Ota Pavel
Ciekawi ludzie

OTA PAVEL – jak ryba w wodzie

Ota Pavel pojawił się w mojej głowie bardzo dawno temu, w odległej przeszłości. Wówczas sąsiadem Polski była Czechosłowacja, a nie dzisiejsze Czechy i Słowacja. Teraz korzystając z Internetu, odświeżam i uzupełniam moją wiedzę, o czeskim pisarzu i dziennikarzu, którego czytanie, bez względu na upływ czasu, jest prawdziwą przyjemnością.

Powrót do Oty Pavla to nie jest przypadek. Niedawno przeczytałam na Instagramie Mariusza Szczygła post, o ponownym wydaniu „Śmierci pięknych saren” Oty Pavla.

I tak się ponownie zaczęło od…

Bajka o Rasce – Ota Pavel

Ota Pavel

Ota Pavel, a właściwie Otto Popper urodził się w 1930 roku, w Pradze.

  • Uprawiał różne dyscypliny sportowe
  • Lubił aktywność fizyczną
  • Był trenerem drużyny hokejowej
  • Od zawsze miał łatwość pisania.

Przypuszczalnie dlatego, najpierw został dziennikarzem i komentatorem sportowym.

Tytułowa „Bajka o Rasce” opowiada o niesamowitych wyczynach i sukcesach, wybitnego narciarza z Czechosłowacji.

  • Jiri Raska był m.in. złotym i srebrnym medalistą olimpijskim
  • W książce, skoki mistrza przypominają lot ku niebu. Jasność wolności i zwycięstwa. Autor – świadek wydarzeń, opisuje sportowe zmagania w baśniowym pejzażu
  • Równocześnie bohater jest zwykłym obywatelem, komunistycznej Czechosłowacji. Z uporem i konsekwentnie pokonuje ograniczenia miejsca, czasu i ciała
  • Wszystko po to, aby skakać, wznosić się, frunąć w poczuciu absolutnego szczęścia.

Szczególnie bliskie jest dla mi opowiadanie, o biegaczu długodystansowym, m.in. czterokrotnym, złotym olimpijczyku, Emilu Zatopku. Pochodził z ubogiej rodziny. Dzisiaj jego nazwisko, najczęściej nic nam nie mówi, ale dzięki temu, że autor odnalazł w nim zwykłego człowieka jest ponadczasowe.

Nie wiem, czy Ota Pavel pokonał bieg długodystansowy, ale jego opis jest dokładnie taki, jak gama uczuć, która towarzyszyła mi podczas mojego, pierwszego półmaratonu.

  • Najpierw ogromny strach przed startem
  • Tysiące pytań do samej siebie: co ja tu robię? po co mi to?
  • Wewnętrzny krytyk przekonywał mnie: na pewno nie dasz rady. Nie dobiegniesz do mety. Odpuść!
  • Potem wtopiona w falę biegaczy, stwierdziłam: nogi same mnie niosą!
  • Tak jak Zatopek przyjęłam swoją taktykę. Nie zatrzymywałam się i utrzymywałam stałą prędkość biegu
  • Mijane miejsca i twarze dopingujących kibiców, zapamiętałam jako obrazy, które oglądałam oczyma, w oderwaniu od swojego ciała
  • Zbliżając się do mety usłyszałam krzyk: jeszcze tylko trzy kilometry! Moje ciało, nie wiadomo skąd, dostało nowy zastrzyk energii. Ota Pavel twierdził, że to była moja głowa, a nie ciało.

Zatopek minął metę z niedowierzaniem. Czytając, czułam się jakbym biegła razem z nim. A jednak zrobiłam to, pomyślałam tak jak On.

Ota Pavel w swojej książce, niezwykle ciekawie opisał wartości psychologiczne rywalizacji sportowej, które są aktualne w każdej dziedzinie życia.

Trzeba rywalizować również ze sobą, aby stać się lepszym, niż było się wczoraj.

Dzięki ogromnym emocjom, które autor wyraża w tak prostych formach, wszystkie opowiadania czyta się znakomicie. Trudno oderwać się od lektury!

Śmierć pięknych saren – Ota Pavel

Ota Pavel

Choroba psychiczna autora wybuchła nagle, podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Innsbrucku. Konieczna była długa hospitalizacja. Do szpitala psychiatrycznego pisarz często wracał. Nigdy nie wyzdrowiał. Podczas każdego pobytu pisał. To była zalecana przez lekarza forma terapii.

„Śmierć pięknych saren” Ota Pavel napisał w szpitalu psychiatrycznym.

  • Książka jest zbiorem ośmiu opowiadań autobiograficznych. Wzruszającym opisem tragicznych losów rodziny Oty Pavla. Łączy humor sytuacyjny z groteską
  • A wszystko dzieje się wśród barwnej, czeskiej przyrody. Rzek, jezior i wędkarzy
  • Najważniejsze są ryby.

„Łowienie ryb to wolność. Wolność od telewizji, gazet, radia, cywilizacji. Wiele rzeczy z mojego życia zniknęło, ale ryby pozostały. Były powiązane z przyrodą, w której nie podskakiwał po ulicy śmiesznie podrygując tramwaj cywilizacji”.

„Wielu osobom nie chodzi o łowienie ryb. Chcą po prostu pobyć sami,…,chcą jeszcze usłyszeć nawoływania ptaków i zwierzyny, chcą usłyszeć spadające liście.”

Wśród ryb współistniejących z naturą, czuje się nadzwyczaj dobrze. Komfortowo i swobodnie. Nad potokami, rzekami i stawami Ota Pavel jest w swoim żywiole. Czuje się jak ryba w wodzie!

Skoro tak często mówimy:

  • Czuję się jak ryba w wodzie
  • Łapię dech jak ryba
  • Być grubą rybą
  • Być rekinem biznesu?

to można przypuszczać, że nie ma nas bez ryb.

Ryba oprócz symboli chrześcijańskich jest znakiem morza, wolności, mądrości i obfitości.

Ota Pavel zmarł w szpitalu psychiatrycznym na zawał serca, w wieku 43 lat. Minęło 50 lat od pierwszego wydania „Śmierci pięknych saren”.

Nic nie zmieniło jej aktualności.

  • Człowiek jeszcze bardziej pragnie: zatrzymać się i i usłyszeć spadające liście
  • Powrócił, znany pisarzowi lęk przed dyskryminacją, ze względu na pochodzenie

Czy dzisiaj Ota Pavel czułby się jak ryba w wodzie?

Może w lesie, gdzieś daleko, na odludziu…?

Tak przypuszczam, zachwycona prozą Ota Pavla, przed i podczas jego choroby.

A Ty? Gdzie czujesz się jak ryba w wodzie?

Krystyna Janda - Aleja Zasłużonych
Ciekawi ludzie

Aleja Zasłużonych

Nareszcie na żywo! Teatr Polonia. Miejsce, które bardzo lubię.Tutaj czas biegnie w przyspieszonym tempie. Mój teatr i dramat „Aleja Zasłużonych”, autorstwa Jarosława Mikołajewskiego. Poety, którego poznałam osobiście, dzięki Joannie Roszak, również poetce. Wówczas, wsłuchana w słowa poety, myślałam: skromność, empatia i szczególna wrażliwość.

Kropki się połączyły: Krystyna Janda, Teatr Polonia i Jarosław Mikołajewski.

Życie artystki

Aleja Zasłużonych

Bohaterka jest cenioną poetką i tłumaczką. Wyróżniona wieloma nagrodami. Przyznaje, że jej twórczość przyczynia się do rozwoju języka ojczystego i polskiej kultury. 

  • Pisanie to tworzenie. Nielimitowany czas pracy. Czasami artystka pisze tylko kilka słów. Potem w oderwaniu od świata tworzy nieprzerwanie.

Poetka jest skromna i niezaradna życiowo. Zapomina o sobie. 

  • Zbliża się do siedemdziesiątki i uświadamia sobie, że nie ma pieniędzy na własny pogrzeb.
  • Podirytowana bylejakością życia, swój ból istnienia wyraża przekleństwami.

Rzecz dzieje się współcześnie. Polska inteligencja, w prawdziwym tego słowa znaczeniu, nie rozumie rozpędzonych zmian naszej rzeczywistości. Zgody większości z nas, na niszczenie wywalczonych przez poprzednie pokolenia, demokratycznych wartości.

Wszyscy przemijamy, cóż zostawimy po sobie?

Śmierć

Aleja Zasłużonych

„Trzeba umieć wąchać swój czas” powiedział Zbigniew Cybulski, bo wszyscy odejdziemy.

  • Potem jest tylko pamięć o nas mówi poetka, ateistka, Krystyna Janda.
  • Nie chce swojemu mężowi, katolikowi, Olgierdowi Łukaszewiczowi pozostawić nieuporządkowanych spraw doczesnych.
  • Narazić go na koszty swojego pogrzebu.

Dlatego postanawia dowiedzieć się czy jej miejscem pochówku będzie

Aleja Zasłużonych

Aleja Zasłużonych

Pusta scena, dwa krzesła i stół. Pełnią różne funkcje. Spogląda na mnie wyświetlana w powiększeniu twarz poetki i jej męża.

  • Kto oceni zasługi poetki? Kto zadecyduje, że może być pochowana, bezkosztowo w Alei Zasłużonych?
  • Dlaczego jedni „Wielcy Współcześni” są żegnani z honorami, a inni nie?

O naszym życiu i śmierci często decyduje władza – jednostki. 

  • W latach 70. XX wieku, poprzedniej epoki, z cenzurą słowa pisanego, wiele cennych książek poznawałam w tzw. drugim obiegu. Tak zadecydował człowiek – cenzor. 
  • Dla tej władzy, jak mówił mój tata, człowiek myślący, zadający pytania jest niewygodny i niebezpieczny. Dlatego artyści niespolegliwi wobec władzy, albo sami odsuwali się od życia publicznego, albo byli do tego zmuszani. 

Spolegliwi tamtej epoki zaslugiwali na pochówek w Alei Zasłużonych.

A dzisiaj…?

Mistrzowsko zagrane przedstawienie!

Krystyna Janda, Olgierd Łukaszewicz, Emilia Krakowska, Dorota Landowska i Grzegorz Warchoł.

Gorąco polecam!

Kilka dni temu Krystyna Janda i Jarosław Mikołajewski dołączyli do grona laureatów Nagrody Apoxsiomeno przyznawanej przez International Police Association ludziom kultury, nauki i sportu, którzy w swoich działaniach łączą sztukę z propagowaniem prawa, wolności i demokracji.

Bardzo się cieszę i gratuluję Drogim Artystom.

Malta
Podróże

Malta – schodami do nieba?

Zamykam oczy i widzę Maltę. Biel maltańskiego piaskowca. Wąskie, kamienne uliczki. Niebieskie niebo i morze. Łódki i żaglówki odpoczywające w zatokach. Pamięć zaciera szczegóły. Z upływem czasu pozostają symbole.

Schody

Valletta - Malta

Symboli Malty jest wiele. Pierwszy to schody.

  • W różnych odcieniach bieli i szarości
  • Wąskie, oddzielające przytulające się do siebie kamieniczki
  • Albo szerokie, majestatyczne i dostojne
  • Dobrze zaprojektowane setki lat temu, pozwalają wygodnie wznosić się ku górze
  • Potem wracać bezpiecznie na niższe poziomy
  • Można zatrzymać się i zapatrzeć w morze, pobliskie wyspy i architekturę, którą tworzyło, tak wiele narodów zamieszkujących Maltę. 

Mam słabość do schodów. Po prostu je uwielbiam. Oprócz funkcjonalności do przemieszczania się z dołu do góry i odwrotnie, jest w nich matematyczna myśl Pitagorejczyków, sprzed setek lat przed naszą erą. 

Iść po schodach z myślą, co jest na górze? Odkryć nieznane. To fantastyczne!

Malta zapewniła mi niezliczoną ilość, tak wyjątkowych chwil.

Świętość

Valletta
Valletta - Malta

Znak rozpoznawczy Malty? Świętość. Niezliczona liczba kościołów, kapliczek i figur świętych, przykuwała mój wzrok, podczas każdej wędrówki. Malta jest perełką architektury sakralnej. Przy wejściu do wielu domów, na murach oglądałam pięknie wykonane figurki świętych. 

Maltańczycy są bardzo religijni. Tutaj dominuje katolicyzm.

Prawdziwa religijność, dla mnie jest świętością.

  • Dobrem i bezinteresowną miłością do istot żywych
  • Pomocą i wsparciem ludzi, których czasem, przypadkowo spotykamy na ulicy
  • Człowiek religijny pogodnie spogląda na mijającego przechodnia. Bez zaciśniętych ust. Takich pogodnych spojrzeń na Malcie uchwyciłem wiele.
  • Spytany o drogę Maltańczyk siedział na krzesełku, przed swoim domem. Wstał, zamknął swoje mieszkanie i zaprowadził nas do celu wędrówki. Uśmiechnięty rozmawiał, pokazywał miejsca do których koniecznie musimy zajrzeć i takie gdzie trzeba kupić rybę, bo jest najlepsza. 
  • Kiedy pomyliłyśmy przystanek, zdziwione machałyśmy kierowcy. Zatrzymał się za zakrętem. Poczekał.

Świętość tworzą ludzie. Dobrocią, pomocą i otwartością. Pogodnym spojrzeniem na drugiego człowieka. 

Niebieska Malta

Marsascala
Błękitna Laguna - Malta

Maltę przytuliło Morze Śródziemne. Dlatego oczywistym symbolem, wyspiarskiego  państwa jest niebieski kolor wody morskiej. Czystej, przeźroczystej i bardzo słonej. Bajecznie opływającej wyspy i wysepki archipelagu Wysp Maltańskich.

Morze doskonale działa na psychikę:

  • Niebieski kolor uspokaja
  • Szum fal zmniejsza wewnętrzne napięcie i stres
  • Jod skutecznie walczy z sennością
  • Naturalny masaż, w trakcie spaceru po piasku rozluźnia spięte mięśnie
  • Plaże na Malcie w większości są jednak  skaliste. Wówczas trzeba ubrać buty do kąpieli i sprawnie, ćwicząc kondycję,  poruszać się między skałami.

Może dlatego Maltańczycy są spokojni?

Nigdzie nie spotkałam nikogo podirytowanego, nerwowo wymachującego rękoma. 

Przypuszczalnie, blisko 440 kilometrów granicy morskiej Polski, to zbyt mało, aby ukoić nerwy mieszkańców naszego kraju.

Na Maltę poleciałam, bez wcześniejszych planów. Niewiele wiedziałam, o tak ciekawym kraju!

Zdecydowało miejsce wylotu, Poznań Ławica oraz przystępne ceny: lotu i noclegu. Jestem zachwycona!

Zachęcam do wędrówki schodami do nieba, po niebieskiej Malcie.

zdalne
InnePsychologia na co dzień

Zalety zdalnej szkoły

Często rozmawiamy o szkole. Uczymy matematyki. Ania, moja córka, naucza zdalnie, w publicznej szkole podstawowej, a ja hybrydowo, w szkole szpitalnej.

Początki nie były łatwe. W ciągu dwóch tygodni polska szkoła zrobiła wielki krok, z XIX do XXI wieku.

Zdalne nauczanie stało się faktem.

Nauczyciele, dzieci i rodzice jednym tchem wymienią wady i niedoskonałości zdalnej edukacji.

My widzimy również zalety.

Nie wiadomo kiedy wrócimy do tradycyjnego nauczania. Pewne jest to, że nigdy szkoła nie będzie taka sama, jak przed marcem 2020 roku. 

Wiele zmieniło się na lepsze.

Uczennice i uczniowie

zdalne
  • Lepiej planują i organizują swój czas. Inaczej i mniej kontrolowani, są coraz bardziej samodzielni
  • Coraz częściej rozumieją swoją odpowiedzialność za własną edukację. „Jeśli czegoś nie wiem, to nie dlatego, że pani mnie nie nauczyła”. Nauczyciel pomaga, wyjaśnia, ale tylko wtedy gdy ja uczę się, bo chcęNikogo nie można zmusić do nauki, ani w klasie, ani poprzez komputer. Uczniowie mogą aktywnie uczestniczyć w lekcji, albo w tym czasie robić coś innego. Coraz częściej wybierają aktywność i zaangażowanie
  • Początkowo nagminnie oszukiwali. Najsłabsi z przedmiotu zaliczali sprawdziany na piątki, w wiadomy sobie sposób. Potem kiedy spotkali się na początku roku szkolnego przekonali się, że uzyskane piątki w praktyce nic nie znaczą. Zrozumieli bezsens otrzymywania ocen dla ocen, a nie dla prawdziwej wiedzy. Może dlatego dzisiaj częściej uczniowie słabsi, otrzymują ze sprawdzianów również trójki? Przypuszczalnie znaczenie rzeczywistej wiedzy zaczęło wygrywać z możliwością łatwego oszustwa 
  • Zmieniają swoje zdanie o znaczeniu szkolnych ocen, które nie naznaczają uczniów, ale dają sygnał o tym, jakie zagadnienia należy uzupełnić i utrwalić. Nie uczą się już tylko dla dobrych stopni. Teraz np. nie dostają stopni za popularne plakaty, które często wykonywali tylko po to, aby spełnić marzenia o piątce
  • Oszczędzają bezcenny czas, wcześniej przeznaczony na transport do szkoły
  • W czasie trwającej epidemii są bardziej bezpieczni.

Zdalne lekcje

zdalne
  • Są ciekawsze. Coraz częściej, większość nauczycieli wykorzystuje metodę odwróconej lekcji. Zadanie domowe polega m.in. na zapoznaniu się z teorią, dotyczącą nowego tematu lekcji. Nauczyciel wskazuje źródła w Internecie: portale edukacyjne i filmy. Uczeń próbuje zrozumieć nową wiedzę i przeanalizować proste przykłady. Potem wspólnie na lekcji ćwiczą wiedzę w praktyce. Pod kierunkiem nauczyciela rozwiązują trudniejsze zadania
  • Pozwalają na prowadzenia ciekawszych lekcji z geometrii. Dzięki różnorodnych wizualizacji takie lekcje (np. o brył przestrzennych), są atrakcyjniejsze dla młodzieży.

Lekcje zdalne uczą korzystania z technologii informacyjnych, m.in. skutecznego i krytycznego poszukiwania wiadomości w Internecie.

Nauczanie online

zdalne
  • Umożliwia pełną koncentrację uczniów. Szczególnie dotyczy to, coraz liczniejszej grupy dzieci z dysfunkcjami, dla których liczna klasa i nieunikniony hałas bardzo utrudnia pracę
  • Pozbawia stresu porównywania się z innymi, podczas pracy szkolnej przy tablicy. Dzięki temu uczniowie słabsi, wycofani, mogą pracować w swoim tempie. Tablica nie jest zmazywana, a zrzut ekranowy pozwala później wrócić, do omawianego zagadnienia. Zrzut ekranowy umożliwia również porównanie swojej metody rozwiązania zadania, z inną metodą kolegi lub koleżanki 
  • Uczeń nieśmiały, z kompleksami, nie podchodzi do tablicy i nie ma kontaktu wzrokowego z innymi. Przebywając w swoim, bezpiecznym otoczeniu częściej ma odwagę pytać. Wystarczy kliknąć „łapkę” w oprogramowaniu Microsoft Teams (tutaj realizujemy lekcje zdalne), albo zapytać nauczyciela na czacie, również prywatnym.

Nauczanie online daje uczniom możliwość swobody. W dowolnym momencie można wypić herbatę i zjeść kanapkę. 

Zdalna nauka w szkole szpitalnej

zdalne

W szkołach szpitalnych nauczyciel pracuje na oddziałach, przy łóżku chorego, albo w szpitalnej świetlicy. Wszystko zależy od tego jak czuje się uczeń – pacjent. Zdrowie jest najważniejsze, dlatego lekcję bezpośrednią, często przerywa wizyta lekarska albo rozmowa z terapeutą. 

Pracę zdalną na oddziałach onkologicznych rozpoczęłam w marcu 2020 roku. 

  • Zauważyłam lepszą efektywność nauki 
  • Uczniowie – pacjenci, często w ciężkim stanie, samodzielnie planowali czas naszych zdalnych zajęć. Uwzględniali terminy, związane z leczeniem i moje możliwości czasowe. Dlatego nasze zajęcia nie były przerywane. Jeśli dyspozycja fizyczna ucznia była gorsza, przekładaliśmy zajęcia
  • Pacjent onkologiczny uczy się akceptować, swój zmieniający się podczas leczenia wygląd fizyczny. Zdalne lekcje z wyłączonymi kamerami, pozwalały moim uczniom czuć się swobodniej. Byli bardziej otwarci i efektywniejsi podczas lekcji
  • Uczeń – pacjent, szczególnie onkologiczny potrzebuje skrupulatnej ochrony przed zarazkami. Nauczanie zdalne zapewnia mu większe bezpieczeństwo.

Ania uczy matematyki drugi rok. Teraz już dłużej zdalnie, niż tradycyjnie.

“Skoro dzisiaj nie ma innej opcji, trzeba się odnaleźć i zobaczyć plusy” mówi Ania i bez zastanowienia wymienia długofalowe zalety.

Uczniowie częściej zadają pytania. Uczą się skutecznie uczyć. Szukać i weryfikować wiedzę, znalezioną w Internecie.

Do wielu “dotarło”, że wiedza teoretyczna jest dostępna dla każdego.

Współczesny świat oczekuje od nas umiejętności!

My widzimy szklankę do połowy pełną.

A Ty? Zauważasz plusy, po blisko rocznym doświadczeniu?

Wrzenie Świata - książka
Inne

Książka 2020

Marzec 2020. Zamknięto moją szkołę. Mój świat obrócił się do góry nogami. Czytałam wyłącznie informacje o liczbie zarażonych. Książka, moja przyjaciółka, czekała na półce.

Teraz jest inaczej. Skoro nic nie mogę zrobić, muszę znowu czytać. Nie oglądam Faktów i nie czytam bieżących wiadomości.  Wzrokiem przeglądam tylko tytuły. Poczułam się trochę spokojniejsza. Powrócił apetyt na książki.

Teraz jestem głodna. Jem i nie mogę się nasycić.

Słowa, które czytam porządkują moje myślenie. Dzięki temu powoli odnajduję się w nowej, nieuchronnej i przełomowej rzeczywistości.

W moim osobistym konkursie: Książka 2020, pierwsze miejsce zajęła Olga Tokarczuk ex aeguo z Mariuszem Szczygłem.

Czuły narrator

książka - Czuły narrator - Olga Tokarczuk

Na początku kończącego się roku, wszystko jeszcze wydawało się możliwe. Mogłam wsiąść do samolotu i polecieć do Nowego Jorku. Poznać nieznane. Pandemia zamknęła mnie w domu.

Mój wewnętrzny narrator obwieścił mi prawdę.

  • Ja i Ty nie kontrolujemy świata i nie jesteśmy panami wszystkiego co żyje
  • „Nasz świat nie został nam dany raz i na zawsze”
  • W zadziwieniu, poruszałam się między komputerem, kuchnią, a balkonem
  • Jako przedstawiciel „jedynego gatunku, który posiada tajemniczą umiejętność czytania…”, opuściłam daną mi rzeczywistość, mentalnie i na jakiś czas.

„Czułego narratora” zobaczyłam w witrynie księgarni i ucieszyłam się, jak stęsknione dziecko, które czeka na powrót rodzica.

  • Uśmiechnęłam się do nobliwej okładki
  • A potem wszystko samo się działo. Rozpoczęłam życzliwą podróż wgłąb siebie
  • Z dbałością poskładałam w całość pojedyncze kartki, spisanych wspomnień najstarszych członków mojej rodziny
  • Zadzwoniłam do kilku osób, z którymi rozmowa nie zawsze jest łatwa, ale przecież są częścią mojej historii
  • Spoglądając przez okno widziałam, więcej niż zwykle. Drzewo, które podmuchem wiatru kłania się we wszystkie strony i ptaki proszące o zrozumienie.

Dzięki „Czułemu narratorowi” lepiej zobaczyłam jedność wszystkich bytów. Czułe współdzielenie losu. Więzi i podobieństwa.

Czułość jest odmianą miłości.

Prawdziwa miłość jest wymagająca, podobnie jak książka, którą gorąco polecam.

Osobisty przewodnik po Pradze

książka - Osobisty przewodnik po Pradze - Mariusz Szczygieł

Spojrzałam na dziwną okładkę. Prysznic na dachu domu?

Ulubiony autor i jego najnowsza książka, dlatego kupiłam bez zastanowienia.

  • Położyłam na biurku i… czas mijał
  • Wydawało mi się, że znam Pragę i coś nie ciągnęło mnie, do przewodnika po stolicy Czech
  • Nie doczytałam drobnego szczegółu: OSOBISTY.

Zaczęłam i nie umiałam skończyć. Popłynęłam ulicami i skwerami Pragi. Zaciekawiona, tak mało znaną mi historią kraju i mentalnością jego mieszkańców.

Mariusz Szczygieł lekkością słowa, przeplatającą się powagą i ironią, po raz kolejny mnie zafascynował.

„Osobisty przewodni po Pradze” właściwie czyta się sam. Autor prowadząc mnie po zakamarkach miasta, opowiadał anegdoty, a ja przewracałam kolejne kartki. Architektura, sztuka, literatura i mnóstwo innych perełek. Teraz już wiem dlaczego, tym razem kupiłam tradycyjne wydanie papierowe.

Kiedy to tylko będzie możliwe, pojadę do Pragi i zwiedzę miasto, trzymając w ręku książkę Mariusza Szczygła. W Pradze byłam kilkukrotnie. A jednak tylko mi się wydawało, że wówczas poznałam stolicę Czech.

Doskonała lektura!

Żegnam 2020 rok.

“Czuły narrator” niczym wsółczesny traktat filozoficzny, uporządkował moje odczuwanie, ważnych przemian dnia dzisiejszego. Słowa Olgi Tokarczuk wirują we mnie i łączą moje istnienie z innymi formami życia. Wszystko poukładało sie we mnie, w logiczną całość. To jakby matematyczne dowodzenie. Współzależność i wynikanie jednego, z innych faktów.

“Osobisty przewodnik po Pradze” przywrócił myśl o podróżowaniu. Ogromnej energii, którą odczuwam podczas przemieszczania się, niczym “Bieguni” po zakamarkach naszej planety.

Szczęśliwego Nowego Roku.

Ciekawych podróży wgłąb siebie i tam gdzie Was jeszcze nie było.

Daleko i blisko.

Powodzenia!

Wrzenie Świata
Ciekawi ludzieStory of the Day

Wrzenie Świata – Mariusz Szczygieł

To była nagła decyzja. Pojechałam do Warszawy. Nie wiedziałam, że wkrótce będzie to niemożliwe. Polska zalała się czerwienią. Dlatego Wrzenie Świata zostało zamknięte. Mam nadzieję, że czasowo i na krótko. Dzisiaj, w tak gorących czasach, nazwa brzmi szczególnie intrygująco. Wrzenie Świata. Miejsce, które od dawna próbowałam sobie wyobrazić. Księgarnia, która jest tak blisko centrum Warszawy, tuż obok ulicy Nowy Świat. 

Niepowtarzalna i urokliwa.

Jak to możliwe, że nie byłam tu wcześniej?

Wrzenie Świata

Wrzenie Świata

Na stronie Wrzenie Świata przeczytałam: „Wszyscy o wszystkim mało wiemy” i poczułam się trochę usprawiedliwiona.

W księgarni można:

  • Kupić albo tylko poczytać i powąchać książki
  • Wypić kawę i zjeść małe co nieco, jak powiedział Kubuś Puchatek
  • Zobaczyć w gablotach stare wydania książek, znanych reportażystów 
  • Obejrzeć pamiątkowe zdjęcia
  • Naładować komórkę
  • Uczestniczyć w spotkaniach autorskich, premierach książek, pokazach fotograficznych i filmowych 
  • Można również mieć niezwykłe szczęście i spotkać współtwórcę księgarni.

Mariusza Szczygła

Mariusz Szczygieł - Wrzenie Świata

Na początku października poznałam Wrzenie Świata.

Szczęśliwa, oglądałam książki i urokliwe wnętrze księgarni.

Nagle, zatopiona w myślach usłyszałam aksamitny głos.

  • Obok mnie stał Mariusz Szczygieł
  • Nienagannie ubrany,  wytworny i szczupły
  • Wysoki i wysportowany mężczyzna
  • Oniemiałam, patrzyłam z niedowierzaniem
  • Słuchałam, zauroczona bogactwem słów i tak rzadkimi dzisiaj, nienagannymi manierami.

Mariusz Szczygieł zrobił nam zdjęcie, które jest dla mnie przeogromną radością. Wcześniej, nawet nie próbowałam o tym marzyć!

Potem, bez zniecierpliwienia, przeprosił, pożegnał się i wyszedł. 

Wrzenie Świata

Dziennikarz, reportażysta i pisarz. Założyciel i członek zarządu Fundacji Instytutu Reportażu. Dzięki temu wraz z Wojciechem Tochmanem, stworzył Wydawnictwo Dowody na Istnienie. Doskonała nazwa!

Wydarzenia kulturalne Instytutu Reportażu organizowane są w Faktycznym Domu Kultury. Tuż obok, naprzeciwko księgarni Wrzenie Świata.

Zamknięta w domu, od marca 2020 roku, byłam stałą słuchaczką transmisji online z Faktycznego Domu Kultury. Spotkania z ciekawymi ludźmi, inspirujące rozmowy, wpisały się w plan moich dni.

Wspólny czas z Instytutem Reportażu wzmacniał mnie psychicznie i rodził nadzieję na lepsze jutro. Dzięki temu czułam się silniejsza.

Dlatego obiecałam sobie, że jak tylko będzie to możliwe, pojadę do Warszawy. Nareszcie poznam to miejsce.

Nawet nie próbowałam marzyć o tym, że również poznam Mariusza Szczygła.

Doprawdy, szczęśliwym się bywa!

morze
Podróże

Morze, góry i cisza

Szczególnie poza sezonem morze uspokaja, a góry podnoszą poziom adrenaliny, mobilizują do aktywności. Dwa w jednym i jeszcze cisza.

Trzydniowy reset, to pierwszy mój wyjazd od dawna. Ostatnie tygodnie przed wprowadzeniem dodatkowych zaostrzeń, w Polsce wystraszonej, podzielonej dwoma kolorami. Żółtym i czerwonym.

Zdążyłam uciec.

Morze

morze

Wsiadłam do pociągu. W przedziale pierwszej klasy czułam się bezpiecznie. Uciekłam, aby podładować wewnętrzny akumulator. Dojechałam do Sopotu. Przywitało mnie słońce. Z bagażem na plecach, korzystałam z każdej minuty. Oddalając się od miejskiego gwaru, jeszcze tętniącego życiem kurortu. szłam przed siebie.

Mijały mnie pojedyncze osoby.

Brzegiem morza

morze

Wystarczy iść. Bosymi stopami poczuć piasek i chlapać morską wodę we wszystkie strony, tak jak kiedyś, w dzieciństwie. Uciec od codzienności i powąchać morze. Bartek spytał mnie jak pachnie? Spokojem, świeżością i nadzieją…jeszcze będzie dobrze.

Potem przywitać mewy, rybitwy, łabędzie i spytać się: czy my się znamy?

Ucieka strach i lęk o jutro.

Jest spokój, obecność tu i teraz. Całkowite zanurzenie w rzeczywistości.

Morze i góry – Klif Orłowski

Po około pięciu kilometrach spaceru brzegiem morza, dochodzę do mola w Gdyni – Orłowo. Idę w kierunku Klifu Orłowskiego. W górę, coraz wyżej. Najpierw starymi schodami, a potem aż do najdalej wysuniętego w morze, naturalnego punktu Gdyni. Namiastka szczytu górskiego.

Zachwycające pionowe zbocze, około 50 metrów nad brzegiem morza. Doskonała widoczność. Dzięki temu na szczycie skarpy oglądam Mierzeję Helską. Mijam osuwiska porośnięte bujną, jesienna roślinnością. Klif Orłowski rozciąga się na długości około 650 metrów.

Wracając oglądam Cypel Redłowski, inaczej nazywany Klifem Orlowskim, od strony morza. W ciemnobrunatnych warstwach piasku podobno są minerały manganu i tytanu. Można znaleźć również węgiel brunatny. Szukam nadmorskich kamieni.

W pobliżu sto lat temu mieszkał:

Stefan Żeromski

morze Stefan Żeromski

Wcale nie mój uczeń, o tym samym imieniu i nazwisku, doskonały tancerz, absolwent Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej, tylko pisarz.

W tak bajecznym otoczeniu, po przebytej grypie hiszpańskiej, zamieszkał, aby powrócić do pełnego zdrowia. W magicznym dworku czuł się spokojny i szczęśliwy.

morze Stefan Żeromski

Odkrywał uroki nadbrzeżnych lasów i wzgórz, dlatego trudno się dziwić, że w takim miejscu pisarza nie opuszczała twórcza wena.

Tutaj powstał zarys powieści: ”Wiatr od morza”. Bywał m.in. Jan Lechoń i Jan Kasprowicz.

Wracałam pełna ciepłych myśli. W ręku trzymałam znaleziony kamień – amulet.

Wdzięczność za dobry czas.

Z pewnością szczęśliwym się bywa!

Obywatele Świata
Ciekawi ludzie

Obywatele Świata

W Polsce czuje się Niemką oglądającą nową, zmienioną Polskę. Podziwia nowoczesne drogi i odrestaurowane zabytki. W Niemczech jest doskonale zasymilowaną i zintegrowaną ze swoim środowiskiem, mieszkanką Hamburga, ale… Polką.

Ania

Siedziała w ogródku rybnego, nadmorskiego baru. Prosty, drewniany stół oddzielało od piasku kilka desek. Wpatrzona w morze, z apetytem jadła pstrąga. Podeszłam i zapytałam, czy mogę się dosiąść? Z aprobatą skinęła głową. Tak, oczywiście.

Młodzi ludzie siedzący tuż obok, przeklinali bez opamiętania. Zauważyłam, że obie byłyśmy wzburzone. U nas w Niemczech, w miejscach publicznych, nie można bezkarnie przeklinać. W takiej sytuacji, Niemcy od razu zwracają uwagę, powiedziała do mnie Ania. Tutaj jest inaczej. Nie rozumiała, dlaczego młode kobiety uśmiechały się, słysząc wulgarne słowa swoich chłopaków.

I tak się zaczęło…

Poznałam swoją rówieśniczkę, która z wielką ochotą opowiedziała mi swoją, niecodzienną historię.

Przyjechała z Hamburga do Gdańska, aby zaopiekować się swoim  starszym, chorym bratem. Będę tu tak długo, jak będzie potrzebował opieki. To jest moja najbliższa rodzina, powiedziała Ania. Pospaceruję brzegiem morza. Powspominam młodość. Popatrzę na tak inną i odległą dla mnie Polskę

Historia Ani

Po polsku mówiła wolno, chwilami z trudem. Wyraźnie słyszałam jej niemiecki akcent. Większość słów rozumiałam Kiedy wtrącała niemieckie słowa, prosiłam o ich przetłumaczenie.

Ania urodziła się w1960 roku, w Gdańsku. Literując niemieckie imię i panieńskie nazwisko swojej matki Niemki, zawsze słyszała klasowe szepty. Szwabka, Szwabka….

Przez wszystkie lata gdańskiej edukacji, czułam się szykanowana.

Opowiadała…

Moja rodzina po wojnie pozostała w Gdańsku. Wówczas mieszkańcy Trójmiasta, którzy nie byli czystego, polskiego pochodzenia, mieli trudne i ciężkie życie. Odpowiednie dla ówczesnej władzy służby, miały swoje metody zastraszania. Pamiętam wieczny lęk.

Mój tata był Polakiem. Początkowo służył w Wermachcie. Po dwóch tygodniach uciekł do Armii Andersa. Skrupulatni Niemcy, nigdy o tym nie zapomnieli, o czym przekonałam się później.

Trzydzieści sześć lat temu

W Gdańsku uczyłam się i pracowałam. W 1984 roku kupiłam wycieczkę do Hamburga. Pojechałam tylko w jedną stronę. Nie znałam języka niemieckiego. Zostałam w Hamburgu. Początki były trudne, ale Niemcy bardzo mi pomogli: w nauce swojego języka i w poszukiwaniu pracy. Czułam się zaopiekowana.

Czekając na mieszkanie władze miejskie, z właściwą sobie skrupulatnością, poinformowały mnie o dniu i godzinie ucieczki mojego taty z Wermachtu. To prawda, moje niemieckie pochodzenie, od strony mojej mamy pomogło mi w szybszym otrzymaniu mieszkania, mówiła Ania.

Dzisiaj

W Hamburgu, wraz z mężem, ciężko pracuję, tak jak większość Niemców. My nie oczekujemy pomocy od państwa.

Ucząca się młodzież i dzieci otrzymują pomoc edukacyjną (przeszło sto euro). Aby otrzymać ten datek od państwa, należy okazać świadectwo ukończenia kolejnej klasy.

Kocham Niemców, mówi Ania. Tak jak oni jestem dobrze zorganizowana, w pracy i w domu. Lubię wokół siebie porządek i czystość, to po mojej mamie.

Teraz mamy obowiązek zakładać maseczki w miejscach publicznych. Niemcy są zdyscyplinowani. Dlatego nie dyskutują o tym, tylko tak robią. Chronimy siebie i innych. To oczywiste.

A tutaj, zobacz sama, ile osób, wewnątrz baru ma maseczki? Egoiści. Nie rozumiem, mówi Ania.

Słucham Ani z ogromnym zainteresowaniem. Ona z wyraźną przyjemnością, po długiej przerwie mówi językiem swojego dzieciństwa.

Wzruszona wspomina odległą przeszłość.

Właściwie niewiele rozmawiamy o polityce. Nie rozumie wielu decyzji obecnych polskich władz. Wielokrotnie prosi mnie o wyjaśnienie i pyta, dlaczego?

Z baru rybnego idziemy do kawiarni. Ania zamawia dla nas kawę i ciasto. Kiedy próbuję zapłacić, mówi: Niemcy nie są skąpi, jak uważa wielu Polaków, są pomocni i bardzo gościnni. Nie dam złego słowa powiedzieć na Niemców!

Reguluje rachunek.

Rozmawiamy długo, aż do zamknięcia kawiarni.

Obywatele świata. Przemieszczają się z miejsca urodzenia,  w różnych kierunkach i z różnych powodów. Właściwie nigdzie nie są, do końca u siebie.

Czy kosztem ich migracji jest utrata tożsamości?

Zastanawiam się długo, po pożegnaniu Ani.

Królestwo Dobra i Prawdy
Psychologia na co dzień

Bajka o Królestwie Dobra i Prawdy

Dawno, dawno temu Król i Królowa zbudowali silne mocarstwo. Wśród bujnych lasów nad brzegiem rzeki, wspinając się na palce mogłaś zobaczyć ogromny pałac.

W Królestwie Dobra i Prawdy panowały zasady, których każdy przestrzegał.

  • Mieszkańcy zawsze mówili prawdę i nie przeklinali.
  • Szanowali innych i dbali o wspólne dobro.
  • Troskliwie opiekowali się słabszymi, starszymi, również zwierzętami.
  • Nie jedli mięsa. Czy człowiek, który kocha może zabić i zjeść przyjaciela, tylko dlatego, że jest silniejszy?
  • Wszyscy żywili się roślinami.

Może dlatego byli mniej agresywni i bardziej pokorni, niż mieszkańcy innych mocarstw, o których istnieniu nie wiedzieli?

To była Kraina Dobra i Prawdy

Królestwo Dobra i Prawdy

W okolicy nigdy nie było bójek i wojen. Dlatego niepotrzebna była broń. Słowo rozwiązywało różnice zdań. Rozmowa wyjaśniała nieporozumienia. Królewskie narady zawsze prowadziły do zgody. Król i Królowa umieli z uwagą słuchać znawców, z różnych dziedzin życia. Potem podejmowali decyzje, dotyczące wszystkich.

Inny w Królestwie Dobra i Prawdy

Właściwie nie byli inni. Może inaczej wyglądali, albo inaczej się zachowywali?

Głusi, niewidomi, karły i ci co mówili do siebie. Nikt się im nie przyglądał ze szczególnym zainteresowaniem. Przecież wszyscy byli mieszkańcami tego samego Królestwa. Często oni i ich opiekunowie nie mogli pracować, tak jak pozostali mieszkańcy. Dlatego Król uznał, że trzeba im pomóc. Podczas jednej z narad ustalono, że chętni mieszkańcy, a było ich wielu wyznaczą, dzisiaj powiemy dyżury przy najsłabszych. Wówczas ich opiekunowie będą mogli, bez niepokoju owocnie pracować dla dobra Królestwa.

Potomstwo Króla i Królowej

Królestwo Dobra i Prawdy

Najpierw urodził się Królewicz Jacek, potem Królewna Małgorzata.

Błogie dzieciństwo upływało w ciepłej, rodzinnej atmosferze. Dzieci były dumne ze swojego ojca i matki. Szacunek jakim darzono ich rodziców, nazywali również swoim szczęściem. 

Wypowiadane słowa miały moc. Mamusiu i Tatusiu… Nigdy nie było wątpliwości, że tak oznacza tak, a nie oznacza nie.

Zakończenie bajki

Królestwo Dobra i Prawdy

Królewna sobie idzie przez zielony las i znajduje piękną rzekę. Nad rzeką na pniu siedzi książę. Królewna się zadziwiła…

Wszystko zniknęło! To nie jest rzeka Królestwa Dobra i Prawdy. Książę przybył z odległej, obcej krainy. Nie ma Króla, Królowej i Królewicza. Po krótkiej rozmowie okazało się, że słowa straciły siłę i moc.

Tak może oznaczać nie, a nie może oznaczać tak.

Inny od tej chwili oznacza gorszy, dlatego on i jego najbliżsi muszą liczyć wyłącznie na siebie, przyjaciół i niewielu ludzi dobrej woli.

Może jest tak, że mieszkańcy Krainy Dobra i Prawdy, którzy żyli w odległych czasach, bez telefonu i Internetu, nie wiedzieli, że są inne MOCARSTWA?

Zabrakło im czujności?

Alan Turing
Ciekawi ludzie

Geniusz przegrał z homofobią – Alan Turing

Szczególnie uzdolniony w dziedzinie nauk ścisłych. Od najmłodszych lat wielbiciel matematyki. Systematycznie i skrupulatnie odkrywał tajemnice Królowej Nauk. Najważniejsza była matematyka i… bieganie. Alan Turing żył 41 lat. Przypuszczalnie popełnił samobójstwo. W majestacie ówczesnego, brytyjskiego prawa przegrał z homofobią.

Alan Turing – genialny matematyczny umysł

Alan Turing

Twórca Maszyny Turinga i współtwórca informatyki.

Brytyjski matematyk był kryptologiem.

  • Urodził się 23 czerwca 1912 roku
  • Studiował matematykę
  • W Cambridge, w swojej pracy „O liczbach obliczalnych” opisał abstrakcyjną wówczas maszynę, która miała wykonywać zaprogramowane matematycznie operacje, czyli algorytm
  • W latach 1939 – 1940 zaprojektował Bombę Turinga, dzięki której możliwe było łamanie kodów niemieckiej maszyny szyfrujące, Enigmy
  • Współpracował z polskimi matematykami: Jerzym Różyckim, Henrykiem Zygalskim i Marianem Rejewskim. Polacy złamali kod wczesnej Enigmy i przekazali swoją wiedzę Brytyjczykom, krótko przed wybuchem II Wojny Światowej
  • Złamanie Enigmy skróciło wojnę o kilka lat, ratując życie wielu ludzi
  • Przez ponad 50 lat Enigma pozostawała tajemnicą rządową
  • Maszyny Turinga, dzisiaj powiemy komputery, są inspiracją kolejnych pokoleń naukowców
  • Alan Turing interesował się również biologią. Stworzył matematyczny wzorzec ulistnienia roślin
  • W tzw. Testach Turinga próbował zdefiniować sztuczną inteligencję.

Uzdolniony umysł Alana Turinga pokonał wszelkie trudności Królowej Nauk. Twierdzenia, dowody i konieczne założenia.

Alan Turing – biegacz

Alan Turing

Ciało matematyka jakby samo biegało. Z lekkością, zdawałoby się bez wysiłku, pokonywał siebie i kolejne kilometry. Z matematyczną precyzją i wytrwałością odnosił kolejne sukcesy biegowe. Trenował biegi długodystansowe.

W 1947 roku przebiegł maraton, z bardzo dobrym czasem: 2 godziny, 46 minut i 3 sekundy.

Marzył o olimpiadzie.

Bieganie było bardzo ważne, bo jak sam wspominał:

  • Otwierało umysł na kreatywne pomysły
  • Było ucieczką przed rutyną, natłokiem myśli i ciężką intelektualną pracą
  • Uspokajało myśli i dawało ukojenie po stresujących zajęciach
  • Pozwalało ułożyć w głowie kolejne pomysły.

Alan Turing przez większość swojego życia biegał i jeździł na rowerze. Przybiegał na spotkania naukowe, ścigając się z… transportem publicznym!

Ofiara homofobii? Alan Turing

Alan Turing

Był dziwny. Bardzo skryty. Wycofany i ekscentryczny.

Alergik i hipochondryk.

Chroniąc się przed katarem siennym pracował w masce gazowej.

We wczesnej młodości zakochał się w przyjacielu. Zrozumiał, że jest gejem. Wiele lat ukrywał swoje skłonności. Kiedy odkryto jego tajemnicę, został odsunięty od badań związanych z konstrukcją komputera.

Naznaczony i wykluczony ze swojego środowiska Alan Turing był oskarżony o naruszenie moralności publicznej. Zamiast dwóch lat więzienia wybrał roczną terapię hormonalną (przyjmowanie estrogenu). Kastrację chemiczną odbywał pod nadzorem lekarza psychiatry.

Nie dał rady. 7 czerwca 1954 roku, przypuszczalnie popełnił samobójstwo.

 Miał 41 lat.

Do 1967 roku homoseksualizm na wyspach brytyjskich był nielegalny i uznawany za chorobę psychiczną.

  • W 2009 roku premier Gordon Brown przeprosił w imieniu rządu Wielkiej Brytanii, za całkowicie “niesprawiedliwe i straszne” potraktowanie Turinga
  • W 2013 roku Królowa Elżbieta II pośmiertnie ułaskawiła Turinga
  • W 2019 roku przez Brytyjczyków został uznany za najwybitniejszą postać XX wieku.

Alan Turing pokonał zawiłości matematyki, trud biegacza długodystansowego, ale nie mógł pokonać naznaczenia i wykluczenia.

W majestacie ówczesnego brytyjskiego prawa, przegrał z homofobią.

Od śmierci Turinga wiele się zmieniło.

Jednak mowa nienawiści nadal trwa.

Złe, wykluczające słowa bolą i bardzo ranią.

Chciałabym, aby każdy z nas: tęgi lub szczupły, o białej lub czarnej karnacji skóry, heteroseksualny lub homoseksualny…,każdego dnia mógł, bez strachu wyjść z domu.

Bez obaw i lęku…

Witamina N
Psychologia na co dzień

Witamina N – na lęk i strach

Najpierw było niedowierzanie. Codzienne śledzenie, aktualnych informacji o liczbie osób, które zachorowały albo zmarły na koronawirusa. Panika i strach towarzyszył mi, przez wiele tygodni. Potem tylko raz dziennie oglądałam Fakty TVN. Stopniowo coraz rzadziej.

W mojej codziennej diecie pojawiła sie witamina N. Zadziałała bardzo szybko. Oswoiłam swój lęk. Uspokoiłam się i pokornie zaakceptowałam niezmienialną rzeczywistość.

Witamina N – jak natura

Witamina N
Witamina N

Zostałam w domu, tak jak inni. Pochłonęła mnie zdalna praca. W wirze codziennej, wielogodzinnej pracy przy komputerze, chyba nie zauważyłam, że nadeszłą piękna wiosna. Nie widziałam kolorowych, kwitnących krzewów? Moja codzienność obróciła sie do góry nogami, a natura wcale się nie zmieniła.

Kurację witaminą N rozpoczęłam, podczas coraz dłuższych spacerów. Zachowując bezpieczną odległość, omijałam ludzi i obserwowałam wiosenną przyrodę. W pobliskim parku wsłuchiwałam się w śpiew ptaków. Przyglądałam sie trawnikom. Były bogato przyozdobione żółtymi, mniszkami lekarskimi, których liście zaczęłąm dodawać do wieczornej sałatki.

Widok zieleni zadziałał na mnie kojąco.

Witamina N – kąpiele leśne

Witamina N
Witamina N

Dlatego odważyłam się na więcej. Systematyczne wyjazdy, do podmiejskiego lasu pozwoliły mi wrócić do równowagi. Jestem spokojniejsza.

Rozmawiania z drzewami, nauczyła mnie moja babcia. Wybierałyśmy, najczęściel iglaste drzewa i każda z nas przytulała się do swojego. Zgodnie ze wskazówkami babci, wąchałam korę drzew. Przytulona do drzewa, głowę podnosiłam jak najwyżej ku górze.

Babcia czule przemawiała do naszych drzew. Była przekonana, że ich dobra energia wzmacnia nasze ciała.

Taki rytuał praktykowałam z moimi córkami, a teraz wnukami.

Kiedyś nikt intuicji mojej babci, nie umiał wytłumaczyć wiedzą naukową.

Shirin – yoku

Witamina N

to japońska sztuka kąpieli leśnych.

Gwarantuje szybki relaks, odpoczynek i duchowe przeżycie. Leczy depresję, poprawia koncentrację i pamięć.

Jest swoista terapią zdrowotną, którą stosuje się np. w Centrum Terapii Lasem.

Shirin – yoku powstało w Japonii w latach 80. jako program profilaktyki leśnej i poprawy kondycji psychicznej mieszkańców kraju.

Nauka udowodniła, że doświadczając las wszystkimi zmysłami:

  • obniżamy ciśnienie krwi,
  • pozwalamy na produkcję komórek, które niszczą komórki rakowe i wspierają naszą odporność w walce z wirusami,
  • obniżamy poziom kortyzolu – hormonu stresu,
  • połykamy naturalny antybiotyk – fitoncydy, który emitowany przez drzewa działa bakteriobójczo i grzybobójczo.

Wyłączam komórkę i chodzę boso po trawie. Przytulam się do drzew, tak jak nauczyła mnie moja babcia.Wącham konary drzew, kwiaty i liście. Słucham śpiewu ptaków i szumu gałęzi.

Wzrokiem, słuchem, smakiem, węchem i dotykiem kąpię się w lesie.

Witamina N pozbawia mnie lęku i strachu.

Świadomie przeżywam czas koronawirusa.

Krystyna Łybacka
Ciekawi ludzie

Krystyna Łybacka

Nareszcie spotkamy się i wypijemy czerwone wino, bo przecież Ty takie najbardziej lubisz, powiedziała Krysia podczas naszej ostatniej rozmowy. Będzie dymek i My, bez polityki i pośpiechu. W końcu porozmawiamy…

Nie zdążyłyśmy.

Zmarła 20 kwietnia 2020 roku.

Studiowałam Matematykę Stosowaną na Politechnice Poznańskiej. Wówczas Krystyna Łybacka była krótko po doktoracie. Przez pewien czas opiekowała się naszą grupą. Zawsze elegancka, energicznym krokiem wchodziła do sali ćwiczeń. Prowadziła zajęcia ze statystyki matematycznej. Imponowała mi doskonałym przygotowaniem do zajęć, piękną polszczyzną, jasnym i zrozumiałym sposobem wyjaśniania matematycznych zawiłości.

Moją pracę dyplomową, powiązaną ze statystyką matematyczną, pisałam pod Jej opieką.

Dlatego zaczęłyśmy się częściej spotykać. Poznałam Krystynę Łybacką, głęboką humanistkę. Znawczynię literatury, malarstwa i filozofii. Nasze niekończące się rozmowy o sztuce były dla mnie wielką, intelektualną przygodą.

Po raz pierwszy Wysokie Tatry zobaczyła w mojej, górskiej kurtce. W tamtych czasach sklepy były puste. Taki zakup graniczył z cudem. Mnie się udało. Może dlatego, że w Tatrach zakochałam się wcześniej?

Potem była literatura górska i wymiana zdobytych książek. Długie rozmowy o pięknie gór i dylematach egzystencjonalnych, których trudno uniknąć stając na szczycie, tak blisko nieba.

Krystyna Łybacka przekonała mnie, że nie jestem dziwna.”To zupełnie normalne Madziu, że matematyk może spełniać się jako humanista”. Twierdziła, że często nie działa to w drugą stronę. Może dlatego, jako Minister Edukacji Narodowej i Sportu, podjęła kontroweryjną decyzję o wycofaniu matematyki, jako obowiązkowego przedmiotu na maturze.

Była mądra, ciepła i serdeczna. Wielu osobom pomagała bezinteresownie. Nie zapominała o swoich obietnicach. Dotrzymywała danego słowa.

Potem kiedy stała się postacią publiczną, widywałyśmy się sporadycznie.

Miałyśmy różne poglądy polityczne. Jednak w żaden sposób nie wpłynęło to na nasze relacje. Krysia szanowała moje, czasem odmienne opinie.

Kiedy dowiedziała się o problemach z własnością budynku, Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej w Poznaniu, będąc w Poznaniu przyszła i rozmawiała z dyrekcją szkoły. Wstawiła się za nami.

Zawsze zadziwiało mnie to, że nigdy w natłoku swoich publicznych obowiązków nie zapomniała o moich imieninach i życzeniach świątecznych.

Ten jeden raz, przed minioną Wielkanocą zamilkła. Nie odpowiedziała na moje życzenia.

Czułam, że dzieje się coś złego.

Krysia żyje w moich myślach.

Napisałam m.in. o Krystynie Łybackiej 6 kobiet, które zainspirowały mnie do ciekawszego życia

Miałam szczęście poznać wyjątkowego człowieka.

Jestem wdzięczna.

Dziękuję.

1 2 3 11 12
z psychopatą
Psychologia na co dzień

Z psychopatą pod jednym dachem?

On zawsze był najważniejszy. Skupiony na sobie, nie akceptował poglądów innych, szczególnie moich. Opowiadaja dwie dojrzałe kobiety, które kilkanaście lat spędziły, pod jednym dachem z psychopatą. Obarczane winą przez swoich partnerów właściwie za wszystko, stopniowo traciły poczucie własnej wartości.

Wówczas nie wiedziały, że psychopata to częstokroć zwykły człowiek. Wcale nie musi być sadystycznym mordercą. Często jest dobrze wykształcony. Potrafi się doskonale prezentować.

Zainteresowana tematem, najpierw napisałam o tym:

Zauważyłam, że ten tekst jest szczególnie często czytany. Potem dwie osoby, po przeczytaniu artykułu, opowiedziały mi swoją historię.

Renata z psychopatą

z psychopata pod jednym dachem?

Spędziła przeszło blisko dwadzieścia lat.

  • Za mąż wyszłam z miłości, tak mi się przynajmniej dzisiaj wydaje
  • Odrzucałam mężczyzn słabych. No wiesz takich „rozmemłanych”: wrażliwych intelektualistów
  • Na życie szukałam partnera silnego. On był prawnikiem. Początkowo niewiele mówił, ale zawsze wyróżniał się elokwencją. Z czasem się rozkręcił i potrafił zagadać każdego
  • Wygłaszał swoje poglądy przekonywująco, nie tylko dla mnie. Miał wielkie plany na przyszłość. Prestiżowa firma prawnicza, wyjazdy zagraniczne, nowy dom i samochód. Czułam się bezpieczna
  • To fakt, nigdy nie powiedział mi, że mnie kocha. Myślałam, że tak zachowują się ludzie silni. Robią, a nie mówią.

Powoli wszystko zaczęło się sypać.

  • On zawsze miał dla siebie pieniądze
  • Lubił kupować sobie różne gadżety. Koniecznie nowe. Mnie miały wystarczyć używane, albo składane z części
  • Zaczął coraz więcej pić. Coraz później wracać do domu. Tłumaczył się, że wraca z pracy albo spotkań biznesowych
  • Na codzienne życie przeznaczał coraz mniej pieniędzy. Potem zdecydował, że sam będzie robił zakupy, bo robi to lepiej.

Otworzyły mi się oczy, mówi Renata,  kiedy po raz pierwszy elektrownia odłączyła mi dopływ prądu. Czułam się zawstydzona regulując zaległości i płacąc za ponowne podłączenie.  Kiedy spytałam dlaczego nie zapłacił odpowiedział, że to wina banku. Przelew nie przeszedł bo… Usłyszałam mnóstwo barwnych historii. Nigdy nie przyznał się do swojego błędu. Potem już nie odpowiadał na moje pytania. Po prostu milczał i wychodził z pokoju.

Karał mnie milczeniem.

Bardzo bolało! Okazało się, że toniemy w długach. Odeszłam.

Ula z psychopatą

z psychopatą pod jednym dachem?

Spędziła naście lat.

Z wykształcenia inżynier budownictwa. Miał doskonale rozwinięte widzenie przestrzenne. Przeliczał trudne zadania matematyczne w głowie. Mądry, inteligentny facet myślałam, wchodząc z nim w związek partnerski.

  • Właściwie od zawsze czas był dla niego pojęciem względnym. Często się spóźniał. Tłumaczył się bardzo przekonywująco. Kłamał perfekcyjnie, bez mrugnięcia oka.
  • Często nie odbierał telefonu, albo włączał automatyczną sekretarkę
  • Misternie zbudowany, w jego głowie plan naszej przyszłości wkrótce runął. Za swoje błędy zawsze winną obarczał innych. Co raz częściej winna byłam ja
  • Żle wyprasowałam koszulę, dlatego on nie był sobą na spotkaniu biznesowym. Dlatego kontrakt nie wypalił. Miewał złe nastroje z powodu zbyt słabo upieczonych kotletów schabowych
  • Kiedyś rzucił o stół talerzem i wyszedł z domu. Powodem były pyzy na parze, które zbyt  długo trzymałam na ogniu. Coraz częściej wybuchał, coraz więcej rzeczy go drażniło.

Nie lubił dotyku. Przytulał okazjonalnie. Nie przestrzegał norm społecznych. Pewnego razu na rodzinną uroczystość przyszedł ubrany  w podkoszulek z naramkami. Wstydziłam się, a on nie rozumiał dlaczego ma ubrać koszulę, skoro jest mu gorąco.

Pierwszy raz przewidziałam na oczy, gdy w supermarkecie z całej siły odepchnął pełen wózek z jedzeniem w moją stronę i wyszedł. Wściekł się kiedy włożyłam tam rzecz, której on nie planował.

W końcu coś we mnie pękło.

Odebrałam na poczcie wiadomość o niespłacanych ratach kredytu. Część z nich podpisywałam. Pod nasze mieszkanie coraz częściej podjeżdżali dziwni ludzie, którzy chcieli z nim rozmawiać osobiście.

Boże, jak ja się bałam!

Wstydziłam się, nie umiałam nikogo prosić o pomoc.

Nie wiem skąd znalazłam siły. Spakowałam się i odeszłam.

Renata i Ula to wykształcone kobiety. Swoje nieudane związki uważały za swoja porażkę. W końcu trafiły do psychologa. Pierwszy raz opowiedziały swoją historię. Usłyszały, że ich partnerzy mają cechy psychopatyczne. Ula i Renata uległy wieloletniej manipulacji. Żyły z poczuciem winy za nie popełnione błędy. Nie widziały swoich zalet.

Teraz są spełnione i w pełni realizują się w swoich zawodach: przedszkolanki i księgowej.

Słuchałam uważnie, w zamyśleniu i refleksji.

Najważniejsze, że zakończyły niszczące związki – pomyślałam,  głęboko poruszona historią życia kobiet.

U psychopatów część  mózgu odpowiedzialna za emocje, pracuje inaczej niż u innych.

Nie zmienisz biologii!  

Chcesz żyć pod jednym dachem z psychopatą?

 Renata i Ula powiedziały NIE! Odeszły.

Ota Pavel
Ciekawi ludzie

OTA PAVEL – jak ryba w wodzie

Ota Pavel pojawił się w mojej głowie bardzo dawno temu, w odległej przeszłości. Wówczas sąsiadem Polski była Czechosłowacja, a nie dzisiejsze Czechy i Słowacja. Teraz korzystając z Internetu, odświeżam i uzupełniam moją wiedzę, o czeskim pisarzu i dziennikarzu, którego czytanie, bez względu na upływ czasu, jest prawdziwą przyjemnością.

Powrót do Oty Pavla to nie jest przypadek. Niedawno przeczytałam na Instagramie Mariusza Szczygła post, o ponownym wydaniu „Śmierci pięknych saren” Oty Pavla.

I tak się ponownie zaczęło od…

Bajka o Rasce – Ota Pavel

Ota Pavel

Ota Pavel, a właściwie Otto Popper urodził się w 1930 roku, w Pradze.

  • Uprawiał różne dyscypliny sportowe
  • Lubił aktywność fizyczną
  • Był trenerem drużyny hokejowej
  • Od zawsze miał łatwość pisania.

Przypuszczalnie dlatego, najpierw został dziennikarzem i komentatorem sportowym.

Tytułowa „Bajka o Rasce” opowiada o niesamowitych wyczynach i sukcesach, wybitnego narciarza z Czechosłowacji.

  • Jiri Raska był m.in. złotym i srebrnym medalistą olimpijskim
  • W książce, skoki mistrza przypominają lot ku niebu. Jasność wolności i zwycięstwa. Autor – świadek wydarzeń, opisuje sportowe zmagania w baśniowym pejzażu
  • Równocześnie bohater jest zwykłym obywatelem, komunistycznej Czechosłowacji. Z uporem i konsekwentnie pokonuje ograniczenia miejsca, czasu i ciała
  • Wszystko po to, aby skakać, wznosić się, frunąć w poczuciu absolutnego szczęścia.

Szczególnie bliskie jest dla mi opowiadanie, o biegaczu długodystansowym, m.in. czterokrotnym, złotym olimpijczyku, Emilu Zatopku. Pochodził z ubogiej rodziny. Dzisiaj jego nazwisko, najczęściej nic nam nie mówi, ale dzięki temu, że autor odnalazł w nim zwykłego człowieka jest ponadczasowe.

Nie wiem, czy Ota Pavel pokonał bieg długodystansowy, ale jego opis jest dokładnie taki, jak gama uczuć, która towarzyszyła mi podczas mojego, pierwszego półmaratonu.

  • Najpierw ogromny strach przed startem
  • Tysiące pytań do samej siebie: co ja tu robię? po co mi to?
  • Wewnętrzny krytyk przekonywał mnie: na pewno nie dasz rady. Nie dobiegniesz do mety. Odpuść!
  • Potem wtopiona w falę biegaczy, stwierdziłam: nogi same mnie niosą!
  • Tak jak Zatopek przyjęłam swoją taktykę. Nie zatrzymywałam się i utrzymywałam stałą prędkość biegu
  • Mijane miejsca i twarze dopingujących kibiców, zapamiętałam jako obrazy, które oglądałam oczyma, w oderwaniu od swojego ciała
  • Zbliżając się do mety usłyszałam krzyk: jeszcze tylko trzy kilometry! Moje ciało, nie wiadomo skąd, dostało nowy zastrzyk energii. Ota Pavel twierdził, że to była moja głowa, a nie ciało.

Zatopek minął metę z niedowierzaniem. Czytając, czułam się jakbym biegła razem z nim. A jednak zrobiłam to, pomyślałam tak jak On.

Ota Pavel w swojej książce, niezwykle ciekawie opisał wartości psychologiczne rywalizacji sportowej, które są aktualne w każdej dziedzinie życia.

Trzeba rywalizować również ze sobą, aby stać się lepszym, niż było się wczoraj.

Dzięki ogromnym emocjom, które autor wyraża w tak prostych formach, wszystkie opowiadania czyta się znakomicie. Trudno oderwać się od lektury!

Śmierć pięknych saren – Ota Pavel

Ota Pavel

Choroba psychiczna autora wybuchła nagle, podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Innsbrucku. Konieczna była długa hospitalizacja. Do szpitala psychiatrycznego pisarz często wracał. Nigdy nie wyzdrowiał. Podczas każdego pobytu pisał. To była zalecana przez lekarza forma terapii.

„Śmierć pięknych saren” Ota Pavel napisał w szpitalu psychiatrycznym.

  • Książka jest zbiorem ośmiu opowiadań autobiograficznych. Wzruszającym opisem tragicznych losów rodziny Oty Pavla. Łączy humor sytuacyjny z groteską
  • A wszystko dzieje się wśród barwnej, czeskiej przyrody. Rzek, jezior i wędkarzy
  • Najważniejsze są ryby.

„Łowienie ryb to wolność. Wolność od telewizji, gazet, radia, cywilizacji. Wiele rzeczy z mojego życia zniknęło, ale ryby pozostały. Były powiązane z przyrodą, w której nie podskakiwał po ulicy śmiesznie podrygując tramwaj cywilizacji”.

„Wielu osobom nie chodzi o łowienie ryb. Chcą po prostu pobyć sami,…,chcą jeszcze usłyszeć nawoływania ptaków i zwierzyny, chcą usłyszeć spadające liście.”

Wśród ryb współistniejących z naturą, czuje się nadzwyczaj dobrze. Komfortowo i swobodnie. Nad potokami, rzekami i stawami Ota Pavel jest w swoim żywiole. Czuje się jak ryba w wodzie!

Skoro tak często mówimy:

  • Czuję się jak ryba w wodzie
  • Łapię dech jak ryba
  • Być grubą rybą
  • Być rekinem biznesu?

to można przypuszczać, że nie ma nas bez ryb.

Ryba oprócz symboli chrześcijańskich jest znakiem morza, wolności, mądrości i obfitości.

Ota Pavel zmarł w szpitalu psychiatrycznym na zawał serca, w wieku 43 lat. Minęło 50 lat od pierwszego wydania „Śmierci pięknych saren”.

Nic nie zmieniło jej aktualności.

  • Człowiek jeszcze bardziej pragnie: zatrzymać się i i usłyszeć spadające liście
  • Powrócił, znany pisarzowi lęk przed dyskryminacją, ze względu na pochodzenie

Czy dzisiaj Ota Pavel czułby się jak ryba w wodzie?

Może w lesie, gdzieś daleko, na odludziu…?

Tak przypuszczam, zachwycona prozą Ota Pavla, przed i podczas jego choroby.

A Ty? Gdzie czujesz się jak ryba w wodzie?

Krystyna Janda - Aleja Zasłużonych
Ciekawi ludzie

Aleja Zasłużonych

Nareszcie na żywo! Teatr Polonia. Miejsce, które bardzo lubię.Tutaj czas biegnie w przyspieszonym tempie. Mój teatr i dramat „Aleja Zasłużonych”, autorstwa Jarosława Mikołajewskiego. Poety, którego poznałam osobiście, dzięki Joannie Roszak, również poetce. Wówczas, wsłuchana w słowa poety, myślałam: skromność, empatia i szczególna wrażliwość.

Kropki się połączyły: Krystyna Janda, Teatr Polonia i Jarosław Mikołajewski.

Życie artystki

Aleja Zasłużonych

Bohaterka jest cenioną poetką i tłumaczką. Wyróżniona wieloma nagrodami. Przyznaje, że jej twórczość przyczynia się do rozwoju języka ojczystego i polskiej kultury. 

  • Pisanie to tworzenie. Nielimitowany czas pracy. Czasami artystka pisze tylko kilka słów. Potem w oderwaniu od świata tworzy nieprzerwanie.

Poetka jest skromna i niezaradna życiowo. Zapomina o sobie. 

  • Zbliża się do siedemdziesiątki i uświadamia sobie, że nie ma pieniędzy na własny pogrzeb.
  • Podirytowana bylejakością życia, swój ból istnienia wyraża przekleństwami.

Rzecz dzieje się współcześnie. Polska inteligencja, w prawdziwym tego słowa znaczeniu, nie rozumie rozpędzonych zmian naszej rzeczywistości. Zgody większości z nas, na niszczenie wywalczonych przez poprzednie pokolenia, demokratycznych wartości.

Wszyscy przemijamy, cóż zostawimy po sobie?

Śmierć

Aleja Zasłużonych

„Trzeba umieć wąchać swój czas” powiedział Zbigniew Cybulski, bo wszyscy odejdziemy.

  • Potem jest tylko pamięć o nas mówi poetka, ateistka, Krystyna Janda.
  • Nie chce swojemu mężowi, katolikowi, Olgierdowi Łukaszewiczowi pozostawić nieuporządkowanych spraw doczesnych.
  • Narazić go na koszty swojego pogrzebu.

Dlatego postanawia dowiedzieć się czy jej miejscem pochówku będzie

Aleja Zasłużonych

Aleja Zasłużonych

Pusta scena, dwa krzesła i stół. Pełnią różne funkcje. Spogląda na mnie wyświetlana w powiększeniu twarz poetki i jej męża.

  • Kto oceni zasługi poetki? Kto zadecyduje, że może być pochowana, bezkosztowo w Alei Zasłużonych?
  • Dlaczego jedni „Wielcy Współcześni” są żegnani z honorami, a inni nie?

O naszym życiu i śmierci często decyduje władza – jednostki. 

  • W latach 70. XX wieku, poprzedniej epoki, z cenzurą słowa pisanego, wiele cennych książek poznawałam w tzw. drugim obiegu. Tak zadecydował człowiek – cenzor. 
  • Dla tej władzy, jak mówił mój tata, człowiek myślący, zadający pytania jest niewygodny i niebezpieczny. Dlatego artyści niespolegliwi wobec władzy, albo sami odsuwali się od życia publicznego, albo byli do tego zmuszani. 

Spolegliwi tamtej epoki zaslugiwali na pochówek w Alei Zasłużonych.

A dzisiaj…?

Mistrzowsko zagrane przedstawienie!

Krystyna Janda, Olgierd Łukaszewicz, Emilia Krakowska, Dorota Landowska i Grzegorz Warchoł.

Gorąco polecam!

Kilka dni temu Krystyna Janda i Jarosław Mikołajewski dołączyli do grona laureatów Nagrody Apoxsiomeno przyznawanej przez International Police Association ludziom kultury, nauki i sportu, którzy w swoich działaniach łączą sztukę z propagowaniem prawa, wolności i demokracji.

Bardzo się cieszę i gratuluję Drogim Artystom.

Malta
Podróże

Malta – schodami do nieba?

Zamykam oczy i widzę Maltę. Biel maltańskiego piaskowca. Wąskie, kamienne uliczki. Niebieskie niebo i morze. Łódki i żaglówki odpoczywające w zatokach. Pamięć zaciera szczegóły. Z upływem czasu pozostają symbole.

Schody

Valletta - Malta

Symboli Malty jest wiele. Pierwszy to schody.

  • W różnych odcieniach bieli i szarości
  • Wąskie, oddzielające przytulające się do siebie kamieniczki
  • Albo szerokie, majestatyczne i dostojne
  • Dobrze zaprojektowane setki lat temu, pozwalają wygodnie wznosić się ku górze
  • Potem wracać bezpiecznie na niższe poziomy
  • Można zatrzymać się i zapatrzeć w morze, pobliskie wyspy i architekturę, którą tworzyło, tak wiele narodów zamieszkujących Maltę. 

Mam słabość do schodów. Po prostu je uwielbiam. Oprócz funkcjonalności do przemieszczania się z dołu do góry i odwrotnie, jest w nich matematyczna myśl Pitagorejczyków, sprzed setek lat przed naszą erą. 

Iść po schodach z myślą, co jest na górze? Odkryć nieznane. To fantastyczne!

Malta zapewniła mi niezliczoną ilość, tak wyjątkowych chwil.

Świętość

Valletta
Valletta - Malta

Znak rozpoznawczy Malty? Świętość. Niezliczona liczba kościołów, kapliczek i figur świętych, przykuwała mój wzrok, podczas każdej wędrówki. Malta jest perełką architektury sakralnej. Przy wejściu do wielu domów, na murach oglądałam pięknie wykonane figurki świętych. 

Maltańczycy są bardzo religijni. Tutaj dominuje katolicyzm.

Prawdziwa religijność, dla mnie jest świętością.

  • Dobrem i bezinteresowną miłością do istot żywych
  • Pomocą i wsparciem ludzi, których czasem, przypadkowo spotykamy na ulicy
  • Człowiek religijny pogodnie spogląda na mijającego przechodnia. Bez zaciśniętych ust. Takich pogodnych spojrzeń na Malcie uchwyciłem wiele.
  • Spytany o drogę Maltańczyk siedział na krzesełku, przed swoim domem. Wstał, zamknął swoje mieszkanie i zaprowadził nas do celu wędrówki. Uśmiechnięty rozmawiał, pokazywał miejsca do których koniecznie musimy zajrzeć i takie gdzie trzeba kupić rybę, bo jest najlepsza. 
  • Kiedy pomyliłyśmy przystanek, zdziwione machałyśmy kierowcy. Zatrzymał się za zakrętem. Poczekał.

Świętość tworzą ludzie. Dobrocią, pomocą i otwartością. Pogodnym spojrzeniem na drugiego człowieka. 

Niebieska Malta

Marsascala
Błękitna Laguna - Malta

Maltę przytuliło Morze Śródziemne. Dlatego oczywistym symbolem, wyspiarskiego  państwa jest niebieski kolor wody morskiej. Czystej, przeźroczystej i bardzo słonej. Bajecznie opływającej wyspy i wysepki archipelagu Wysp Maltańskich.

Morze doskonale działa na psychikę:

  • Niebieski kolor uspokaja
  • Szum fal zmniejsza wewnętrzne napięcie i stres
  • Jod skutecznie walczy z sennością
  • Naturalny masaż, w trakcie spaceru po piasku rozluźnia spięte mięśnie
  • Plaże na Malcie w większości są jednak  skaliste. Wówczas trzeba ubrać buty do kąpieli i sprawnie, ćwicząc kondycję,  poruszać się między skałami.

Może dlatego Maltańczycy są spokojni?

Nigdzie nie spotkałam nikogo podirytowanego, nerwowo wymachującego rękoma. 

Przypuszczalnie, blisko 440 kilometrów granicy morskiej Polski, to zbyt mało, aby ukoić nerwy mieszkańców naszego kraju.

Na Maltę poleciałam, bez wcześniejszych planów. Niewiele wiedziałam, o tak ciekawym kraju!

Zdecydowało miejsce wylotu, Poznań Ławica oraz przystępne ceny: lotu i noclegu. Jestem zachwycona!

Zachęcam do wędrówki schodami do nieba, po niebieskiej Malcie.

zdalne
Inne, Psychologia na co dzień

Zalety zdalnej szkoły

Często rozmawiamy o szkole. Uczymy matematyki. Ania, moja córka, naucza zdalnie, w publicznej szkole podstawowej, a ja hybrydowo, w szkole szpitalnej.

Początki nie były łatwe. W ciągu dwóch tygodni polska szkoła zrobiła wielki krok, z XIX do XXI wieku.

Zdalne nauczanie stało się faktem.

Nauczyciele, dzieci i rodzice jednym tchem wymienią wady i niedoskonałości zdalnej edukacji.

My widzimy również zalety.

Nie wiadomo kiedy wrócimy do tradycyjnego nauczania. Pewne jest to, że nigdy szkoła nie będzie taka sama, jak przed marcem 2020 roku. 

Wiele zmieniło się na lepsze.

Uczennice i uczniowie

zdalne
  • Lepiej planują i organizują swój czas. Inaczej i mniej kontrolowani, są coraz bardziej samodzielni
  • Coraz częściej rozumieją swoją odpowiedzialność za własną edukację. „Jeśli czegoś nie wiem, to nie dlatego, że pani mnie nie nauczyła”. Nauczyciel pomaga, wyjaśnia, ale tylko wtedy gdy ja uczę się, bo chcęNikogo nie można zmusić do nauki, ani w klasie, ani poprzez komputer. Uczniowie mogą aktywnie uczestniczyć w lekcji, albo w tym czasie robić coś innego. Coraz częściej wybierają aktywność i zaangażowanie
  • Początkowo nagminnie oszukiwali. Najsłabsi z przedmiotu zaliczali sprawdziany na piątki, w wiadomy sobie sposób. Potem kiedy spotkali się na początku roku szkolnego przekonali się, że uzyskane piątki w praktyce nic nie znaczą. Zrozumieli bezsens otrzymywania ocen dla ocen, a nie dla prawdziwej wiedzy. Może dlatego dzisiaj częściej uczniowie słabsi, otrzymują ze sprawdzianów również trójki? Przypuszczalnie znaczenie rzeczywistej wiedzy zaczęło wygrywać z możliwością łatwego oszustwa 
  • Zmieniają swoje zdanie o znaczeniu szkolnych ocen, które nie naznaczają uczniów, ale dają sygnał o tym, jakie zagadnienia należy uzupełnić i utrwalić. Nie uczą się już tylko dla dobrych stopni. Teraz np. nie dostają stopni za popularne plakaty, które często wykonywali tylko po to, aby spełnić marzenia o piątce
  • Oszczędzają bezcenny czas, wcześniej przeznaczony na transport do szkoły
  • W czasie trwającej epidemii są bardziej bezpieczni.

Zdalne lekcje

zdalne
  • Są ciekawsze. Coraz częściej, większość nauczycieli wykorzystuje metodę odwróconej lekcji. Zadanie domowe polega m.in. na zapoznaniu się z teorią, dotyczącą nowego tematu lekcji. Nauczyciel wskazuje źródła w Internecie: portale edukacyjne i filmy. Uczeń próbuje zrozumieć nową wiedzę i przeanalizować proste przykłady. Potem wspólnie na lekcji ćwiczą wiedzę w praktyce. Pod kierunkiem nauczyciela rozwiązują trudniejsze zadania
  • Pozwalają na prowadzenia ciekawszych lekcji z geometrii. Dzięki różnorodnych wizualizacji takie lekcje (np. o brył przestrzennych), są atrakcyjniejsze dla młodzieży.

Lekcje zdalne uczą korzystania z technologii informacyjnych, m.in. skutecznego i krytycznego poszukiwania wiadomości w Internecie.

Nauczanie online

zdalne
  • Umożliwia pełną koncentrację uczniów. Szczególnie dotyczy to, coraz liczniejszej grupy dzieci z dysfunkcjami, dla których liczna klasa i nieunikniony hałas bardzo utrudnia pracę
  • Pozbawia stresu porównywania się z innymi, podczas pracy szkolnej przy tablicy. Dzięki temu uczniowie słabsi, wycofani, mogą pracować w swoim tempie. Tablica nie jest zmazywana, a zrzut ekranowy pozwala później wrócić, do omawianego zagadnienia. Zrzut ekranowy umożliwia również porównanie swojej metody rozwiązania zadania, z inną metodą kolegi lub koleżanki 
  • Uczeń nieśmiały, z kompleksami, nie podchodzi do tablicy i nie ma kontaktu wzrokowego z innymi. Przebywając w swoim, bezpiecznym otoczeniu częściej ma odwagę pytać. Wystarczy kliknąć „łapkę” w oprogramowaniu Microsoft Teams (tutaj realizujemy lekcje zdalne), albo zapytać nauczyciela na czacie, również prywatnym.

Nauczanie online daje uczniom możliwość swobody. W dowolnym momencie można wypić herbatę i zjeść kanapkę. 

Zdalna nauka w szkole szpitalnej

zdalne

W szkołach szpitalnych nauczyciel pracuje na oddziałach, przy łóżku chorego, albo w szpitalnej świetlicy. Wszystko zależy od tego jak czuje się uczeń – pacjent. Zdrowie jest najważniejsze, dlatego lekcję bezpośrednią, często przerywa wizyta lekarska albo rozmowa z terapeutą. 

Pracę zdalną na oddziałach onkologicznych rozpoczęłam w marcu 2020 roku. 

  • Zauważyłam lepszą efektywność nauki 
  • Uczniowie – pacjenci, często w ciężkim stanie, samodzielnie planowali czas naszych zdalnych zajęć. Uwzględniali terminy, związane z leczeniem i moje możliwości czasowe. Dlatego nasze zajęcia nie były przerywane. Jeśli dyspozycja fizyczna ucznia była gorsza, przekładaliśmy zajęcia
  • Pacjent onkologiczny uczy się akceptować, swój zmieniający się podczas leczenia wygląd fizyczny. Zdalne lekcje z wyłączonymi kamerami, pozwalały moim uczniom czuć się swobodniej. Byli bardziej otwarci i efektywniejsi podczas lekcji
  • Uczeń – pacjent, szczególnie onkologiczny potrzebuje skrupulatnej ochrony przed zarazkami. Nauczanie zdalne zapewnia mu większe bezpieczeństwo.

Ania uczy matematyki drugi rok. Teraz już dłużej zdalnie, niż tradycyjnie.

“Skoro dzisiaj nie ma innej opcji, trzeba się odnaleźć i zobaczyć plusy” mówi Ania i bez zastanowienia wymienia długofalowe zalety.

Uczniowie częściej zadają pytania. Uczą się skutecznie uczyć. Szukać i weryfikować wiedzę, znalezioną w Internecie.

Do wielu “dotarło”, że wiedza teoretyczna jest dostępna dla każdego.

Współczesny świat oczekuje od nas umiejętności!

My widzimy szklankę do połowy pełną.

A Ty? Zauważasz plusy, po blisko rocznym doświadczeniu?

Wrzenie Świata - książka
Inne

Książka 2020

Marzec 2020. Zamknięto moją szkołę. Mój świat obrócił się do góry nogami. Czytałam wyłącznie informacje o liczbie zarażonych. Książka, moja przyjaciółka, czekała na półce.

Teraz jest inaczej. Skoro nic nie mogę zrobić, muszę znowu czytać. Nie oglądam Faktów i nie czytam bieżących wiadomości.  Wzrokiem przeglądam tylko tytuły. Poczułam się trochę spokojniejsza. Powrócił apetyt na książki.

Teraz jestem głodna. Jem i nie mogę się nasycić.

Słowa, które czytam porządkują moje myślenie. Dzięki temu powoli odnajduję się w nowej, nieuchronnej i przełomowej rzeczywistości.

W moim osobistym konkursie: Książka 2020, pierwsze miejsce zajęła Olga Tokarczuk ex aeguo z Mariuszem Szczygłem.

Czuły narrator

książka - Czuły narrator - Olga Tokarczuk

Na początku kończącego się roku, wszystko jeszcze wydawało się możliwe. Mogłam wsiąść do samolotu i polecieć do Nowego Jorku. Poznać nieznane. Pandemia zamknęła mnie w domu.

Mój wewnętrzny narrator obwieścił mi prawdę.

  • Ja i Ty nie kontrolujemy świata i nie jesteśmy panami wszystkiego co żyje
  • „Nasz świat nie został nam dany raz i na zawsze”
  • W zadziwieniu, poruszałam się między komputerem, kuchnią, a balkonem
  • Jako przedstawiciel „jedynego gatunku, który posiada tajemniczą umiejętność czytania…”, opuściłam daną mi rzeczywistość, mentalnie i na jakiś czas.

„Czułego narratora” zobaczyłam w witrynie księgarni i ucieszyłam się, jak stęsknione dziecko, które czeka na powrót rodzica.

  • Uśmiechnęłam się do nobliwej okładki
  • A potem wszystko samo się działo. Rozpoczęłam życzliwą podróż wgłąb siebie
  • Z dbałością poskładałam w całość pojedyncze kartki, spisanych wspomnień najstarszych członków mojej rodziny
  • Zadzwoniłam do kilku osób, z którymi rozmowa nie zawsze jest łatwa, ale przecież są częścią mojej historii
  • Spoglądając przez okno widziałam, więcej niż zwykle. Drzewo, które podmuchem wiatru kłania się we wszystkie strony i ptaki proszące o zrozumienie.

Dzięki „Czułemu narratorowi” lepiej zobaczyłam jedność wszystkich bytów. Czułe współdzielenie losu. Więzi i podobieństwa.

Czułość jest odmianą miłości.

Prawdziwa miłość jest wymagająca, podobnie jak książka, którą gorąco polecam.

Osobisty przewodnik po Pradze

książka - Osobisty przewodnik po Pradze - Mariusz Szczygieł

Spojrzałam na dziwną okładkę. Prysznic na dachu domu?

Ulubiony autor i jego najnowsza książka, dlatego kupiłam bez zastanowienia.

  • Położyłam na biurku i… czas mijał
  • Wydawało mi się, że znam Pragę i coś nie ciągnęło mnie, do przewodnika po stolicy Czech
  • Nie doczytałam drobnego szczegółu: OSOBISTY.

Zaczęłam i nie umiałam skończyć. Popłynęłam ulicami i skwerami Pragi. Zaciekawiona, tak mało znaną mi historią kraju i mentalnością jego mieszkańców.

Mariusz Szczygieł lekkością słowa, przeplatającą się powagą i ironią, po raz kolejny mnie zafascynował.

„Osobisty przewodni po Pradze” właściwie czyta się sam. Autor prowadząc mnie po zakamarkach miasta, opowiadał anegdoty, a ja przewracałam kolejne kartki. Architektura, sztuka, literatura i mnóstwo innych perełek. Teraz już wiem dlaczego, tym razem kupiłam tradycyjne wydanie papierowe.

Kiedy to tylko będzie możliwe, pojadę do Pragi i zwiedzę miasto, trzymając w ręku książkę Mariusza Szczygła. W Pradze byłam kilkukrotnie. A jednak tylko mi się wydawało, że wówczas poznałam stolicę Czech.

Doskonała lektura!

Żegnam 2020 rok.

“Czuły narrator” niczym wsółczesny traktat filozoficzny, uporządkował moje odczuwanie, ważnych przemian dnia dzisiejszego. Słowa Olgi Tokarczuk wirują we mnie i łączą moje istnienie z innymi formami życia. Wszystko poukładało sie we mnie, w logiczną całość. To jakby matematyczne dowodzenie. Współzależność i wynikanie jednego, z innych faktów.

“Osobisty przewodnik po Pradze” przywrócił myśl o podróżowaniu. Ogromnej energii, którą odczuwam podczas przemieszczania się, niczym “Bieguni” po zakamarkach naszej planety.

Szczęśliwego Nowego Roku.

Ciekawych podróży wgłąb siebie i tam gdzie Was jeszcze nie było.

Daleko i blisko.

Powodzenia!

Wrzenie Świata
Ciekawi ludzie, Story of the Day

Wrzenie Świata – Mariusz Szczygieł

To była nagła decyzja. Pojechałam do Warszawy. Nie wiedziałam, że wkrótce będzie to niemożliwe. Polska zalała się czerwienią. Dlatego Wrzenie Świata zostało zamknięte. Mam nadzieję, że czasowo i na krótko. Dzisiaj, w tak gorących czasach, nazwa brzmi szczególnie intrygująco. Wrzenie Świata. Miejsce, które od dawna próbowałam sobie wyobrazić. Księgarnia, która jest tak blisko centrum Warszawy, tuż obok ulicy Nowy Świat. 

Niepowtarzalna i urokliwa.

Jak to możliwe, że nie byłam tu wcześniej?

Wrzenie Świata

Wrzenie Świata

Na stronie Wrzenie Świata przeczytałam: „Wszyscy o wszystkim mało wiemy” i poczułam się trochę usprawiedliwiona.

W księgarni można:

  • Kupić albo tylko poczytać i powąchać książki
  • Wypić kawę i zjeść małe co nieco, jak powiedział Kubuś Puchatek
  • Zobaczyć w gablotach stare wydania książek, znanych reportażystów 
  • Obejrzeć pamiątkowe zdjęcia
  • Naładować komórkę
  • Uczestniczyć w spotkaniach autorskich, premierach książek, pokazach fotograficznych i filmowych 
  • Można również mieć niezwykłe szczęście i spotkać współtwórcę księgarni.

Mariusza Szczygła

Mariusz Szczygieł - Wrzenie Świata

Na początku października poznałam Wrzenie Świata.

Szczęśliwa, oglądałam książki i urokliwe wnętrze księgarni.

Nagle, zatopiona w myślach usłyszałam aksamitny głos.

  • Obok mnie stał Mariusz Szczygieł
  • Nienagannie ubrany,  wytworny i szczupły
  • Wysoki i wysportowany mężczyzna
  • Oniemiałam, patrzyłam z niedowierzaniem
  • Słuchałam, zauroczona bogactwem słów i tak rzadkimi dzisiaj, nienagannymi manierami.

Mariusz Szczygieł zrobił nam zdjęcie, które jest dla mnie przeogromną radością. Wcześniej, nawet nie próbowałam o tym marzyć!

Potem, bez zniecierpliwienia, przeprosił, pożegnał się i wyszedł. 

Wrzenie Świata

Dziennikarz, reportażysta i pisarz. Założyciel i członek zarządu Fundacji Instytutu Reportażu. Dzięki temu wraz z Wojciechem Tochmanem, stworzył Wydawnictwo Dowody na Istnienie. Doskonała nazwa!

Wydarzenia kulturalne Instytutu Reportażu organizowane są w Faktycznym Domu Kultury. Tuż obok, naprzeciwko księgarni Wrzenie Świata.

Zamknięta w domu, od marca 2020 roku, byłam stałą słuchaczką transmisji online z Faktycznego Domu Kultury. Spotkania z ciekawymi ludźmi, inspirujące rozmowy, wpisały się w plan moich dni.

Wspólny czas z Instytutem Reportażu wzmacniał mnie psychicznie i rodził nadzieję na lepsze jutro. Dzięki temu czułam się silniejsza.

Dlatego obiecałam sobie, że jak tylko będzie to możliwe, pojadę do Warszawy. Nareszcie poznam to miejsce.

Nawet nie próbowałam marzyć o tym, że również poznam Mariusza Szczygła.

Doprawdy, szczęśliwym się bywa!

morze
Podróże

Morze, góry i cisza

Szczególnie poza sezonem morze uspokaja, a góry podnoszą poziom adrenaliny, mobilizują do aktywności. Dwa w jednym i jeszcze cisza.

Trzydniowy reset, to pierwszy mój wyjazd od dawna. Ostatnie tygodnie przed wprowadzeniem dodatkowych zaostrzeń, w Polsce wystraszonej, podzielonej dwoma kolorami. Żółtym i czerwonym.

Zdążyłam uciec.

Morze

morze

Wsiadłam do pociągu. W przedziale pierwszej klasy czułam się bezpiecznie. Uciekłam, aby podładować wewnętrzny akumulator. Dojechałam do Sopotu. Przywitało mnie słońce. Z bagażem na plecach, korzystałam z każdej minuty. Oddalając się od miejskiego gwaru, jeszcze tętniącego życiem kurortu. szłam przed siebie.

Mijały mnie pojedyncze osoby.

Brzegiem morza

morze

Wystarczy iść. Bosymi stopami poczuć piasek i chlapać morską wodę we wszystkie strony, tak jak kiedyś, w dzieciństwie. Uciec od codzienności i powąchać morze. Bartek spytał mnie jak pachnie? Spokojem, świeżością i nadzieją…jeszcze będzie dobrze.

Potem przywitać mewy, rybitwy, łabędzie i spytać się: czy my się znamy?

Ucieka strach i lęk o jutro.

Jest spokój, obecność tu i teraz. Całkowite zanurzenie w rzeczywistości.

Morze i góry – Klif Orłowski

Po około pięciu kilometrach spaceru brzegiem morza, dochodzę do mola w Gdyni – Orłowo. Idę w kierunku Klifu Orłowskiego. W górę, coraz wyżej. Najpierw starymi schodami, a potem aż do najdalej wysuniętego w morze, naturalnego punktu Gdyni. Namiastka szczytu górskiego.

Zachwycające pionowe zbocze, około 50 metrów nad brzegiem morza. Doskonała widoczność. Dzięki temu na szczycie skarpy oglądam Mierzeję Helską. Mijam osuwiska porośnięte bujną, jesienna roślinnością. Klif Orłowski rozciąga się na długości około 650 metrów.

Wracając oglądam Cypel Redłowski, inaczej nazywany Klifem Orlowskim, od strony morza. W ciemnobrunatnych warstwach piasku podobno są minerały manganu i tytanu. Można znaleźć również węgiel brunatny. Szukam nadmorskich kamieni.

W pobliżu sto lat temu mieszkał:

Stefan Żeromski

morze Stefan Żeromski

Wcale nie mój uczeń, o tym samym imieniu i nazwisku, doskonały tancerz, absolwent Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej, tylko pisarz.

W tak bajecznym otoczeniu, po przebytej grypie hiszpańskiej, zamieszkał, aby powrócić do pełnego zdrowia. W magicznym dworku czuł się spokojny i szczęśliwy.

morze Stefan Żeromski

Odkrywał uroki nadbrzeżnych lasów i wzgórz, dlatego trudno się dziwić, że w takim miejscu pisarza nie opuszczała twórcza wena.

Tutaj powstał zarys powieści: ”Wiatr od morza”. Bywał m.in. Jan Lechoń i Jan Kasprowicz.

Wracałam pełna ciepłych myśli. W ręku trzymałam znaleziony kamień – amulet.

Wdzięczność za dobry czas.

Z pewnością szczęśliwym się bywa!

Obywatele Świata
Ciekawi ludzie

Obywatele Świata

W Polsce czuje się Niemką oglądającą nową, zmienioną Polskę. Podziwia nowoczesne drogi i odrestaurowane zabytki. W Niemczech jest doskonale zasymilowaną i zintegrowaną ze swoim środowiskiem, mieszkanką Hamburga, ale… Polką.

Ania

Siedziała w ogródku rybnego, nadmorskiego baru. Prosty, drewniany stół oddzielało od piasku kilka desek. Wpatrzona w morze, z apetytem jadła pstrąga. Podeszłam i zapytałam, czy mogę się dosiąść? Z aprobatą skinęła głową. Tak, oczywiście.

Młodzi ludzie siedzący tuż obok, przeklinali bez opamiętania. Zauważyłam, że obie byłyśmy wzburzone. U nas w Niemczech, w miejscach publicznych, nie można bezkarnie przeklinać. W takiej sytuacji, Niemcy od razu zwracają uwagę, powiedziała do mnie Ania. Tutaj jest inaczej. Nie rozumiała, dlaczego młode kobiety uśmiechały się, słysząc wulgarne słowa swoich chłopaków.

I tak się zaczęło…

Poznałam swoją rówieśniczkę, która z wielką ochotą opowiedziała mi swoją, niecodzienną historię.

Przyjechała z Hamburga do Gdańska, aby zaopiekować się swoim  starszym, chorym bratem. Będę tu tak długo, jak będzie potrzebował opieki. To jest moja najbliższa rodzina, powiedziała Ania. Pospaceruję brzegiem morza. Powspominam młodość. Popatrzę na tak inną i odległą dla mnie Polskę

Historia Ani

Po polsku mówiła wolno, chwilami z trudem. Wyraźnie słyszałam jej niemiecki akcent. Większość słów rozumiałam Kiedy wtrącała niemieckie słowa, prosiłam o ich przetłumaczenie.

Ania urodziła się w1960 roku, w Gdańsku. Literując niemieckie imię i panieńskie nazwisko swojej matki Niemki, zawsze słyszała klasowe szepty. Szwabka, Szwabka….

Przez wszystkie lata gdańskiej edukacji, czułam się szykanowana.

Opowiadała…

Moja rodzina po wojnie pozostała w Gdańsku. Wówczas mieszkańcy Trójmiasta, którzy nie byli czystego, polskiego pochodzenia, mieli trudne i ciężkie życie. Odpowiednie dla ówczesnej władzy służby, miały swoje metody zastraszania. Pamiętam wieczny lęk.

Mój tata był Polakiem. Początkowo służył w Wermachcie. Po dwóch tygodniach uciekł do Armii Andersa. Skrupulatni Niemcy, nigdy o tym nie zapomnieli, o czym przekonałam się później.

Trzydzieści sześć lat temu

W Gdańsku uczyłam się i pracowałam. W 1984 roku kupiłam wycieczkę do Hamburga. Pojechałam tylko w jedną stronę. Nie znałam języka niemieckiego. Zostałam w Hamburgu. Początki były trudne, ale Niemcy bardzo mi pomogli: w nauce swojego języka i w poszukiwaniu pracy. Czułam się zaopiekowana.

Czekając na mieszkanie władze miejskie, z właściwą sobie skrupulatnością, poinformowały mnie o dniu i godzinie ucieczki mojego taty z Wermachtu. To prawda, moje niemieckie pochodzenie, od strony mojej mamy pomogło mi w szybszym otrzymaniu mieszkania, mówiła Ania.

Dzisiaj

W Hamburgu, wraz z mężem, ciężko pracuję, tak jak większość Niemców. My nie oczekujemy pomocy od państwa.

Ucząca się młodzież i dzieci otrzymują pomoc edukacyjną (przeszło sto euro). Aby otrzymać ten datek od państwa, należy okazać świadectwo ukończenia kolejnej klasy.

Kocham Niemców, mówi Ania. Tak jak oni jestem dobrze zorganizowana, w pracy i w domu. Lubię wokół siebie porządek i czystość, to po mojej mamie.

Teraz mamy obowiązek zakładać maseczki w miejscach publicznych. Niemcy są zdyscyplinowani. Dlatego nie dyskutują o tym, tylko tak robią. Chronimy siebie i innych. To oczywiste.

A tutaj, zobacz sama, ile osób, wewnątrz baru ma maseczki? Egoiści. Nie rozumiem, mówi Ania.

Słucham Ani z ogromnym zainteresowaniem. Ona z wyraźną przyjemnością, po długiej przerwie mówi językiem swojego dzieciństwa.

Wzruszona wspomina odległą przeszłość.

Właściwie niewiele rozmawiamy o polityce. Nie rozumie wielu decyzji obecnych polskich władz. Wielokrotnie prosi mnie o wyjaśnienie i pyta, dlaczego?

Z baru rybnego idziemy do kawiarni. Ania zamawia dla nas kawę i ciasto. Kiedy próbuję zapłacić, mówi: Niemcy nie są skąpi, jak uważa wielu Polaków, są pomocni i bardzo gościnni. Nie dam złego słowa powiedzieć na Niemców!

Reguluje rachunek.

Rozmawiamy długo, aż do zamknięcia kawiarni.

Obywatele świata. Przemieszczają się z miejsca urodzenia,  w różnych kierunkach i z różnych powodów. Właściwie nigdzie nie są, do końca u siebie.

Czy kosztem ich migracji jest utrata tożsamości?

Zastanawiam się długo, po pożegnaniu Ani.

Królestwo Dobra i Prawdy
Psychologia na co dzień

Bajka o Królestwie Dobra i Prawdy

Dawno, dawno temu Król i Królowa zbudowali silne mocarstwo. Wśród bujnych lasów nad brzegiem rzeki, wspinając się na palce mogłaś zobaczyć ogromny pałac.

W Królestwie Dobra i Prawdy panowały zasady, których każdy przestrzegał.

  • Mieszkańcy zawsze mówili prawdę i nie przeklinali.
  • Szanowali innych i dbali o wspólne dobro.
  • Troskliwie opiekowali się słabszymi, starszymi, również zwierzętami.
  • Nie jedli mięsa. Czy człowiek, który kocha może zabić i zjeść przyjaciela, tylko dlatego, że jest silniejszy?
  • Wszyscy żywili się roślinami.

Może dlatego byli mniej agresywni i bardziej pokorni, niż mieszkańcy innych mocarstw, o których istnieniu nie wiedzieli?

To była Kraina Dobra i Prawdy

Królestwo Dobra i Prawdy

W okolicy nigdy nie było bójek i wojen. Dlatego niepotrzebna była broń. Słowo rozwiązywało różnice zdań. Rozmowa wyjaśniała nieporozumienia. Królewskie narady zawsze prowadziły do zgody. Król i Królowa umieli z uwagą słuchać znawców, z różnych dziedzin życia. Potem podejmowali decyzje, dotyczące wszystkich.

Inny w Królestwie Dobra i Prawdy

Właściwie nie byli inni. Może inaczej wyglądali, albo inaczej się zachowywali?

Głusi, niewidomi, karły i ci co mówili do siebie. Nikt się im nie przyglądał ze szczególnym zainteresowaniem. Przecież wszyscy byli mieszkańcami tego samego Królestwa. Często oni i ich opiekunowie nie mogli pracować, tak jak pozostali mieszkańcy. Dlatego Król uznał, że trzeba im pomóc. Podczas jednej z narad ustalono, że chętni mieszkańcy, a było ich wielu wyznaczą, dzisiaj powiemy dyżury przy najsłabszych. Wówczas ich opiekunowie będą mogli, bez niepokoju owocnie pracować dla dobra Królestwa.

Potomstwo Króla i Królowej

Królestwo Dobra i Prawdy

Najpierw urodził się Królewicz Jacek, potem Królewna Małgorzata.

Błogie dzieciństwo upływało w ciepłej, rodzinnej atmosferze. Dzieci były dumne ze swojego ojca i matki. Szacunek jakim darzono ich rodziców, nazywali również swoim szczęściem. 

Wypowiadane słowa miały moc. Mamusiu i Tatusiu… Nigdy nie było wątpliwości, że tak oznacza tak, a nie oznacza nie.

Zakończenie bajki

Królestwo Dobra i Prawdy

Królewna sobie idzie przez zielony las i znajduje piękną rzekę. Nad rzeką na pniu siedzi książę. Królewna się zadziwiła…

Wszystko zniknęło! To nie jest rzeka Królestwa Dobra i Prawdy. Książę przybył z odległej, obcej krainy. Nie ma Króla, Królowej i Królewicza. Po krótkiej rozmowie okazało się, że słowa straciły siłę i moc.

Tak może oznaczać nie, a nie może oznaczać tak.

Inny od tej chwili oznacza gorszy, dlatego on i jego najbliżsi muszą liczyć wyłącznie na siebie, przyjaciół i niewielu ludzi dobrej woli.

Może jest tak, że mieszkańcy Krainy Dobra i Prawdy, którzy żyli w odległych czasach, bez telefonu i Internetu, nie wiedzieli, że są inne MOCARSTWA?

Zabrakło im czujności?

Alan Turing
Ciekawi ludzie

Geniusz przegrał z homofobią – Alan Turing

Szczególnie uzdolniony w dziedzinie nauk ścisłych. Od najmłodszych lat wielbiciel matematyki. Systematycznie i skrupulatnie odkrywał tajemnice Królowej Nauk. Najważniejsza była matematyka i… bieganie. Alan Turing żył 41 lat. Przypuszczalnie popełnił samobójstwo. W majestacie ówczesnego, brytyjskiego prawa przegrał z homofobią.

Alan Turing – genialny matematyczny umysł

Alan Turing

Twórca Maszyny Turinga i współtwórca informatyki.

Brytyjski matematyk był kryptologiem.

  • Urodził się 23 czerwca 1912 roku
  • Studiował matematykę
  • W Cambridge, w swojej pracy „O liczbach obliczalnych” opisał abstrakcyjną wówczas maszynę, która miała wykonywać zaprogramowane matematycznie operacje, czyli algorytm
  • W latach 1939 – 1940 zaprojektował Bombę Turinga, dzięki której możliwe było łamanie kodów niemieckiej maszyny szyfrujące, Enigmy
  • Współpracował z polskimi matematykami: Jerzym Różyckim, Henrykiem Zygalskim i Marianem Rejewskim. Polacy złamali kod wczesnej Enigmy i przekazali swoją wiedzę Brytyjczykom, krótko przed wybuchem II Wojny Światowej
  • Złamanie Enigmy skróciło wojnę o kilka lat, ratując życie wielu ludzi
  • Przez ponad 50 lat Enigma pozostawała tajemnicą rządową
  • Maszyny Turinga, dzisiaj powiemy komputery, są inspiracją kolejnych pokoleń naukowców
  • Alan Turing interesował się również biologią. Stworzył matematyczny wzorzec ulistnienia roślin
  • W tzw. Testach Turinga próbował zdefiniować sztuczną inteligencję.

Uzdolniony umysł Alana Turinga pokonał wszelkie trudności Królowej Nauk. Twierdzenia, dowody i konieczne założenia.

Alan Turing – biegacz

Alan Turing

Ciało matematyka jakby samo biegało. Z lekkością, zdawałoby się bez wysiłku, pokonywał siebie i kolejne kilometry. Z matematyczną precyzją i wytrwałością odnosił kolejne sukcesy biegowe. Trenował biegi długodystansowe.

W 1947 roku przebiegł maraton, z bardzo dobrym czasem: 2 godziny, 46 minut i 3 sekundy.

Marzył o olimpiadzie.

Bieganie było bardzo ważne, bo jak sam wspominał:

  • Otwierało umysł na kreatywne pomysły
  • Było ucieczką przed rutyną, natłokiem myśli i ciężką intelektualną pracą
  • Uspokajało myśli i dawało ukojenie po stresujących zajęciach
  • Pozwalało ułożyć w głowie kolejne pomysły.

Alan Turing przez większość swojego życia biegał i jeździł na rowerze. Przybiegał na spotkania naukowe, ścigając się z… transportem publicznym!

Ofiara homofobii? Alan Turing

Alan Turing

Był dziwny. Bardzo skryty. Wycofany i ekscentryczny.

Alergik i hipochondryk.

Chroniąc się przed katarem siennym pracował w masce gazowej.

We wczesnej młodości zakochał się w przyjacielu. Zrozumiał, że jest gejem. Wiele lat ukrywał swoje skłonności. Kiedy odkryto jego tajemnicę, został odsunięty od badań związanych z konstrukcją komputera.

Naznaczony i wykluczony ze swojego środowiska Alan Turing był oskarżony o naruszenie moralności publicznej. Zamiast dwóch lat więzienia wybrał roczną terapię hormonalną (przyjmowanie estrogenu). Kastrację chemiczną odbywał pod nadzorem lekarza psychiatry.

Nie dał rady. 7 czerwca 1954 roku, przypuszczalnie popełnił samobójstwo.

 Miał 41 lat.

Do 1967 roku homoseksualizm na wyspach brytyjskich był nielegalny i uznawany za chorobę psychiczną.

  • W 2009 roku premier Gordon Brown przeprosił w imieniu rządu Wielkiej Brytanii, za całkowicie “niesprawiedliwe i straszne” potraktowanie Turinga
  • W 2013 roku Królowa Elżbieta II pośmiertnie ułaskawiła Turinga
  • W 2019 roku przez Brytyjczyków został uznany za najwybitniejszą postać XX wieku.

Alan Turing pokonał zawiłości matematyki, trud biegacza długodystansowego, ale nie mógł pokonać naznaczenia i wykluczenia.

W majestacie ówczesnego brytyjskiego prawa, przegrał z homofobią.

Od śmierci Turinga wiele się zmieniło.

Jednak mowa nienawiści nadal trwa.

Złe, wykluczające słowa bolą i bardzo ranią.

Chciałabym, aby każdy z nas: tęgi lub szczupły, o białej lub czarnej karnacji skóry, heteroseksualny lub homoseksualny…,każdego dnia mógł, bez strachu wyjść z domu.

Bez obaw i lęku…

Witamina N
Psychologia na co dzień

Witamina N – na lęk i strach

Najpierw było niedowierzanie. Codzienne śledzenie, aktualnych informacji o liczbie osób, które zachorowały albo zmarły na koronawirusa. Panika i strach towarzyszył mi, przez wiele tygodni. Potem tylko raz dziennie oglądałam Fakty TVN. Stopniowo coraz rzadziej.

W mojej codziennej diecie pojawiła sie witamina N. Zadziałała bardzo szybko. Oswoiłam swój lęk. Uspokoiłam się i pokornie zaakceptowałam niezmienialną rzeczywistość.

Witamina N – jak natura

Witamina N
Witamina N

Zostałam w domu, tak jak inni. Pochłonęła mnie zdalna praca. W wirze codziennej, wielogodzinnej pracy przy komputerze, chyba nie zauważyłam, że nadeszłą piękna wiosna. Nie widziałam kolorowych, kwitnących krzewów? Moja codzienność obróciła sie do góry nogami, a natura wcale się nie zmieniła.

Kurację witaminą N rozpoczęłam, podczas coraz dłuższych spacerów. Zachowując bezpieczną odległość, omijałam ludzi i obserwowałam wiosenną przyrodę. W pobliskim parku wsłuchiwałam się w śpiew ptaków. Przyglądałam sie trawnikom. Były bogato przyozdobione żółtymi, mniszkami lekarskimi, których liście zaczęłąm dodawać do wieczornej sałatki.

Widok zieleni zadziałał na mnie kojąco.

Witamina N – kąpiele leśne

Witamina N
Witamina N

Dlatego odważyłam się na więcej. Systematyczne wyjazdy, do podmiejskiego lasu pozwoliły mi wrócić do równowagi. Jestem spokojniejsza.

Rozmawiania z drzewami, nauczyła mnie moja babcia. Wybierałyśmy, najczęściel iglaste drzewa i każda z nas przytulała się do swojego. Zgodnie ze wskazówkami babci, wąchałam korę drzew. Przytulona do drzewa, głowę podnosiłam jak najwyżej ku górze.

Babcia czule przemawiała do naszych drzew. Była przekonana, że ich dobra energia wzmacnia nasze ciała.

Taki rytuał praktykowałam z moimi córkami, a teraz wnukami.

Kiedyś nikt intuicji mojej babci, nie umiał wytłumaczyć wiedzą naukową.

Shirin – yoku

Witamina N

to japońska sztuka kąpieli leśnych.

Gwarantuje szybki relaks, odpoczynek i duchowe przeżycie. Leczy depresję, poprawia koncentrację i pamięć.

Jest swoista terapią zdrowotną, którą stosuje się np. w Centrum Terapii Lasem.

Shirin – yoku powstało w Japonii w latach 80. jako program profilaktyki leśnej i poprawy kondycji psychicznej mieszkańców kraju.

Nauka udowodniła, że doświadczając las wszystkimi zmysłami:

  • obniżamy ciśnienie krwi,
  • pozwalamy na produkcję komórek, które niszczą komórki rakowe i wspierają naszą odporność w walce z wirusami,
  • obniżamy poziom kortyzolu – hormonu stresu,
  • połykamy naturalny antybiotyk – fitoncydy, który emitowany przez drzewa działa bakteriobójczo i grzybobójczo.

Wyłączam komórkę i chodzę boso po trawie. Przytulam się do drzew, tak jak nauczyła mnie moja babcia.Wącham konary drzew, kwiaty i liście. Słucham śpiewu ptaków i szumu gałęzi.

Wzrokiem, słuchem, smakiem, węchem i dotykiem kąpię się w lesie.

Witamina N pozbawia mnie lęku i strachu.

Świadomie przeżywam czas koronawirusa.

Krystyna Łybacka
Ciekawi ludzie

Krystyna Łybacka

Nareszcie spotkamy się i wypijemy czerwone wino, bo przecież Ty takie najbardziej lubisz, powiedziała Krysia podczas naszej ostatniej rozmowy. Będzie dymek i My, bez polityki i pośpiechu. W końcu porozmawiamy…

Nie zdążyłyśmy.

Zmarła 20 kwietnia 2020 roku.

Studiowałam Matematykę Stosowaną na Politechnice Poznańskiej. Wówczas Krystyna Łybacka była krótko po doktoracie. Przez pewien czas opiekowała się naszą grupą. Zawsze elegancka, energicznym krokiem wchodziła do sali ćwiczeń. Prowadziła zajęcia ze statystyki matematycznej. Imponowała mi doskonałym przygotowaniem do zajęć, piękną polszczyzną, jasnym i zrozumiałym sposobem wyjaśniania matematycznych zawiłości.

Moją pracę dyplomową, powiązaną ze statystyką matematyczną, pisałam pod Jej opieką.

Dlatego zaczęłyśmy się częściej spotykać. Poznałam Krystynę Łybacką, głęboką humanistkę. Znawczynię literatury, malarstwa i filozofii. Nasze niekończące się rozmowy o sztuce były dla mnie wielką, intelektualną przygodą.

Po raz pierwszy Wysokie Tatry zobaczyła w mojej, górskiej kurtce. W tamtych czasach sklepy były puste. Taki zakup graniczył z cudem. Mnie się udało. Może dlatego, że w Tatrach zakochałam się wcześniej?

Potem była literatura górska i wymiana zdobytych książek. Długie rozmowy o pięknie gór i dylematach egzystencjonalnych, których trudno uniknąć stając na szczycie, tak blisko nieba.

Krystyna Łybacka przekonała mnie, że nie jestem dziwna.”To zupełnie normalne Madziu, że matematyk może spełniać się jako humanista”. Twierdziła, że często nie działa to w drugą stronę. Może dlatego, jako Minister Edukacji Narodowej i Sportu, podjęła kontroweryjną decyzję o wycofaniu matematyki, jako obowiązkowego przedmiotu na maturze.

Była mądra, ciepła i serdeczna. Wielu osobom pomagała bezinteresownie. Nie zapominała o swoich obietnicach. Dotrzymywała danego słowa.

Potem kiedy stała się postacią publiczną, widywałyśmy się sporadycznie.

Miałyśmy różne poglądy polityczne. Jednak w żaden sposób nie wpłynęło to na nasze relacje. Krysia szanowała moje, czasem odmienne opinie.

Kiedy dowiedziała się o problemach z własnością budynku, Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej w Poznaniu, będąc w Poznaniu przyszła i rozmawiała z dyrekcją szkoły. Wstawiła się za nami.

Zawsze zadziwiało mnie to, że nigdy w natłoku swoich publicznych obowiązków nie zapomniała o moich imieninach i życzeniach świątecznych.

Ten jeden raz, przed minioną Wielkanocą zamilkła. Nie odpowiedziała na moje życzenia.

Czułam, że dzieje się coś złego.

Krysia żyje w moich myślach.

Napisałam m.in. o Krystynie Łybackiej 6 kobiet, które zainspirowały mnie do ciekawszego życia

Miałam szczęście poznać wyjątkowego człowieka.

Jestem wdzięczna.

Dziękuję.

High Line - Nowy Jork
Podróże

High Line – Nowy Jork

Świat się zatrzymał. Stanął w miejscu. Wirus zmienił wszystko. I już nic nie będzie takie samo. Ludzie, rzeczy i miejsca, które miałam szczęście zobaczyć. Raptem miesiąc przed nieplanowanym i niewyobrażalnym zatrzymaniem. Nowy Jork zamieszkały przez około 9 milinów ludzi, ogromna aglomeracja, centrum m.in. biznesu, finansów i sztuki, świeci pustkami. Masowo chorują i umierają ludzie.

Najnowsza część High Line – podniebnego parku, Hudson Yard w styczniu 2020 był jeszcze w trakcie budowy. Zakończenie prac planowano na rok 2024.

Świat się zatrzymał. Co będzie później? Nikt nie zna odpowiedzi na to pytanie.

Tak było w styczniu 2020 roku…

High Line – co to jest?

High Line -  Nowy Jork

Pytałam siebie, czytając przewodnik po Nowym Jorku.

Nazywany podniebnym parkiem, wyglądał zadziwiająco. Dzięki kształtowi i położeniu. Ogród jest linią długości około 2,5 kilometra i szerokości kilku metrów. Znajduje się na znacznym podwyższeniu, dlatego nazywa się podniebnym. Zastąpił podupadającą, kolejową estakadę. Pomimo styczniowych dni, zobaczyłam zieloną przestrzeń, tetniącą życiem.

High Line – co tu jest?

High Line -  Nowy Jork

Trudno opisać, a jeszcze trudniej zrobić wiarygodne, oddające urok tego miejsca, zdjęcie.

Tutaj są:

  • niecodzienne widoki. Z jednej strony na Manhattan, a z drugiej na rzekę Hudson.
  • Bujna roślinność, nawet podczas zimowego spaceru. Podobno rośnie tutaj 500 gatunków roślin i drzew.
  • W sezonie również są spektakle teatralne i wydarzenia artystyczne.
  • Spragnieni mogą napić sie wody pitnej, bezpośrednio z licznych fontann.

Wzdłuż High Line spacerowałam chodnikiem, sąsiadującym z torami kolejowymi, doskonale wkomponowanymi w podniebne otoczenie.

Dlaczego zadziwia?

High Line -  Nowy Jork

Ponieważ trudno wyobrazić sobie tak długi spacer, kilka metrów nad poziomem, bardzo ruchliwej ulicy.

  • Najbardziej zadziwiła mnie dzikość tego miejsca. Doskonale dobrane, pozornie przypadkowe kompozycje roślin, przypominały mi naturalną łąkę.
  • Wśród punktów widokowych, miejsc odpoczynku, widziałam kamienie, stare, zabytkowe tory kolejowe i fragmenty nieistniejących od lat murów budynków fabryk.
  • W jednej z nich, w której kiedyś była fabryka biszkoptów, znajduje się Chelsea Market. Niezwykle stylowe miejsce. Zabytkowa galeria, w której nie zapomniano o przeszłości. Wśród luksusowych sklepów, klubów, restauracji znalazłam liczne tablice pamiątkowe, wystawy starych zdjęć i dobrze zachowane zabytkowe mury.

Tutaj przeszłość zaprzyjaźniła się z teraźniejszością.

Przekształcono nieużywaną, przemysłową część miasta w nową, niezwykle klimatyczną przestrzeń publiczną.

Teraz wszystko się zatrzymało. Nowy Jork opustoszał.

Jeszcze w styczniu 2020 roku dla zatłoczonego miasta, High Line było oazą spokoju.

Dzisiaj wszystko się zmieniło.

Zostaję w domu i poszukuję spokoju oglądając zdjęcia z High Line, w Nowym Jorku.

Sztuka - lek na niepokój
Inne, Podróże, Psychologia na co dzień

Sztuka – lek na niepokój

Dzisiaj, w atmosferze zagrożenia potrzebny jest spokój. Opanowanie i rozwaga. Dlatego oglądam i porządkuję zdjęcia, z mojej podróży do Nowego Jorku. Zdjęcia, które zrobiłam w The Metropolitan Museum of Art i Museum of Modern Art. Wybieram obrazy, które relaksują. Pomagają przywrócić wewnętrzny spokój.

Claude Monet

Spokój - sztuka

Giverny to tytuł obrazu, ale również nazwa małej miejscowości we Francji. Tutaj malarz przeprowadził się po śmierci żony.

  • W małej miejscowości we Francji znalazł spokój.
  • Dom z ogrodem inspirował, jednego z najważniejszych przedstawicieli impresjonizmu do twórczości.
  • Sztalugi ustawione wśród kolorowych kwiatów pozwalały zapomnieć.
  • Uciec przed depresją.
  • Próbuję wyobrazić sobie to miejsce i piękno przyrody.
  • Zamyślonego malarza, pochłoniętego pracą. Śpiew ptaków, albo wyzwalającą ciszę.

W grudniu 1926 roku zmarł na raka płuc. Claude Monet jest pochowany obok miejscowego kościoła. W domu, w którym mieszkał do końca, jest muzeum poświęcone artyście.

Chciałabym zobaczyć to miejsce.

Pablo Picasso

Spokój - sztuka

Pipe Rack and Still life on a Table. Można przetłumaczyć: Stojak na fajki i martwa natura na stole.

To jeden z serii obrazów na zamówienie właściciela dworu w Brooklynie. Hamilton Easter Field, amerykański malarz, krytyk i mecenas sztuki chciał, aby dzieła Picassa ozdobiły jego bibliotekę. Zbliżając się bardzo blisko do obrazu, albo powiększając zdjęcie, można zauważyć symboliczne odniesienia:

  • W prawym górnym rogu do Damy Kameliowej – Alexandre Dumas.
  • W prawym dolnym rogu, inicjały zamawiającego.
  • W lewym górnym rogu, stojak na fajki

Lubię miejsca, w których mieszkają książki. Przed oczyma widzę bibliotekę, w dworku na Brooklynie. Tutaj spotykali się malarze, aby omówić szczegóły zamówienia. Wokół były książki. Przypuszczalnie ogromne regały, pełne wówczas ważnych tytułów.

Książki dają spokój.

Georges Pierre Seurat

Spokój - sztuka

Evening, Honfleur. Artysta namalował w małym mieście portowym, obecnie we Francji.

  • Zastosował nowatorską technikę kropkowania – neoimpresjonizm.
  • Nakładane obok siebie drobne plamki wypełniają cały obraz.
  • Czyste, nasycone barwy różnie się błyszczą, w zależności od kąta padania światła.
  • Widzenie się zmienia wraz z oddalaniem się od obrazu. Efekt doskonały.
  • Kropki w moich oczach zlewają się tworząc nieuchwytną przestrzeń.

Georges Pierre Seurat rysował od zawsze. Wiedział, że chce zostać malarzem. Podczas studiów w Akademii Sztuk Pięknych w Paryżu wiele czasu spędzał w bibliotece. Czytał mistrzów słowa. Wędrował po muzeach i studiował wielkich impresjonistów.

Patrzę, uśmiecham się do siebie i czuję spokój.

Camille Pissarro

Spokój - sztuka

The Garden of the Tuileries on a Winter Afternoon – Ogród Tuileries w
zimowe popołudnie.

  • Artysta wynajął mieszkanie w Paryżu.
  • Z pewnością nieprzypadkowo to, a nie inne.
  • Widok zainspirował malarza do serii obrazów.
  • Mógł obserwować ludzi i przyrodę, zmieniającą barwy w zależności od pory dnia i roku.
  • Naprzeciwko widział ogrody Tuileries, a po lewej stronie Luwr.

Eleganckie panie, uwięzione w gorsetach spacerują wśród drzew.

Dzisiaj, pisząc zmieniłam myśli. Zostałam w domu, aby nie stwarzać zagrożenia sobie i innym. Nie sprawdzałam wielokrotnie, liczby osób zarażonych wirusem.

Dla mnie sztuka okazała się skutecznym lekiem, na wzrastający niepokój.

Może Tobie również pomoże?

The Metropolitan Museum of Art
Podróże

The Metropolitan Museum of Art – ubrane w obrazy

Znałam menu. Vincent Van Gogh, Edgar Degas, Claude Monet, Pablo Picasso, Amedeo Modigliani, Henri Matisse i inni. Olśniewająca kolekcja. Sale pełne znakomitych obrazów. Kilka godzin zadumy i refleksji. Uczta dla mojej duszy. Smakowity podwieczorek był zaskakującą niespodzianką. Malarstwo można oglądać. To było oczywiste. Nie wiedziałam, że można się również ubierać, w tak fascynujące dzieła sztuki.

The Metropolitan Museum of Art 

The Metropolitan Museum of Art

W skrócie the Met.

  • Zbiera, konserwuje i prezentuje znaczące dzieła sztuki, ze wszystkich czasów i kultur.
  • Ma trzy lokalizacje.
  • Główny gmach znajduje się przy Piątej Alei, Nowego Jorku
  • Muzeum obchodzi w tym roku 150. lecie istnienia.
  • W ramach świętowania, oprócz stałych ekspozycji są czasowe, przeróżne wystawy. Częściowo prezenty dla muzeum.

W dolnej części głównego gmachu jest Instytut Kostiumów. Kolekcjonuje i konserwuje elementy garderoby. Tysiące przedmiotów od XV wieku do współczesności.

Tutaj czekał na mnie wyśmienity podwieczorek.

„In Pursuit of Fashion: The Sandy Schreier Collection”

The Metropolitan Museum of Art - Instytut Kostiumów

Obecnie okolicznościową wystawę prezentuje Sandy Schreier. Historyk mody i kolekcjonerka, która przez pół wieku zgromadziła jedną z największych, prywatnych kolekcji mody w USA. M.in. odzież damską, akcesoria garderoby i ilustracje modowe.

The Metropolitan Museum of Art - Instytut Kostiumów

Weszłam do kameralnego, doskonale oświetlonego pomieszczaniu. Pełnego dźwięków przyciszonej, nastrojowej muzyki. Manekiny wysokości modelek stały najczęściej w grupach, zwrócone twarzą do siebie. Dla mnie nieobecne. Dystyngowane i unikalnie eleganckie. Niepowtarzalne.

The Metropolitan Museum of Art - Instytut Kostiumów

Zmysłowo ubrane. Najczęściej zgodnie z haute couture. Luksusowym krawiectwem, tworzącym ubrania dla konkretnego klienta. Z najlepszych materiałów. Jedwabiu, aksamitu, skóry, bajecznej koronki…

Modele kolekcji, w większości uszyto ręcznie.

Moda jako sztuka

The Metropolitan Museum of Art - Instytut Kostiumów

W obrazy można się ubierać. Kogoś na to stać. Dla kogoś jest to bardzo ważne.

Pojedynczy egzemplarz zatrzymuje czas, epokę i przeszłość. Misterna praca artystów. Pojedyncze cekiny przyszyte ręcznie do „lejącej” tkaniny, tworzą pejzaż. Niczym obraz, który w zmieniającym się świetle wywołuje różne emocje.

Nie wierzę własnym oczom. Podchodzę najbliżej jak to tylko możliwe, do zmysłowej tuniki. Tańczące kwiaty namalowane ręcznie, na jedwabnej, złocistej sukience przechylają w różne strony!

 Wiatr, światło, czy moje emocje?

Wspaniały podwieczorek i radosne smakowanie sztuki w modzie!

1 2 3 8 9
Privacy Settings
We use cookies to enhance your experience while using our website. If you are using our Services via a browser you can restrict, block or remove cookies through your web browser settings. We also use content and scripts from third parties that may use tracking technologies. You can selectively provide your consent below to allow such third party embeds. For complete information about the cookies we use, data we collect and how we process them, please check our Privacy Policy
Youtube
Consent to display content from Youtube
Vimeo
Consent to display content from Vimeo
Google Maps
Consent to display content from Google
Spotify
Consent to display content from Spotify
Sound Cloud
Consent to display content from Sound