbowałam sobie wyobrazić. Księgarnia, która jest tak blisko centrum Warszawy, tuż obok ulicy Nowy Świat. 

Niepowtarzalna i urokliwa.

Jak to możliwe, że nie byłam tu wcześniej?

Wrzenie Świata

Wrzenie Świata

Na stronie Wrzenie Świata przeczytałam: „Wszyscy o wszystkim mało wiemy” i poczułam się trochę usprawiedliwiona.

W księgarni można:

  • Kupić albo tylko poczytać i powąchać książki
  • Wypić kawę i zjeść małe co nieco, jak powiedział Kubuś Puchatek
  • Zobaczyć w gablotach stare wydania książek, znanych reportażystów 
  • Obejrzeć pamiątkowe zdjęcia
  • Naładować komórkę
  • Uczestniczyć w spotkaniach autorskich, premierach książek, pokazach fotograficznych i filmowych 
  • Można również mieć niezwykłe szczęście i spotkać współtwórcę księgarni.

Mariusza Szczygła

Mariusz Szczygieł - Wrzenie Świata

Na początku października poznałam Wrzenie Świata.

Szczęśliwa, oglądałam książki i urokliwe wnętrze księgarni.

Nagle, zatopiona w myślach usłyszałam aksamitny głos.

  • Obok mnie stał Mariusz Szczygieł
  • Nienagannie ubrany,  wytworny i szczupły
  • Wysoki i wysportowany mężczyzna
  • Oniemiałam, patrzyłam z niedowierzaniem
  • Słuchałam, zauroczona bogactwem słów i tak rzadkimi dzisiaj, nienagannymi manierami.

Mariusz Szczygieł zrobił nam zdjęcie, które jest dla mnie przeogromną radością. Wcześniej, nawet nie próbowałam o tym marzyć!

Potem, bez zniecierpliwienia, przeprosił, pożegnał się i wyszedł. 

Wrzenie Świata

Dziennikarz, reportażysta i pisarz. Założyciel i członek zarządu Fundacji Instytutu Reportażu. Dzięki temu wraz z Wojciechem Tochmanem, stworzył Wydawnictwo Dowody na Istnienie. Doskonała nazwa!

Wydarzenia kulturalne Instytutu Reportażu organizowane są w Faktycznym Domu Kultury. Tuż obok, naprzeciwko księgarni Wrzenie Świata.

Zamknięta w domu, od marca 2020 roku, byłam stałą słuchaczką transmisji online z Faktycznego Domu Kultury. Spotkania z ciekawymi ludźmi, inspirujące rozmowy, wpisały się w plan moich dni.

Wspólny czas z Instytutem Reportażu wzmacniał mnie psychicznie i rodził nadzieję na lepsze jutro. Dzięki temu czułam się silniejsza.

Dlatego obiecałam sobie, że jak tylko będzie to możliwe, pojadę do Warszawy. Nareszcie poznam to miejsce.

Nawet nie próbowałam marzyć o tym, że również poznam Mariusza Szczygła.

Doprawdy, szczęśliwym się bywa!

morze
Podróże

Morze, góry i cisza

Szczególnie poza sezonem morze uspokaja, a góry podnoszą poziom adrenaliny, mobilizują do aktywności. Dwa w jednym i jeszcze cisza.

Trzydniowy reset, to pierwszy mój wyjazd od dawna. Ostatnie tygodnie przed wprowadzeniem dodatkowych zaostrzeń, w Polsce wystraszonej, podzielonej dwoma kolorami. Żółtym i czerwonym.

Zdążyłam uciec.

Morze

morze

Wsiadłam do pociągu. W przedziale pierwszej klasy czułam się bezpiecznie. Uciekłam, aby podładować wewnętrzny akumulator. Dojechałam do Sopotu. Przywitało mnie słońce. Z bagażem na plecach, korzystałam z każdej minuty. Oddalając się od miejskiego gwaru, jeszcze tętniącego życiem kurortu. szłam przed siebie.

Mijały mnie pojedyncze osoby.

Brzegiem morza

morze

Wystarczy iść. Bosymi stopami poczuć piasek i chlapać morską wodę we wszystkie strony, tak jak kiedyś, w dzieciństwie. Uciec od codzienności i powąchać morze. Bartek spytał mnie jak pachnie? Spokojem, świeżością i nadzieją…jeszcze będzie dobrze.

Potem przywitać mewy, rybitwy, łabędzie i spytać się: czy my się znamy?

Ucieka strach i lęk o jutro.

Jest spokój, obecność tu i teraz. Całkowite zanurzenie w rzeczywistości.

Morze i góry – Klif Orłowski

Po około pięciu kilometrach spaceru brzegiem morza, dochodzę do mola w Gdyni – Orłowo. Idę w kierunku Klifu Orłowskiego. W górę, coraz wyżej. Najpierw starymi schodami, a potem aż do najdalej wysuniętego w morze, naturalnego punktu Gdyni. Namiastka szczytu górskiego.

Zachwycające pionowe zbocze, około 50 metrów nad brzegiem morza. Doskonała widoczność. Dzięki temu na szczycie skarpy oglądam Mierzeję Helską. Mijam osuwiska porośnięte bujną, jesienna roślinnością. Klif Orłowski rozciąga się na długości około 650 metrów.

Wracając oglądam Cypel Redłowski, inaczej nazywany Klifem Orlowskim, od strony morza. W ciemnobrunatnych warstwach piasku podobno są minerały manganu i tytanu. Można znaleźć również węgiel brunatny. Szukam nadmorskich kamieni.

W pobliżu sto lat temu mieszkał:

Stefan Żeromski

morze Stefan Żeromski

Wcale nie mój uczeń, o tym samym imieniu i nazwisku, doskonały tancerz, absolwent Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej, tylko pisarz.

W tak bajecznym otoczeniu, po przebytej grypie hiszpańskiej, zamieszkał, aby powrócić do pełnego zdrowia. W magicznym dworku czuł się spokojny i szczęśliwy.

morze Stefan Żeromski

Odkrywał uroki nadbrzeżnych lasów i wzgórz, dlatego trudno się dziwić, że w takim miejscu pisarza nie opuszczała twórcza wena.

Tutaj powstał zarys powieści: ”Wiatr od morza”. Bywał m.in. Jan Lechoń i Jan Kasprowicz.

Wracałam pełna ciepłych myśli. W ręku trzymałam znaleziony kamień – amulet.

Wdzięczność za dobry czas.

Z pewnością szczęśliwym się bywa!

Obywatele Świata
Ciekawi ludzie

Obywatele Świata

W Polsce czuje się Niemką oglądającą nową, zmienioną Polskę. Podziwia nowoczesne drogi i odrestaurowane zabytki. W Niemczech jest doskonale zasymilowaną i zintegrowaną ze swoim środowiskiem, mieszkanką Hamburga, ale… Polką.

Ania

Siedziała w ogródku rybnego, nadmorskiego baru. Prosty, drewniany stół oddzielało od piasku kilka desek. Wpatrzona w morze, z apetytem jadła pstrąga. Podeszłam i zapytałam, czy mogę się dosiąść? Z aprobatą skinęła głową. Tak, oczywiście.

Młodzi ludzie siedzący tuż obok, przeklinali bez opamiętania. Zauważyłam, że obie byłyśmy wzburzone. U nas w Niemczech, w miejscach publicznych, nie można bezkarnie przeklinać. W takiej sytuacji, Niemcy od razu zwracają uwagę, powiedziała do mnie Ania. Tutaj jest inaczej. Nie rozumiała, dlaczego młode kobiety uśmiechały się, słysząc wulgarne słowa swoich chłopaków.

I tak się zaczęło…

Poznałam swoją rówieśniczkę, która z wielką ochotą opowiedziała mi swoją, niecodzienną historię.

Przyjechała z Hamburga do Gdańska, aby zaopiekować się swoim  starszym, chorym bratem. Będę tu tak długo, jak będzie potrzebował opieki. To jest moja najbliższa rodzina, powiedziała Ania. Pospaceruję brzegiem morza. Powspominam młodość. Popatrzę na tak inną i odległą dla mnie Polskę

Historia Ani

Po polsku mówiła wolno, chwilami z trudem. Wyraźnie słyszałam jej niemiecki akcent. Większość słów rozumiałam Kiedy wtrącała niemieckie słowa, prosiłam o ich przetłumaczenie.

Ania urodziła się w1960 roku, w Gdańsku. Literując niemieckie imię i panieńskie nazwisko swojej matki Niemki, zawsze słyszała klasowe szepty. Szwabka, Szwabka….

Przez wszystkie lata gdańskiej edukacji, czułam się szykanowana.

Opowiadała…

Moja rodzina po wojnie pozostała w Gdańsku. Wówczas mieszkańcy Trójmiasta, którzy nie byli czystego, polskiego pochodzenia, mieli trudne i ciężkie życie. Odpowiednie dla ówczesnej władzy służby, miały swoje metody zastraszania. Pamiętam wieczny lęk.

Mój tata był Polakiem. Początkowo służył w Wermachcie. Po dwóch tygodniach uciekł do Armii Andersa. Skrupulatni Niemcy, nigdy o tym nie zapomnieli, o czym przekonałam się później.

Trzydzieści sześć lat temu

W Gdańsku uczyłam się i pracowałam. W 1984 roku kupiłam wycieczkę do Hamburga. Pojechałam tylko w jedną stronę. Nie znałam języka niemieckiego. Zostałam w Hamburgu. Początki były trudne, ale Niemcy bardzo mi pomogli: w nauce swojego języka i w poszukiwaniu pracy. Czułam się zaopiekowana.

Czekając na mieszkanie władze miejskie, z właściwą sobie skrupulatnością, poinformowały mnie o dniu i godzinie ucieczki mojego taty z Wermachtu. To prawda, moje niemieckie pochodzenie, od strony mojej mamy pomogło mi w szybszym otrzymaniu mieszkania, mówiła Ania.

Dzisiaj

W Hamburgu, wraz z mężem, ciężko pracuję, tak jak większość Niemców. My nie oczekujemy pomocy od państwa.

Ucząca się młodzież i dzieci otrzymują pomoc edukacyjną (przeszło sto euro). Aby otrzymać ten datek od państwa, należy okazać świadectwo ukończenia kolejnej klasy.

Kocham Niemców, mówi Ania. Tak jak oni jestem dobrze zorganizowana, w pracy i w domu. Lubię wokół siebie porządek i czystość, to po mojej mamie.

Teraz mamy obowiązek zakładać maseczki w miejscach publicznych. Niemcy są zdyscyplinowani. Dlatego nie dyskutują o tym, tylko tak robią. Chronimy siebie i innych. To oczywiste.

A tutaj, zobacz sama, ile osób, wewnątrz baru ma maseczki? Egoiści. Nie rozumiem, mówi Ania.

Słucham Ani z ogromnym zainteresowaniem. Ona z wyraźną przyjemnością, po długiej przerwie mówi językiem swojego dzieciństwa.

Wzruszona wspomina odległą przeszłość.

Właściwie niewiele rozmawiamy o polityce. Nie rozumie wielu decyzji obecnych polskich władz. Wielokrotnie prosi mnie o wyjaśnienie i pyta, dlaczego?

Z baru rybnego idziemy do kawiarni. Ania zamawia dla nas kawę i ciasto. Kiedy próbuję zapłacić, mówi: Niemcy nie są skąpi, jak uważa wielu Polaków, są pomocni i bardzo gościnni. Nie dam złego słowa powiedzieć na Niemców!

Reguluje rachunek.

Rozmawiamy długo, aż do zamknięcia kawiarni.

Obywatele świata. Przemieszczają się z miejsca urodzenia,  w różnych kierunkach i z różnych powodów. Właściwie nigdzie nie są, do końca u siebie.

Czy kosztem ich migracji jest utrata tożsamości?

Zastanawiam się długo, po pożegnaniu Ani.

Królestwo Dobra i Prawdy
Psychologia na co dzień

Bajka o Królestwie Dobra i Prawdy

Dawno, dawno temu Król i Królowa zbudowali silne mocarstwo. Wśród bujnych lasów nad brzegiem rzeki, wspinając się na palce mogłaś zobaczyć ogromny pałac.

W Królestwie Dobra i Prawdy panowały zasady, których każdy przestrzegał.

  • Mieszkańcy zawsze mówili prawdę i nie przeklinali.
  • Szanowali innych i dbali o wspólne dobro.
  • Troskliwie opiekowali się słabszymi, starszymi, również zwierzętami.
  • Nie jedli mięsa. Czy człowiek, który kocha może zabić i zjeść przyjaciela, tylko dlatego, że jest silniejszy?
  • Wszyscy żywili się roślinami.

Może dlatego byli mniej agresywni i bardziej pokorni, niż mieszkańcy innych mocarstw, o których istnieniu nie wiedzieli?

To była Kraina Dobra i Prawdy

Królestwo Dobra i Prawdy

W okolicy nigdy nie było bójek i wojen. Dlatego niepotrzebna była broń. Słowo rozwiązywało różnice zdań. Rozmowa wyjaśniała nieporozumienia. Królewskie narady zawsze prowadziły do zgody. Król i Królowa umieli z uwagą słuchać znawców, z różnych dziedzin życia. Potem podejmowali decyzje, dotyczące wszystkich.

Inny w Królestwie Dobra i Prawdy

Właściwie nie byli inni. Może inaczej wyglądali, albo inaczej się zachowywali?

Głusi, niewidomi, karły i ci co mówili do siebie. Nikt się im nie przyglądał ze szczególnym zainteresowaniem. Przecież wszyscy byli mieszkańcami tego samego Królestwa. Często oni i ich opiekunowie nie mogli pracować, tak jak pozostali mieszkańcy. Dlatego Król uznał, że trzeba im pomóc. Podczas jednej z narad ustalono, że chętni mieszkańcy, a było ich wielu wyznaczą, dzisiaj powiemy dyżury przy najsłabszych. Wówczas ich opiekunowie będą mogli, bez niepokoju owocnie pracować dla dobra Królestwa.

Potomstwo Króla i Królowej

Królestwo Dobra i Prawdy

Najpierw urodził się Królewicz Jacek, potem Królewna Małgorzata.

Błogie dzieciństwo upływało w ciepłej, rodzinnej atmosferze. Dzieci były dumne ze swojego ojca i matki. Szacunek jakim darzono ich rodziców, nazywali również swoim szczęściem. 

Wypowiadane słowa miały moc. Mamusiu i Tatusiu… Nigdy nie było wątpliwości, że tak oznacza tak, a nie oznacza nie.

Zakończenie bajki

Królestwo Dobra i Prawdy

Królewna sobie idzie przez zielony las i znajduje piękną rzekę. Nad rzeką na pniu siedzi książę. Królewna się zadziwiła…

Wszystko zniknęło! To nie jest rzeka Królestwa Dobra i Prawdy. Książę przybył z odległej, obcej krainy. Nie ma Króla, Królowej i Królewicza. Po krótkiej rozmowie okazało się, że słowa straciły siłę i moc.

Tak może oznaczać nie, a nie może oznaczać tak.

Inny od tej chwili oznacza gorszy, dlatego on i jego najbliżsi muszą liczyć wyłącznie na siebie, przyjaciół i niewielu ludzi dobrej woli.

Może jest tak, że mieszkańcy Krainy Dobra i Prawdy, którzy żyli w odległych czasach, bez telefonu i Internetu, nie wiedzieli, że są inne MOCARSTWA?

Zabrakło im czujności?

Alan Turing
Ciekawi ludzie

Geniusz przegrał z homofobią – Alan Turing

Szczególnie uzdolniony w dziedzinie nauk ścisłych. Od najmłodszych lat wielbiciel matematyki. Systematycznie i skrupulatnie odkrywał tajemnice Królowej Nauk. Najważniejsza była matematyka i… bieganie. Alan Turing żył 41 lat. Przypuszczalnie popełnił samobójstwo. W majestacie ówczesnego, brytyjskiego prawa przegrał z homofobią.

Alan Turing – genialny matematyczny umysł

Alan Turing

Twórca Maszyny Turinga i współtwórca informatyki.

Brytyjski matematyk był kryptologiem.

  • Urodził się 23 czerwca 1912 roku
  • Studiował matematykę
  • W Cambridge, w swojej pracy „O liczbach obliczalnych” opisał abstrakcyjną wówczas maszynę, która miała wykonywać zaprogramowane matematycznie operacje, czyli algorytm
  • W latach 1939 – 1940 zaprojektował Bombę Turinga, dzięki której możliwe było łamanie kodów niemieckiej maszyny szyfrujące, Enigmy
  • Współpracował z polskimi matematykami: Jerzym Różyckim, Henrykiem Zygalskim i Marianem Rejewskim. Polacy złamali kod wczesnej Enigmy i przekazali swoją wiedzę Brytyjczykom, krótko przed wybuchem II Wojny Światowej
  • Złamanie Enigmy skróciło wojnę o kilka lat, ratując życie wielu ludzi
  • Przez ponad 50 lat Enigma pozostawała tajemnicą rządową
  • Maszyny Turinga, dzisiaj powiemy komputery, są inspiracją kolejnych pokoleń naukowców
  • Alan Turing interesował się również biologią. Stworzył matematyczny wzorzec ulistnienia roślin
  • W tzw. Testach Turinga próbował zdefiniować sztuczną inteligencję.

Uzdolniony umysł Alana Turinga pokonał wszelkie trudności Królowej Nauk. Twierdzenia, dowody i konieczne założenia.

Alan Turing – biegacz

Alan Turing

Ciało matematyka jakby samo biegało. Z lekkością, zdawałoby się bez wysiłku, pokonywał siebie i kolejne kilometry. Z matematyczną precyzją i wytrwałością odnosił kolejne sukcesy biegowe. Trenował biegi długodystansowe.

W 1947 roku przebiegł maraton, z bardzo dobrym czasem: 2 godziny, 46 minut i 3 sekundy.

Marzył o olimpiadzie.

Bieganie było bardzo ważne, bo jak sam wspominał:

  • Otwierało umysł na kreatywne pomysły
  • Było ucieczką przed rutyną, natłokiem myśli i ciężką intelektualną pracą
  • Uspokajało myśli i dawało ukojenie po stresujących zajęciach
  • Pozwalało ułożyć w głowie kolejne pomysły.

Alan Turing przez większość swojego życia biegał i jeździł na rowerze. Przybiegał na spotkania naukowe, ścigając się z… transportem publicznym!

Ofiara homofobii? Alan Turing

Alan Turing

Był dziwny. Bardzo skryty. Wycofany i ekscentryczny.

Alergik i hipochondryk.

Chroniąc się przed katarem siennym pracował w masce gazowej.

We wczesnej młodości zakochał się w przyjacielu. Zrozumiał, że jest gejem. Wiele lat ukrywał swoje skłonności. Kiedy odkryto jego tajemnicę, został odsunięty od badań związanych z konstrukcją komputera.

Naznaczony i wykluczony ze swojego środowiska Alan Turing był oskarżony o naruszenie moralności publicznej. Zamiast dwóch lat więzienia wybrał roczną terapię hormonalną (przyjmowanie estrogenu). Kastrację chemiczną odbywał pod nadzorem lekarza psychiatry.

Nie dał rady. 7 czerwca 1954 roku, przypuszczalnie popełnił samobójstwo.

 Miał 41 lat.

Do 1967 roku homoseksualizm na wyspach brytyjskich był nielegalny i uznawany za chorobę psychiczną.

  • W 2009 roku premier Gordon Brown przeprosił w imieniu rządu Wielkiej Brytanii, za całkowicie “niesprawiedliwe i straszne” potraktowanie Turinga
  • W 2013 roku Królowa Elżbieta II pośmiertnie ułaskawiła Turinga
  • W 2019 roku przez Brytyjczyków został uznany za najwybitniejszą postać XX wieku.

Alan Turing pokonał zawiłości matematyki, trud biegacza długodystansowego, ale nie mógł pokonać naznaczenia i wykluczenia.

W majestacie ówczesnego brytyjskiego prawa, przegrał z homofobią.

Od śmierci Turinga wiele się zmieniło.

Jednak mowa nienawiści nadal trwa.

Złe, wykluczające słowa bolą i bardzo ranią.

Chciałabym, aby każdy z nas: tęgi lub szczupły, o białej lub czarnej karnacji skóry, heteroseksualny lub homoseksualny…,każdego dnia mógł, bez strachu wyjść z domu.

Bez obaw i lęku…

Witamina N
Psychologia na co dzień

Witamina N – na lęk i strach

Najpierw było niedowierzanie. Codzienne śledzenie, aktualnych informacji o liczbie osób, które zachorowały albo zmarły na koronawirusa. Panika i strach towarzyszył mi, przez wiele tygodni. Potem tylko raz dziennie oglądałam Fakty TVN. Stopniowo coraz rzadziej.

W mojej codziennej diecie pojawiła sie witamina N. Zadziałała bardzo szybko. Oswoiłam swój lęk. Uspokoiłam się i pokornie zaakceptowałam niezmienialną rzeczywistość.

Witamina N – jak natura

Witamina N
Witamina N

Zostałam w domu, tak jak inni. Pochłonęła mnie zdalna praca. W wirze codziennej, wielogodzinnej pracy przy komputerze, chyba nie zauważyłam, że nadeszłą piękna wiosna. Nie widziałam kolorowych, kwitnących krzewów? Moja codzienność obróciła sie do góry nogami, a natura wcale się nie zmieniła.

Kurację witaminą N rozpoczęłam, podczas coraz dłuższych spacerów. Zachowując bezpieczną odległość, omijałam ludzi i obserwowałam wiosenną przyrodę. W pobliskim parku wsłuchiwałam się w śpiew ptaków. Przyglądałam sie trawnikom. Były bogato przyozdobione żółtymi, mniszkami lekarskimi, których liście zaczęłąm dodawać do wieczornej sałatki.

Widok zieleni zadziałał na mnie kojąco.

Witamina N – kąpiele leśne

Witamina N
Witamina N

Dlatego odważyłam się na więcej. Systematyczne wyjazdy, do podmiejskiego lasu pozwoliły mi wrócić do równowagi. Jestem spokojniejsza.

Rozmawiania z drzewami, nauczyła mnie moja babcia. Wybierałyśmy, najczęściel iglaste drzewa i każda z nas przytulała się do swojego. Zgodnie ze wskazówkami babci, wąchałam korę drzew. Przytulona do drzewa, głowę podnosiłam jak najwyżej ku górze.

Babcia czule przemawiała do naszych drzew. Była przekonana, że ich dobra energia wzmacnia nasze ciała.

Taki rytuał praktykowałam z moimi córkami, a teraz wnukami.

Kiedyś nikt intuicji mojej babci, nie umiał wytłumaczyć wiedzą naukową.

Shirin – yoku

Witamina N

to japońska sztuka kąpieli leśnych.

Gwarantuje szybki relaks, odpoczynek i duchowe przeżycie. Leczy depresję, poprawia koncentrację i pamięć.

Jest swoista terapią zdrowotną, którą stosuje się np. w Centrum Terapii Lasem.

Shirin – yoku powstało w Japonii w latach 80. jako program profilaktyki leśnej i poprawy kondycji psychicznej mieszkańców kraju.

Nauka udowodniła, że doświadczając las wszystkimi zmysłami:

  • obniżamy ciśnienie krwi,
  • pozwalamy na produkcję komórek, które niszczą komórki rakowe i wspierają naszą odporność w walce z wirusami,
  • obniżamy poziom kortyzolu – hormonu stresu,
  • połykamy naturalny antybiotyk – fitoncydy, który emitowany przez drzewa działa bakteriobójczo i grzybobójczo.

Wyłączam komórkę i chodzę boso po trawie. Przytulam się do drzew, tak jak nauczyła mnie moja babcia.Wącham konary drzew, kwiaty i liście. Słucham śpiewu ptaków i szumu gałęzi.

Wzrokiem, słuchem, smakiem, węchem i dotykiem kąpię się w lesie.

Witamina N pozbawia mnie lęku i strachu.

Świadomie przeżywam czas koronawirusa.

Krystyna Łybacka
Ciekawi ludzie

Krystyna Łybacka

Nareszcie spotkamy się i wypijemy czerwone wino, bo przecież Ty takie najbardziej lubisz, powiedziała Krysia podczas naszej ostatniej rozmowy. Będzie dymek i My, bez polityki i pośpiechu. W końcu porozmawiamy…

Nie zdążyłyśmy.

Zmarła 20 kwietnia 2020 roku.

Studiowałam Matematykę Stosowaną na Politechnice Poznańskiej. Wówczas Krystyna Łybacka była krótko po doktoracie. Przez pewien czas opiekowała się naszą grupą. Zawsze elegancka, energicznym krokiem wchodziła do sali ćwiczeń. Prowadziła zajęcia ze statystyki matematycznej. Imponowała mi doskonałym przygotowaniem do zajęć, piękną polszczyzną, jasnym i zrozumiałym sposobem wyjaśniania matematycznych zawiłości.

Moją pracę dyplomową, powiązaną ze statystyką matematyczną, pisałam pod Jej opieką.

Dlatego zaczęłyśmy się częściej spotykać. Poznałam Krystynę Łybacką, głęboką humanistkę. Znawczynię literatury, malarstwa i filozofii. Nasze niekończące się rozmowy o sztuce były dla mnie wielką, intelektualną przygodą.

Po raz pierwszy Wysokie Tatry zobaczyła w mojej, górskiej kurtce. W tamtych czasach sklepy były puste. Taki zakup graniczył z cudem. Mnie się udało. Może dlatego, że w Tatrach zakochałam się wcześniej?

Potem była literatura górska i wymiana zdobytych książek. Długie rozmowy o pięknie gór i dylematach egzystencjonalnych, których trudno uniknąć stając na szczycie, tak blisko nieba.

Krystyna Łybacka przekonała mnie, że nie jestem dziwna.”To zupełnie normalne Madziu, że matematyk może spełniać się jako humanista”. Twierdziła, że często nie działa to w drugą stronę. Może dlatego, jako Minister Edukacji Narodowej i Sportu, podjęła kontroweryjną decyzję o wycofaniu matematyki, jako obowiązkowego przedmiotu na maturze.

Była mądra, ciepła i serdeczna. Wielu osobom pomagała bezinteresownie. Nie zapominała o swoich obietnicach. Dotrzymywała danego słowa.

Potem kiedy stała się postacią publiczną, widywałyśmy się sporadycznie.

Miałyśmy różne poglądy polityczne. Jednak w żaden sposób nie wpłynęło to na nasze relacje. Krysia szanowała moje, czasem odmienne opinie.

Kiedy dowiedziała się o problemach z własnością budynku, Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej w Poznaniu, będąc w Poznaniu przyszła i rozmawiała z dyrekcją szkoły. Wstawiła się za nami.

Zawsze zadziwiało mnie to, że nigdy w natłoku swoich publicznych obowiązków nie zapomniała o moich imieninach i życzeniach świątecznych.

Ten jeden raz, przed minioną Wielkanocą zamilkła. Nie odpowiedziała na moje życzenia.

Czułam, że dzieje się coś złego.

Krysia żyje w moich myślach.

Napisałam m.in. o Krystynie Łybackiej 6 kobiet, które zainspirowały mnie do ciekawszego życia

Miałam szczęście poznać wyjątkowego człowieka.

Jestem wdzięczna.

Dziękuję.

High Line - Nowy Jork
Podróże

High Line – Nowy Jork

Świat się zatrzymał. Stanął w miejscu. Wirus zmienił wszystko. I już nic nie będzie takie samo. Ludzie, rzeczy i miejsca, które miałam szczęście zobaczyć. Raptem miesiąc przed nieplanowanym i niewyobrażalnym zatrzymaniem. Nowy Jork zamieszkały przez około 9 milinów ludzi, ogromna aglomeracja, centrum m.in. biznesu, finansów i sztuki, świeci pustkami. Masowo chorują i umierają ludzie.

Najnowsza część High Line – podniebnego parku, Hudson Yard w styczniu 2020 był jeszcze w trakcie budowy. Zakończenie prac planowano na rok 2024.

Świat się zatrzymał. Co będzie później? Nikt nie zna odpowiedzi na to pytanie.

Tak było w styczniu 2020 roku…

High Line – co to jest?

High Line -  Nowy Jork

Pytałam siebie, czytając przewodnik po Nowym Jorku.

Nazywany podniebnym parkiem, wyglądał zadziwiająco. Dzięki kształtowi i położeniu. Ogród jest linią długości około 2,5 kilometra i szerokości kilku metrów. Znajduje się na znacznym podwyższeniu, dlatego nazywa się podniebnym. Zastąpił podupadającą, kolejową estakadę. Pomimo styczniowych dni, zobaczyłam zieloną przestrzeń, tetniącą życiem.

High Line – co tu jest?

High Line -  Nowy Jork

Trudno opisać, a jeszcze trudniej zrobić wiarygodne, oddające urok tego miejsca, zdjęcie.

Tutaj są:

  • niecodzienne widoki. Z jednej strony na Manhattan, a z drugiej na rzekę Hudson.
  • Bujna roślinność, nawet podczas zimowego spaceru. Podobno rośnie tutaj 500 gatunków roślin i drzew.
  • W sezonie również są spektakle teatralne i wydarzenia artystyczne.
  • Spragnieni mogą napić sie wody pitnej, bezpośrednio z licznych fontann.

Wzdłuż High Line spacerowałam chodnikiem, sąsiadującym z torami kolejowymi, doskonale wkomponowanymi w podniebne otoczenie.

Dlaczego zadziwia?

High Line -  Nowy Jork

Ponieważ trudno wyobrazić sobie tak długi spacer, kilka metrów nad poziomem, bardzo ruchliwej ulicy.

  • Najbardziej zadziwiła mnie dzikość tego miejsca. Doskonale dobrane, pozornie przypadkowe kompozycje roślin, przypominały mi naturalną łąkę.
  • Wśród punktów widokowych, miejsc odpoczynku, widziałam kamienie, stare, zabytkowe tory kolejowe i fragmenty nieistniejących od lat murów budynków fabryk.
  • W jednej z nich, w której kiedyś była fabryka biszkoptów, znajduje się Chelsea Market. Niezwykle stylowe miejsce. Zabytkowa galeria, w której nie zapomniano o przeszłości. Wśród luksusowych sklepów, klubów, restauracji znalazłam liczne tablice pamiątkowe, wystawy starych zdjęć i dobrze zachowane zabytkowe mury.

Tutaj przeszłość zaprzyjaźniła się z teraźniejszością.

Przekształcono nieużywaną, przemysłową część miasta w nową, niezwykle klimatyczną przestrzeń publiczną.

Teraz wszystko się zatrzymało. Nowy Jork opustoszał.

Jeszcze w styczniu 2020 roku dla zatłoczonego miasta, High Line było oazą spokoju.

Dzisiaj wszystko się zmieniło.

Zostaję w domu i poszukuję spokoju oglądając zdjęcia z High Line, w Nowym Jorku.

Sztuka - lek na niepokój
Inne, Podróże, Psychologia na co dzień

Sztuka – lek na niepokój

Dzisiaj, w atmosferze zagrożenia potrzebny jest spokój. Opanowanie i rozwaga. Dlatego oglądam i porządkuję zdjęcia, z mojej podróży do Nowego Jorku. Zdjęcia, które zrobiłam w The Metropolitan Museum of Art i Museum of Modern Art. Wybieram obrazy, które relaksują. Pomagają przywrócić wewnętrzny spokój.

Claude Monet

Spokój - sztuka

Giverny to tytuł obrazu, ale również nazwa małej miejscowości we Francji. Tutaj malarz przeprowadził się po śmierci żony.

  • W małej miejscowości we Francji znalazł spokój.
  • Dom z ogrodem inspirował, jednego z najważniejszych przedstawicieli impresjonizmu do twórczości.
  • Sztalugi ustawione wśród kolorowych kwiatów pozwalały zapomnieć.
  • Uciec przed depresją.
  • Próbuję wyobrazić sobie to miejsce i piękno przyrody.
  • Zamyślonego malarza, pochłoniętego pracą. Śpiew ptaków, albo wyzwalającą ciszę.

W grudniu 1926 roku zmarł na raka płuc. Claude Monet jest pochowany obok miejscowego kościoła. W domu, w którym mieszkał do końca, jest muzeum poświęcone artyście.

Chciałabym zobaczyć to miejsce.

Pablo Picasso

Spokój - sztuka

Pipe Rack and Still life on a Table. Można przetłumaczyć: Stojak na fajki i martwa natura na stole.

To jeden z serii obrazów na zamówienie właściciela dworu w Brooklynie. Hamilton Easter Field, amerykański malarz, krytyk i mecenas sztuki chciał, aby dzieła Picassa ozdobiły jego bibliotekę. Zbliżając się bardzo blisko do obrazu, albo powiększając zdjęcie, można zauważyć symboliczne odniesienia:

  • W prawym górnym rogu do Damy Kameliowej – Alexandre Dumas.
  • W prawym dolnym rogu, inicjały zamawiającego.
  • W lewym górnym rogu, stojak na fajki

Lubię miejsca, w których mieszkają książki. Przed oczyma widzę bibliotekę, w dworku na Brooklynie. Tutaj spotykali się malarze, aby omówić szczegóły zamówienia. Wokół były książki. Przypuszczalnie ogromne regały, pełne wówczas ważnych tytułów.

Książki dają spokój.

Georges Pierre Seurat

Spokój - sztuka

Evening, Honfleur. Artysta namalował w małym mieście portowym, obecnie we Francji.

  • Zastosował nowatorską technikę kropkowania – neoimpresjonizm.
  • Nakładane obok siebie drobne plamki wypełniają cały obraz.
  • Czyste, nasycone barwy różnie się błyszczą, w zależności od kąta padania światła.
  • Widzenie się zmienia wraz z oddalaniem się od obrazu. Efekt doskonały.
  • Kropki w moich oczach zlewają się tworząc nieuchwytną przestrzeń.

Georges Pierre Seurat rysował od zawsze. Wiedział, że chce zostać malarzem. Podczas studiów w Akademii Sztuk Pięknych w Paryżu wiele czasu spędzał w bibliotece. Czytał mistrzów słowa. Wędrował po muzeach i studiował wielkich impresjonistów.

Patrzę, uśmiecham się do siebie i czuję spokój.

Camille Pissarro

Spokój - sztuka

The Garden of the Tuileries on a Winter Afternoon – Ogród Tuileries w
zimowe popołudnie.

  • Artysta wynajął mieszkanie w Paryżu.
  • Z pewnością nieprzypadkowo to, a nie inne.
  • Widok zainspirował malarza do serii obrazów.
  • Mógł obserwować ludzi i przyrodę, zmieniającą barwy w zależności od pory dnia i roku.
  • Naprzeciwko widział ogrody Tuileries, a po lewej stronie Luwr.

Eleganckie panie, uwięzione w gorsetach spacerują wśród drzew.

Dzisiaj, pisząc zmieniłam myśli. Zostałam w domu, aby nie stwarzać zagrożenia sobie i innym. Nie sprawdzałam wielokrotnie, liczby osób zarażonych wirusem.

Dla mnie sztuka okazała się skutecznym lekiem, na wzrastający niepokój.

Może Tobie również pomoże?

The Metropolitan Museum of Art
Podróże

The Metropolitan Museum of Art – ubrane w obrazy

Znałam menu. Vincent Van Gogh, Edgar Degas, Claude Monet, Pablo Picasso, Amedeo Modigliani, Henri Matisse i inni. Olśniewająca kolekcja. Sale pełne znakomitych obrazów. Kilka godzin zadumy i refleksji. Uczta dla mojej duszy. Smakowity podwieczorek był zaskakującą niespodzianką. Malarstwo można oglądać. To było oczywiste. Nie wiedziałam, że można się również ubierać, w tak fascynujące dzieła sztuki.

The Metropolitan Museum of Art 

The Metropolitan Museum of Art

W skrócie the Met.

  • Zbiera, konserwuje i prezentuje znaczące dzieła sztuki, ze wszystkich czasów i kultur.
  • Ma trzy lokalizacje.
  • Główny gmach znajduje się przy Piątej Alei, Nowego Jorku
  • Muzeum obchodzi w tym roku 150. lecie istnienia.
  • W ramach świętowania, oprócz stałych ekspozycji są czasowe, przeróżne wystawy. Częściowo prezenty dla muzeum.

W dolnej części głównego gmachu jest Instytut Kostiumów. Kolekcjonuje i konserwuje elementy garderoby. Tysiące przedmiotów od XV wieku do współczesności.

Tutaj czekał na mnie wyśmienity podwieczorek.

„In Pursuit of Fashion: The Sandy Schreier Collection”

The Metropolitan Museum of Art - Instytut Kostiumów

Obecnie okolicznościową wystawę prezentuje Sandy Schreier. Historyk mody i kolekcjonerka, która przez pół wieku zgromadziła jedną z największych, prywatnych kolekcji mody w USA. M.in. odzież damską, akcesoria garderoby i ilustracje modowe.

The Metropolitan Museum of Art - Instytut Kostiumów

Weszłam do kameralnego, doskonale oświetlonego pomieszczaniu. Pełnego dźwięków przyciszonej, nastrojowej muzyki. Manekiny wysokości modelek stały najczęściej w grupach, zwrócone twarzą do siebie. Dla mnie nieobecne. Dystyngowane i unikalnie eleganckie. Niepowtarzalne.

The Metropolitan Museum of Art - Instytut Kostiumów

Zmysłowo ubrane. Najczęściej zgodnie z haute couture. Luksusowym krawiectwem, tworzącym ubrania dla konkretnego klienta. Z najlepszych materiałów. Jedwabiu, aksamitu, skóry, bajecznej koronki…

Modele kolekcji, w większości uszyto ręcznie.

Moda jako sztuka

The Metropolitan Museum of Art - Instytut Kostiumów

W obrazy można się ubierać. Kogoś na to stać. Dla kogoś jest to bardzo ważne.

Pojedynczy egzemplarz zatrzymuje czas, epokę i przeszłość. Misterna praca artystów. Pojedyncze cekiny przyszyte ręcznie do „lejącej” tkaniny, tworzą pejzaż. Niczym obraz, który w zmieniającym się świetle wywołuje różne emocje.

Nie wierzę własnym oczom. Podchodzę najbliżej jak to tylko możliwe, do zmysłowej tuniki. Tańczące kwiaty namalowane ręcznie, na jedwabnej, złocistej sukience przechylają w różne strony!

 Wiatr, światło, czy moje emocje?

Wspaniały podwieczorek i radosne smakowanie sztuki w modzie!

Central Park
Podróże

Central Park – spełnione marzenie

Słuchając Johna Lennona próbowaliśmy wyobrazić sobie to miejsce. Daleki i wolny świat. Niedostępny w szarej Polsce lat 70. Puszka coli z Pewexu była namiastką snu o Nowym Jorku. Budziła niezrozumiały dzisiaj zachwyt i radość. Obiecaliśmy sobie, że kiedyś to zrobimy. Wypijemy colę i zapalimy marlboro w Central Parku. Spełniłam marzenie moje i mojego Brata.

Central Park – park o niewyobrażalnej wielkości

Central Park

Trudno poznać, to zaczarowane miejsce podczas jednego spaceru. Założony w latach 50. XIX wieku, Miejski Park, w centrum Manhattanu jest prostokątem o długości około 4 kilometrów i szerokości 800 metrów. Zajmuje powierzchnię 341 ha.

Prawdziwy raj dla biegaczy! Najdłuższa trasa wynosi 10 kilometrów.

Byłam tam dwukrotnie, odkrywając nowe tajemnice tego miejsca.

Strawberry Fields

Central Park - Strawberry Fields

To ogród – pomnik pamięci, jednego z Beatlesów, Johna Lennona. Nazwa pochodzi od piosenki „Strawberry Fields Forever”, którą napisał brytyjski piosenkarz i autor tekstów. Tuż obok, za granicami parku stoi dom, w którym mieszkał John Lennon. Przed jego wejściem w 1980 roku, szalony fan zastrzelił Johna Lennona.

W centralnym miejscu truskawkowego pola jest kolorowa mozaika, w kształcie koła, a w środku jedno słowo: Imagine – wyobraź sobie. Tytuł znanej piosenki Lennona.

Z moim Bratem często nuciliśmy Imagine… Modlitwa o lepszy świat budziła w nas gigantyczne emocje.

Central Park – zadziwiająca przyroda

Central Park
Bow Bridge
Central Park - Reservoir Jacqueline Kennedy Onassis.
Reservoir Jacqueline Kennedy Onassis.

Uśpione o tej porze roku łąki są ogromne. Nie mogłam ogarnąć ich w całości wzrokiem.

  • W styczniu i lutym jest tutaj najmniej turystów, dlatego mogą odpocząć w samotności.
  • Podobnie drzewa przeróżnych gatunków, starannie zadbane czekają na wiosnę.
  • W pagórkowatej przestrzeni parku znajduję znaczne przewyższenia. Liczne skały różnorodnych, form zachęcają do małej wspinaczki.
  • Wędrując wśród łąk, drzew idę skalnymi schodami. Wijąca się droga prowadzi mnie do jednego z największych tutaj jezior: Reservoir Jacqueline Kennedy Onassis.
  • Mijam fontanny, ozdobne mostki i pałacyki. Place zabaw, boiska, alejki do jazdy konnej…i ogród zoologiczny.
  • Podchodzą do mnie, na wyciągnięcie ręki wiewiórki, również czarne. Nie wiedziałam, że takie istnieją.

Central Park na początku był terenem kamieniołomów granitu i bagien. Pozostawiono odkryte skały. Teren wysuszono. Genialni architekci zachowali naturalność terenu i dziki krajobraz. Uczyli to miejsce szczególnym. Dlatego wiele kręconych tutaj filmów, nie oddaje rzeczywistej magii i czaru tego miejsca. Trzeba zobaczyć i zachwycić się…

Spełniłam wielkie marzenie. Moje i mojego Brata.

emigracja wewnętrzna
Psychologia na co dzień

Emigracja wewnętrzna

Jest jedynym sposobem trwania w rzeczywistości niemożliwej do zaakceptowania. Wycofuję się…

Nie znajduję w sobie dość siły, aby uczestniczyć  w szalonym tańcu zakłamania. Nazywania zła dobrem. Podważania wiarygodności autorytetów moralnych. Uznanych przez świat, wiele lat temu. Świadomym działaniu na niekorzyść przyszłych pokoleń.  Nicnierobieniu w obliczu katastrofy ekologicznej.

Czuję złość i bezsilność.

Emigracja wewnętrzna – bierny opór

emigracja wewnętrzna

Jest wycofaniem się jednostki z życia publicznego.

  • Może dlatego ostatnio nie potrafiłam pisać. Każdy temat wydawał mi się nieistotny, w obliczu wydarzeń społecznych ostatnich dni i miesięcy.
  • Przestałam oglądać telewizję. Różne stacje, to samo wydarzenie, opisują zupełnie inaczej.
  • Prawdę trudno pomylić. Jednak systematycznie powtarzane kłamstwo, z czasem utrudnia rozpoznawanie prawdy.
  • Teraz słucham radio. Najchętniej audycji publicystycznych: radio Tok Fm.
  • Wnikliwie przyglądam się przyrodzie.
  • W lesie głęboko oddycham i jestem spokojniejsza.
  • Nie mam wątpliwości: światem przyrody rządzą niepodwarzalne prawdy! Ekosystem działa z niezwykłą logiką. Nie sposób cokolwiek przeinaczyć i oszukać. Ulga!

Koncentruję się na sobie

Bardzo dużo czytam. Po raz pierwszy przeczytałam kryminał.

Stieg Larsson znany szwedzki dziennikarz zmarł w wieku 50. lat, nagle na atak serca. Tuż przed pierwszym wydaniem, cyklu swojej kryminalnej powieści.

Zaczęłam czytać i “popłynęłam”. Skutecznie uciekłam, od otaczającej mnie społecznej rzeczywistości.

Pomógł mi autor:

  • doskonałym, dziennikarskim “piórem”. Książka jakby sama sie czytała. Odcinając mnie od wszystkiego i wszystkich.
  • Wielowątkowość powieści wymagała skupienia. Dlatego nawet nie próbowałam czytać lub słuchać newsów dnia. Obelg i oszczerstw, których już nikt nie tłumaczy, nie wyjaśnia i nie przeprasza,
  • odkryte, podczas skomplikowanego śledztwa, morderstwa w środowisku elit, przekonały mnie o tym, że zło jest wszędzie. W każdym zakątku świata jest kłamstwo, oszustwo, czasem również zbrodnia.

Emigracja wewnętrzna – mentalna nieobecność

emigracja wewnętrzna

Nie lubię źle mówić o innych. Próbuję zrozumieć każdego. Myślę, że każde wyrządzone zło, nieodpowiednie, według nas zachowanie, z czegoś wynika. Przyczynę można poznać poprzez rozmowę,

Dzisiaj rozmowę w opinii publicznej zastąpiło ocenianie, krytykowanie, podniesionym głosem, za pomocą wyzwisk, często wulgaryzmów.

Nie chcę uczestniczyć w takiej publicznej rozmowie. Dlatego izoluję się, koncentrując się na pracy, rodzinie i znajomych.

Jeśli nawet w najbliższym otoczeniu, rozmowa na tematy społeczne jest niemożliwa, zmieniam temat albo milczę.

Harry Poterr
Podróże

Harry Potter – granice wyobraźni?

Niedawno poznałam Londyn i napisałam: Londyn bez stereotypów

Zwiedzanie Studia Filmowego – Warner Bros. To był jeden z ostatnich punktów programu, szkolnych warsztatów językowych.

“Tutaj kręcono filmy o Harrym Potterze. Najważniejsze miejsce naszej wycieczki!” – wykrzyknęły z entuzjazmem moje uczennice.

Cóż, nie podzielałam ich radości. Literatura fantasy – to nie dla mnie!

Tak myślałam, aż do chwili gdy zobaczyłam…

Warner Bros – Harry Potter

Harry Potter

Tutaj przez kilka lat aktorzy mieszkali, uczyli się i dorastali.

Zobaczyłam i oniemiałam. Spoglądały na mnie ogromne postacie świata magii! Zadziwiały i zapraszały do wejścia. Wzrokiem ogarniałam wszystkie dzieci. Byłam nie mniej podekscytowana, niż one.

Po wejściu każdy uczestnik otrzymał paszport. Poznanie siedmiu stacji  wycieczki, pieczętowaliśmy pamiątkowym stemplem. Ciekawa graficznie książeczka, krótko opisuje najważniejsze miejsca z życia Czarodzieja.

Z paszportem w ręku zaczęłam swoją przygodę.

W gigantycznym holu nad moją głową pojawił się smok. Przerażajce, magiczne stworzenie, przypominało skrzydlatego gada. Zionęło ogniem.

  • A może poddawało mnie próbie?
  • Przekonywało, że jestem we właściwym miejscu?

Każde zło można udomowić, ale najpierw trzeba poznać magiczny świat fantazji. Przekroczyć bramy Hagwartu i zrozumieć Harrego Pottera.

Przez dwie godziny byłam w Szkole Magii i Czarodziejstwa. Gdzieś w Szkocji, w zamku, w Hagwardzie.

To zbyt mało, aby w pełni poczuć magię tego zadziwiającego miejsca.

Realistyczne elementy fimowej scenografii: stroje, meble i bibeloty przeniosły mnie w inny świat.

Skoro tu jestem to znaczy, że mam zdolności magiczne. Podobnie jak inni studenci:))

Przez siedem lat naszej nauki wszystko się może wydarzyć!

Zakazany las – Harry Potter

Harry Potter

Stary i rozległy. Jest blisko Hagwartu. Kryje sekrety i liczne niebezpieczeństwa dla ludzi. Dlatego studenci nie maja tu wstępu. Mogą jedynie udać się tutaj, na lekcję pod opieką profesora.

Jestem nauczycielem, dlatego teraz wcielam sie w postać profesora Hagwartu. Tak jak każdego dnia uczę i wychowuję. Jak odróżniać dobro od zła? Dlaczego kłamstwo utrudnia i komplikuje życie? Dlaczego warto zawsze się uczyć?

Magia, czy rzeczywistość?

Hagwart

Hagwart - Harry Potter

Bajeczną makietę uczelni czarowników oglądałam, przy akompaniamencie pięknej muzyki. Wyglądała jak prawdziwy zamek. Byłam wzruszona do łez.

Jestem zafascynowana wyobraźnią autorki Harrego Pottera.

Dawna nauczycielka języka angielskiego, Joanne Rowling, a właściwie Murray wymyśliła inną rzeczywistość, z niebywałym polotem.

Każdy kto znajdzie się w tym magicznym miejscu, dołączy do grona fanów Czarodzieja, bez względu na wiek!

Oglądałam w telewizji pierwszy spacer człowieka na Księżycu. Mój tata krzyknął: to niebywałe! Czy istnieją granice ludzkiej wyobrażni?

Podobnie zareagowałam trzymając w ręku, po raz pierwszy w życiu, komórkę. Była wielkości cegły.

Ludzka wyobraźnia, poparta wiedzą i nauką stworzyła sztuczną inteligencję.

Dzisiaj trudno wyobrazić sobie granice wyobraźni człowieka.

Przyszłości rodzi wiele pytań. Wielu odpowiedzi nie znamy.

Dlatego teraz zabieram sie do czytania Harrego Pottera!

Potem może uda się znaleźć, choćby jedną odpowiedź?

Krystyna Janda
Ciekawi ludzie

Krystyna Janda – Maria Callas

Najpierw była Agnieszka, dziennikarka w „Człowieku z marmuru”. Symbol  walki jednostki z ograniczeniami Polski lat 70. Siła i energia młodej aktorki mobilizowała mojej pokolenie do niezgody na totalitarną rzeczywistość. Krystyna Janda otwierała oczy i dodawała odwagi.

Potem Krystyna Janda kreowała na scenie różne autentyczne postacie. Doskonale wcieliła się m.in. w postać Danuty Wałęsowej.

8.11. 2019 roku na scenie Och – Teatru zobaczyłam…

Krystyna Janda jako Maria Callas

Krystyna Janda. Och-Teatr

„Maria Callas. Master Class” to przedstawienie, w reżyserii Andrzeja Domalika, na podstawie tekstu teatralnego Terence Mc Nally’ego.

Krystyna Janda wcieliła się w rolę Marii Callas.

  • Skromna scenografia. Na scenie stoi fortepian, stolik i krzesło.
  • Pojedynczo na przesłuchanie wchodzą adepci zawodu.
  • Primadonna – nauczycielka poprawia i przekazuje swoje uwagi.
  • Już nie śpiewa, bo nie może. Po diecie wypiękniała, ale stopniowo utraciła głos.

W teatrze widownia siedzi wzdłuż przeciwległych boków sceny. Jesteśmy klasą, która uczestniczy w niezwykłej lekcji. Nauczycielka często zwraca się do nas, uczniów. Przypomina o odpowiednim stroju i postawie. Niczym wulkan energii, nie rozumie braku odpowiedniej gry aktorskiej przyszłych śpiewaków operowych. Brakuje im również emocji i dykcji. Złości się i przerywa lekcję.

Chwilami na scenie Maria Callas – nauczycielka zanurza się w sobie, odpływa…

Maria Callas – Cecilia Sophia Anna Kalogeropoulou

Krystyna Janda - Maria Callas

Pojawiają się obrazy przeszłości:

  • dzieciństwo w rodzinie greckich emigrantów. Ateny i Nowy Jork.
  • sława – dramatyczne role w mediolańskiej La Scali i Metropolitan Opera w Nowym Jorku,
  • rozwód i romans z Arystotelesem Onasisem,
  • dramat stopniowej utraty głosu.

Zmarła nagle we wrześniu 1977 roku, w Paryżu. Zwłoki primadonny, na jej życzenie zostały spopielone, a urnę z jej prochami spuszczono do Morza Egejskiego.

Młoda dziennikarka Agnieszka, dzisiaj jest dojrzałą kobietą. Właściwie niewiele się zmieniło. Jest trochę starsza, ale niezmiennie energetyczna. Krystyna Janda w roli Marii Callas ma niebywały temperament. Podobny wigor i siłę wyrazu. Mistrzowsko wciela się w dramaty życiowe bohaterki. Rozśmiesza i wzbudza głęboką zadumę.

Dziękuję Pani Krystyno za wielkie duchowe przeżycie!

Podróże

Londyn bez stereotypów

W Londynie jest nieustająca mgła i deszcz. Każdy mężczyzna jest wysoki i szczupły. Brytyjczyk jest nieczuły i chłodny. Nie ma poczucia humoru. Uległam stereotypom. Rzeczywistość okazała się odmienna. We wrześniu pierwszy raz zobaczyłam

Słoneczny Londyn

Londyn - Natural History Museum
Natural History Museum
Londyn - Tower of London
Tower of London

W stolicy Anglii i Wielkiej Brytanii spędziłam kilka dni z uczniami Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej z Poznania. Podczas warsztatów językowych nocowaliśmy u rodzin angielskich. Dlatego nauka języka była naturalna, oparta na codziennej konwersacji.

Słońce i wysoka temperatura zachęcały do zwiedzania zabytków, wcześniej poznanych podczas szkolnych zajęć:

Londyn - Buckingham Palace
Buckingham Palace
  • W Buckingham Palace poczułam się wyróżniona. Byłam w apartamentach rodziny królewskiej. Szkoda, że królowa wyjechała wówczas na wakacje.
  • W gotyckich murach Westminster Abbey oczyma wyobraźni widziałam koronację monarchów angielskich.
  • Tower of London wcześniej oglądałam na zdjęciach i filmach. W rzeczywistości jest większy, bardziej dostojny i monumentalny. Również bardziej krwawy, niż myślałam. Przekonała mnie o tym np. Brama Zdrajców na której wieszano głowy donosicieli.
  • London Eye z daleka wyglądał jak ogromna karuzela, w której zawsze miałam problemy zdrowotne. Wystraszyłam się i chciałam zrezygnować. W ocenie sytuacji uległam stereotypom!. Klimatyzowana, pasażerska kapsuła poruszała się bardzo wolno. Pozwalało to na zabieranie i wysadzanie turystów bez zatrzymywania. Półgodzinny pełen obrót na tle przejrzystego nieba był doskonałą formą zwiedzania miasta.

Londyński mężczyzna

Londyn -
The Globe Theatre

Wcale nie musi być wysoki i szczupły, jak sadziłam. Bywa dojrzałym panem. Czasem dziarskim staruszkiem.

Panowie i Panie z pokolenia 70+ stanowili zdecydowaną większość obsługi Muzeum Szekspira w Londynie. Tuż obok, w The Globe Theatre było tak samo. Obsługa widowni – Panie i Panowie najstarszego pokolenia uprzejmnie prosili nas o zajęcie miejsc. Wcześniej interesująco i z nieukrywaną dumą opowiadali o swoim teatrze.

  • The Globe Theatre powstał 420 lat temu.
  • W sali w kształcie okręgu, mieściło się 3000 osób. Teraz podobnie jak w przeszłości, są miejsca tańsze – stojące i droższe – siedzące.
  • W teatrze, w którym dach podpierany kolumnami jest tylko nad sceną, wystawiano premiery Williama Szekspira i innych twórców.
  • Obejrzeliśmy na stojąco przedstawienie „Wesołe kumoszki z Windsoru”. Komedia Szekspira zainteresowała nawet najmłodszych. Były owacje i gromki śmiech!

Czas cofnął sie o godzinę. Na ulicach lewa strona zamieniła się z prawą!

Spotkanie z Londynem było moją wielką przygodą. Uczyłam się wraz z dziećmi języka angielskiego. Poznałam mało znaną mi historię Anglii. Nadal uzupełniam zaległości. Odkryłam piękny, dostojny Londyn. Pozbyłam się stereotypów, które zniekształcały i upraszczały moje wyobrażenie o angielskiej rzeczywistości.

Może z jednym wyjątkiem…Chleb w Londynie był dla mnie niejadalny.

Pilotem warsztatów językowych była pani Zofia Charłampowicz-Jabłońska – HELLO .

Widzieliście Londyn? Jeśli nie, to gorąco zachęcam!

1 2 3 8 9
Privacy Settings
We use cookies to enhance your experience while using our website. If you are using our Services via a browser you can restrict, block or remove cookies through your web browser settings. We also use content and scripts from third parties that may use tracking technologies. You can selectively provide your consent below to allow such third party embeds. For complete information about the cookies we use, data we collect and how we process them, please check our Privacy Policy
Youtube
Consent to display content from Youtube
Vimeo
Consent to display content from Vimeo
Google Maps
Consent to display content from Google
Spotify
Consent to display content from Spotify
Sound Cloud
Consent to display content from Sound