Gigant życia – Aleksander Doba

Na dworcu witamy, żegnamy przyjaciół lub członków rodziny. Albo sami wyruszamy w podróż. Lubię dworce. Szczególnie stare, często zabytkowe. Panuje na nich szczególny klimat wspólnoty. Wokół tłum, nieznanych Tobie osób. Znam ludzi, którzy przychodzą tu na kawę, aby w niezobowiązującym towarzystwie poczuć się raźniej.

Na peronie

doba

Dawno temu, aby wejść na peron należało kupić peronówkę. Taki bilet obowiązywał w Polsce do lat 80. XX wieku. Nadal uprawnia posiadacza, do przebywania na dworcach kolejowych w Rumunii i Serbii.

Na peronie gromadzą się ludzie w oczekiwaniu na przyjazd pociągu. Patrzą na zegar. Wyczekują zapowiedzi. Przeskakują z nogi na nogę. Ograniczeni przestrzenią peronu przechodzą, w miarę możliwości, z jednej jego strony na drugą. Im bliżej przyjazdu, tym większe emocje. Łzy pożegnania. Zniecierpliwienie oczekiwaniem wytęsknionej osoby. Niepewność. Patrzę na pociąg stojący na przeciwnym peronie i myślę o podróży, pożegnaniu i rozstaniu, czasem ostatecznym.W podróży wszystko może się wydarzyć.

Niespodzianka

IMG_2977

Jechałam do Warszawy w wagonie bez przedziałów. Część miejsc zajęła młodzież studencka, która jak wynikało z głośnej rozmowy, jechała na weekendową imprezę. Obejrzałam się wokół siebie i oniemiałam. Blisko mnie zobaczyłam Aleksandra Dobę. Wraz z młodą dziewczyną i jej dzieckiem zajmowali dwa miejsca. Później, okazało się, że podróżnik nie miał rezerwacji. Byłam zaskoczona. Słyszałam ich rozmowę i upewniłam się, że… to dzieje się naprawdę. Przełamałam zawstydzenie i podeszłam.

Pan Aleksander był swobodny i bardzo otwarty.

  • Jechał do Krakowa, aby uczestniczyć 22.04.2017 w otwarciu Alei Podróżników, Odkrywców i Zdobywców, która upamiętnia osiągnięcia polskich podróżników. Wzdłuż alei posadzono 30 dębów, przed którymi stanęły postumenty z tablicami opisującymi sylwetki uhonorowanych osób m.in. Leszka Cichego, Aleksandra Doby, Arkadego Fiedlera,Tony Halika, Marka Kamińskiego, Jerzego Kukuczki, Martyny Wojciechowskiej. Opowiadał o swoim niezatapialnym kajaku. Wspominał swoje dzieciństwo w Swarzędzu, pod Poznaniem i studia na Politechnice Poznańskiej,
  • Z entuzjazmem opisywał swoją rozpoczynającą się w maju wyprawę, która jest kontynuacją przerwanej w ubiegłym roku z powodu niesprzyjającej pogody i uszkodzenia kajaku. Chce ponownie, samotnie, przy pomocy tylko siły swoich mięśni przepłynąć Ocean Atlantycki z Nowego Jorku do Lizbony. Wyprawa potrwa około czterech miesięcy,

Entuzjazm, radość Pan Aleksandra udziela mi się i odnoszę wrażenie, że rozmawiam z energetycznym, odważnym młodzieńcem. Podróżnik obiecał żonie, że wróci z wyprawy 9. września. Tego dnia kończy 71 lat.

Plaża Miejska Stare Koryto Warty

Mama-gwiazda

jest miejscem w Poznaniu, w którym, od czerwca do września „dużo się dzieje”. W sierpniu uczestniczyłam w spotkaniu z Aleksandrem Dobą. Znałam nazwisko. Kojarzyłam charakterystyczną sylwetkę i długą brodę z panem, który pływa kajakiem…i niewiele więcej. I tak byłam lepsza od studentów z wagonu pociągu, którzy nie znali podróżnika. Kiedy poprosiłam jednego z nich o zrobienie nam zdjęcia zdziwiony zapytał…ze mną?

O swoich osiągnięciach i wyczynach podróżnik opowiadał porywająco, z dużym poczuciem humoru.

  • sukcesem zakończył II Transatlantycką Wyprawę Kajakową z kontynentu na kontynent (z Lizbony na Florydę). Przepłynął samotnie, wyłącznie siłą własnych mięśni Atlantyk w jego najszerszej części. 19 kwietnia 2014 roku, po 167 dobach przebywania na Atlantyku dopłynął do Florydy. Łącznie około 12 427 km,
  • trzy lata wcześniej samotnie przepłynął Atlantyk w najwęższym miejscu:  5394 km, w 99 dni,
  • samotnie opłynął jezioro Bajkał w 41 dni oraz Morze Bałtyckie „Z Polic do Polic” w 80 dni,
  • jako pierwszy opłynął polskie wybrzeże oraz przepłynął całą Wisłę,
  • dzięki internetowemu głosowaniu na stronie internetowej „National Geographic” zdobył tytuł „Podróżnika Roku 2015”,
  • jest dwukrotnym Złotym, Srebrnym i Brązowym medalistą Otwartych Akademickich Mistrzostw Polski w kajakarstwie górskim,
  • i inne.

Po powrocie do domu na mapie oglądałam trasy wypraw podróżnika. Byłam oszołomiono, niewyobrażalnymi odległościami, które pokonał samotnie. Zastanawiałam się co jadł i pił? Jak kontaktował się ze światem? Czy tęsknił za ludźmi?

Szukałam wiadomości w Internecie. Czytałam Aleksander Doba i oglądałam filmy dokumentalne o jego wyprawach. Nie przypuszczałam, że odpowiedzi na część moich pytań udzieli mi osobiście bohater.

  • aby, nie tęsknić za ludźmi rozmawia z rybami, ptakami…i samym sobą,
  • kajak jest niewywrotny, dzięki specjalnym pałąkom. Nawet przy największych falach musi wstać do pionu,
  • prąd podczas wypraw wytwarzają baterie słoneczne,
  • przygotowuje posiłki na małej kuchence z butlą gazową,
  • do odsalarki pompuje ręcznie wodę morską. Przez godzinę uzyskuje 3 litry wody odsolonej czyli pitnej,
  • podczas wyprawy je żywność liofilizowaną czyli całkowicie pozbawioną wody,

Pan Aleksander mówi:

AleksanderDoba-fot.-z-arch.-Aleksander-Doba-5

Nie bójcie się marzeń. Jestem przykładem na to, że wiek nie jest ograniczeniem. Utrudnienia i przeszkody są w twojej głowie. Zawsze warto wiele robić i doświadczać nowego. Rozwijać się i odkrywać.

Lepiej żyć jeden dzień jako tygrys, niż sto dni jako owca – to motto Aleksandra Doby.

Na forum znalazłam wpis internauty, który polubiłam: ściska w gardle ze wzruszenia i dumy, że mamy takiego rodaka.

PS. Możesz również posłuchać wersji dźwiękowej tego artykułu: TUTAJ