Ciekawi ludzie

Obywatele Świata

W Polsce czuje się Niemką oglądającą nową, zmienioną Polskę. Podziwia nowoczesne drogi i odrestaurowane zabytki. W Niemczech jest doskonale zasymilowaną i zintegrowaną ze swoim środowiskiem, mieszkanką Hamburga, ale… Polką.

Ania

Siedziała w ogródku rybnego, nadmorskiego baru. Prosty, drewniany stół oddzielało od piasku kilka desek. Wpatrzona w morze, z apetytem jadła pstrąga. Podeszłam i zapytałam, czy mogę się dosiąść? Z aprobatą skinęła głową. Tak, oczywiście.

Młodzi ludzie siedzący tuż obok, przeklinali bez opamiętania. Zauważyłam, że obie byłyśmy wzburzone. U nas w Niemczech, w miejscach publicznych, nie można bezkarnie przeklinać. W takiej sytuacji, Niemcy od razu zwracają uwagę, powiedziała do mnie Ania. Tutaj jest inaczej. Nie rozumiała, dlaczego młode kobiety uśmiechały się, słysząc wulgarne słowa swoich chłopaków.

I tak się zaczęło…

Poznałam swoją rówieśniczkę, która z wielką ochotą opowiedziała mi swoją, niecodzienną historię.

Przyjechała z Hamburga do Gdańska, aby zaopiekować się swoim  starszym, chorym bratem. Będę tu tak długo, jak będzie potrzebował opieki. To jest moja najbliższa rodzina, powiedziała Ania. Pospaceruję brzegiem morza. Powspominam młodość. Popatrzę na tak inną i odległą dla mnie Polskę

Historia Ani

Po polsku mówiła wolno, chwilami z trudem. Wyraźnie słyszałam jej niemiecki akcent. Większość słów rozumiałam Kiedy wtrącała niemieckie słowa, prosiłam o ich przetłumaczenie.

Ania urodziła się w1960 roku, w Gdańsku. Literując niemieckie imię i panieńskie nazwisko swojej matki Niemki, zawsze słyszała klasowe szepty. Szwabka, Szwabka….

Przez wszystkie lata gdańskiej edukacji, czułam się szykanowana.

Opowiadała…

Moja rodzina po wojnie pozostała w Gdańsku. Wówczas mieszkańcy Trójmiasta, którzy nie byli czystego, polskiego pochodzenia, mieli trudne i ciężkie życie. Odpowiednie dla ówczesnej władzy służby, miały swoje metody zastraszania. Pamiętam wieczny lęk.

Mój tata był Polakiem. Początkowo służył w Wermachcie. Po dwóch tygodniach uciekł do Armii Andersa. Skrupulatni Niemcy, nigdy o tym nie zapomnieli, o czym przekonałam się później.

Trzydzieści sześć lat temu

W Gdańsku uczyłam się i pracowałam. W 1984 roku kupiłam wycieczkę do Hamburga. Pojechałam tylko w jedną stronę. Nie znałam języka niemieckiego. Zostałam w Hamburgu. Początki były trudne, ale Niemcy bardzo mi pomogli: w nauce swojego języka i w poszukiwaniu pracy. Czułam się zaopiekowana.

Czekając na mieszkanie władze miejskie, z właściwą sobie skrupulatnością, poinformowały mnie o dniu i godzinie ucieczki mojego taty z Wermachtu. To prawda, moje niemieckie pochodzenie, od strony mojej mamy pomogło mi w szybszym otrzymaniu mieszkania, mówiła Ania.

Dzisiaj

W Hamburgu, wraz z mężem, ciężko pracuję, tak jak większość Niemców. My nie oczekujemy pomocy od państwa.

Ucząca się młodzież i dzieci otrzymują pomoc edukacyjną (przeszło sto euro). Aby otrzymać ten datek od państwa, należy okazać świadectwo ukończenia kolejnej klasy.

Kocham Niemców, mówi Ania. Tak jak oni jestem dobrze zorganizowana, w pracy i w domu. Lubię wokół siebie porządek i czystość, to po mojej mamie.

Teraz mamy obowiązek zakładać maseczki w miejscach publicznych. Niemcy są zdyscyplinowani. Dlatego nie dyskutują o tym, tylko tak robią. Chronimy siebie i innych. To oczywiste.

A tutaj, zobacz sama, ile osób, wewnątrz baru ma maseczki? Egoiści. Nie rozumiem, mówi Ania.

Słucham Ani z ogromnym zainteresowaniem. Ona z wyraźną przyjemnością, po długiej przerwie mówi językiem swojego dzieciństwa.

Wzruszona wspomina odległą przeszłość.

Właściwie niewiele rozmawiamy o polityce. Nie rozumie wielu decyzji obecnych polskich władz. Wielokrotnie prosi mnie o wyjaśnienie i pyta, dlaczego?

Z baru rybnego idziemy do kawiarni. Ania zamawia dla nas kawę i ciasto. Kiedy próbuję zapłacić, mówi: Niemcy nie są skąpi, jak uważa wielu Polaków, są pomocni i bardzo gościnni. Nie dam złego słowa powiedzieć na Niemców!

Reguluje rachunek.

Rozmawiamy długo, aż do zamknięcia kawiarni.

Obywatele świata. Przemieszczają się z miejsca urodzenia,  w różnych kierunkach i z różnych powodów. Właściwie nigdzie nie są, do końca u siebie.

Czy kosztem ich migracji jest utrata tożsamości?

Zastanawiam się długo, po pożegnaniu Ani.

Privacy Settings
We use cookies to enhance your experience while using our website. If you are using our Services via a browser you can restrict, block or remove cookies through your web browser settings. We also use content and scripts from third parties that may use tracking technologies. You can selectively provide your consent below to allow such third party embeds. For complete information about the cookies we use, data we collect and how we process them, please check our Privacy Policy
Youtube
Consent to display content from Youtube
Vimeo
Consent to display content from Vimeo
Google Maps
Consent to display content from Google
Spotify
Consent to display content from Spotify
Sound Cloud
Consent to display content from Sound