Krystyna Janda - Aleja Zasłużonych
Ciekawi ludzie

Aleja Zasłużonych

Nareszcie na żywo! Teatr Polonia. Miejsce, które bardzo lubię.Tutaj czas biegnie w przyspieszonym tempie. Mój teatr i dramat „Aleja Zasłużonych”, autorstwa Jarosława Mikołajewskiego. Poety, którego poznałam osobiście, dzięki Joannie Roszak, również poetce. Wówczas, wsłuchana w słowa poety, myślałam: skromność, empatia i szczególna wrażliwość.

Kropki się połączyły: Krystyna Janda, Teatr Polonia i Jarosław Mikołajewski.

Życie artystki

Aleja Zasłużonych

Bohaterka jest cenioną poetką i tłumaczką. Wyróżniona wieloma nagrodami. Przyznaje, że jej twórczość przyczynia się do rozwoju języka ojczystego i polskiej kultury. 

  • Pisanie to tworzenie. Nielimitowany czas pracy. Czasami artystka pisze tylko kilka słów. Potem w oderwaniu od świata tworzy nieprzerwanie.

Poetka jest skromna i niezaradna życiowo. Zapomina o sobie. 

  • Zbliża się do siedemdziesiątki i uświadamia sobie, że nie ma pieniędzy na własny pogrzeb.
  • Podirytowana bylejakością życia, swój ból istnienia wyraża przekleństwami.

Rzecz dzieje się współcześnie. Polska inteligencja, w prawdziwym tego słowa znaczeniu, nie rozumie rozpędzonych zmian naszej rzeczywistości. Zgody większości z nas, na niszczenie wywalczonych przez poprzednie pokolenia, demokratycznych wartości.

Wszyscy przemijamy, cóż zostawimy po sobie?

Śmierć

Aleja Zasłużonych

„Trzeba umieć wąchać swój czas” powiedział Zbigniew Cybulski, bo wszyscy odejdziemy.

  • Potem jest tylko pamięć o nas mówi poetka, ateistka, Krystyna Janda.
  • Nie chce swojemu mężowi, katolikowi, Olgierdowi Łukaszewiczowi pozostawić nieuporządkowanych spraw doczesnych.
  • Narazić go na koszty swojego pogrzebu.

Dlatego postanawia dowiedzieć się czy jej miejscem pochówku będzie

Aleja Zasłużonych

Aleja Zasłużonych

Pusta scena, dwa krzesła i stół. Pełnią różne funkcje. Spogląda na mnie wyświetlana w powiększeniu twarz poetki i jej męża.

  • Kto oceni zasługi poetki? Kto zadecyduje, że może być pochowana, bezkosztowo w Alei Zasłużonych?
  • Dlaczego jedni „Wielcy Współcześni” są żegnani z honorami, a inni nie?

O naszym życiu i śmierci często decyduje władza – jednostki. 

  • W latach 70. XX wieku, poprzedniej epoki, z cenzurą słowa pisanego, wiele cennych książek poznawałam w tzw. drugim obiegu. Tak zadecydował człowiek – cenzor. 
  • Dla tej władzy, jak mówił mój tata, człowiek myślący, zadający pytania jest niewygodny i niebezpieczny. Dlatego artyści niespolegliwi wobec władzy, albo sami odsuwali się od życia publicznego, albo byli do tego zmuszani. 

Spolegliwi tamtej epoki zaslugiwali na pochówek w Alei Zasłużonych.

A dzisiaj…?

Mistrzowsko zagrane przedstawienie!

Krystyna Janda, Olgierd Łukaszewicz, Emilia Krakowska, Dorota Landowska i Grzegorz Warchoł.

Gorąco polecam!

Kilka dni temu Krystyna Janda i Jarosław Mikołajewski dołączyli do grona laureatów Nagrody Apoxsiomeno przyznawanej przez International Police Association ludziom kultury, nauki i sportu, którzy w swoich działaniach łączą sztukę z propagowaniem prawa, wolności i demokracji.

Bardzo się cieszę i gratuluję Drogim Artystom.

Wrzenie Świata
Ciekawi ludzie, Story of the Day

Wrzenie Świata – Mariusz Szczygieł

To była nagła decyzja. Pojechałam do Warszawy. Nie wiedziałam, że wkrótce będzie to niemożliwe. Polska zalała się czerwienią. Dlatego Wrzenie Świata zostało zamknięte. Mam nadzieję, że czasowo i na krótko. Dzisiaj, w tak gorących czasach, nazwa brzmi szczególnie intrygująco. Wrzenie Świata. Miejsce, które od dawna próbowałam sobie wyobrazić. Księgarnia, która jest tak blisko centrum Warszawy, tuż obok ulicy Nowy Świat. 

Niepowtarzalna i urokliwa.

Jak to możliwe, że nie byłam tu wcześniej?

Wrzenie Świata

Wrzenie Świata

Na stronie Wrzenie Świata przeczytałam: „Wszyscy o wszystkim mało wiemy” i poczułam się trochę usprawiedliwiona.

W księgarni można:

  • Kupić albo tylko poczytać i powąchać książki
  • Wypić kawę i zjeść małe co nieco, jak powiedział Kubuś Puchatek
  • Zobaczyć w gablotach stare wydania książek, znanych reportażystów 
  • Obejrzeć pamiątkowe zdjęcia
  • Naładować komórkę
  • Uczestniczyć w spotkaniach autorskich, premierach książek, pokazach fotograficznych i filmowych 
  • Można również mieć niezwykłe szczęście i spotkać współtwórcę księgarni.

Mariusza Szczygła

Mariusz Szczygieł - Wrzenie Świata

Na początku października poznałam Wrzenie Świata.

Szczęśliwa, oglądałam książki i urokliwe wnętrze księgarni.

Nagle, zatopiona w myślach usłyszałam aksamitny głos.

  • Obok mnie stał Mariusz Szczygieł
  • Nienagannie ubrany,  wytworny i szczupły
  • Wysoki i wysportowany mężczyzna
  • Oniemiałam, patrzyłam z niedowierzaniem
  • Słuchałam, zauroczona bogactwem słów i tak rzadkimi dzisiaj, nienagannymi manierami.

Mariusz Szczygieł zrobił nam zdjęcie, które jest dla mnie przeogromną radością. Wcześniej, nawet nie próbowałam o tym marzyć!

Potem, bez zniecierpliwienia, przeprosił, pożegnał się i wyszedł. 

Wrzenie Świata

Dziennikarz, reportażysta i pisarz. Założyciel i członek zarządu Fundacji Instytutu Reportażu. Dzięki temu wraz z Wojciechem Tochmanem, stworzył Wydawnictwo Dowody na Istnienie. Doskonała nazwa!

Wydarzenia kulturalne Instytutu Reportażu organizowane są w Faktycznym Domu Kultury. Tuż obok, naprzeciwko księgarni Wrzenie Świata.

Zamknięta w domu, od marca 2020 roku, byłam stałą słuchaczką transmisji online z Faktycznego Domu Kultury. Spotkania z ciekawymi ludźmi, inspirujące rozmowy, wpisały się w plan moich dni.

Wspólny czas z Instytutem Reportażu wzmacniał mnie psychicznie i rodził nadzieję na lepsze jutro. Dzięki temu czułam się silniejsza.

Dlatego obiecałam sobie, że jak tylko będzie to możliwe, pojadę do Warszawy. Nareszcie poznam to miejsce.

Nawet nie próbowałam marzyć o tym, że również poznam Mariusza Szczygła.

Doprawdy, szczęśliwym się bywa!

Obywatele Świata
Ciekawi ludzie

Obywatele Świata

W Polsce czuje się Niemką oglądającą nową, zmienioną Polskę. Podziwia nowoczesne drogi i odrestaurowane zabytki. W Niemczech jest doskonale zasymilowaną i zintegrowaną ze swoim środowiskiem, mieszkanką Hamburga, ale… Polką.

Ania

Siedziała w ogródku rybnego, nadmorskiego baru. Prosty, drewniany stół oddzielało od piasku kilka desek. Wpatrzona w morze, z apetytem jadła pstrąga. Podeszłam i zapytałam, czy mogę się dosiąść? Z aprobatą skinęła głową. Tak, oczywiście.

Młodzi ludzie siedzący tuż obok, przeklinali bez opamiętania. Zauważyłam, że obie byłyśmy wzburzone. U nas w Niemczech, w miejscach publicznych, nie można bezkarnie przeklinać. W takiej sytuacji, Niemcy od razu zwracają uwagę, powiedziała do mnie Ania. Tutaj jest inaczej. Nie rozumiała, dlaczego młode kobiety uśmiechały się, słysząc wulgarne słowa swoich chłopaków.

I tak się zaczęło…

Poznałam swoją rówieśniczkę, która z wielką ochotą opowiedziała mi swoją, niecodzienną historię.

Przyjechała z Hamburga do Gdańska, aby zaopiekować się swoim  starszym, chorym bratem. Będę tu tak długo, jak będzie potrzebował opieki. To jest moja najbliższa rodzina, powiedziała Ania. Pospaceruję brzegiem morza. Powspominam młodość. Popatrzę na tak inną i odległą dla mnie Polskę

Historia Ani

Po polsku mówiła wolno, chwilami z trudem. Wyraźnie słyszałam jej niemiecki akcent. Większość słów rozumiałam Kiedy wtrącała niemieckie słowa, prosiłam o ich przetłumaczenie.

Ania urodziła się w1960 roku, w Gdańsku. Literując niemieckie imię i panieńskie nazwisko swojej matki Niemki, zawsze słyszała klasowe szepty. Szwabka, Szwabka….

Przez wszystkie lata gdańskiej edukacji, czułam się szykanowana.

Opowiadała…

Moja rodzina po wojnie pozostała w Gdańsku. Wówczas mieszkańcy Trójmiasta, którzy nie byli czystego, polskiego pochodzenia, mieli trudne i ciężkie życie. Odpowiednie dla ówczesnej władzy służby, miały swoje metody zastraszania. Pamiętam wieczny lęk.

Mój tata był Polakiem. Początkowo służył w Wermachcie. Po dwóch tygodniach uciekł do Armii Andersa. Skrupulatni Niemcy, nigdy o tym nie zapomnieli, o czym przekonałam się później.

Trzydzieści sześć lat temu

W Gdańsku uczyłam się i pracowałam. W 1984 roku kupiłam wycieczkę do Hamburga. Pojechałam tylko w jedną stronę. Nie znałam języka niemieckiego. Zostałam w Hamburgu. Początki były trudne, ale Niemcy bardzo mi pomogli: w nauce swojego języka i w poszukiwaniu pracy. Czułam się zaopiekowana.

Czekając na mieszkanie władze miejskie, z właściwą sobie skrupulatnością, poinformowały mnie o dniu i godzinie ucieczki mojego taty z Wermachtu. To prawda, moje niemieckie pochodzenie, od strony mojej mamy pomogło mi w szybszym otrzymaniu mieszkania, mówiła Ania.

Dzisiaj

W Hamburgu, wraz z mężem, ciężko pracuję, tak jak większość Niemców. My nie oczekujemy pomocy od państwa.

Ucząca się młodzież i dzieci otrzymują pomoc edukacyjną (przeszło sto euro). Aby otrzymać ten datek od państwa, należy okazać świadectwo ukończenia kolejnej klasy.

Kocham Niemców, mówi Ania. Tak jak oni jestem dobrze zorganizowana, w pracy i w domu. Lubię wokół siebie porządek i czystość, to po mojej mamie.

Teraz mamy obowiązek zakładać maseczki w miejscach publicznych. Niemcy są zdyscyplinowani. Dlatego nie dyskutują o tym, tylko tak robią. Chronimy siebie i innych. To oczywiste.

A tutaj, zobacz sama, ile osób, wewnątrz baru ma maseczki? Egoiści. Nie rozumiem, mówi Ania.

Słucham Ani z ogromnym zainteresowaniem. Ona z wyraźną przyjemnością, po długiej przerwie mówi językiem swojego dzieciństwa.

Wzruszona wspomina odległą przeszłość.

Właściwie niewiele rozmawiamy o polityce. Nie rozumie wielu decyzji obecnych polskich władz. Wielokrotnie prosi mnie o wyjaśnienie i pyta, dlaczego?

Z baru rybnego idziemy do kawiarni. Ania zamawia dla nas kawę i ciasto. Kiedy próbuję zapłacić, mówi: Niemcy nie są skąpi, jak uważa wielu Polaków, są pomocni i bardzo gościnni. Nie dam złego słowa powiedzieć na Niemców!

Reguluje rachunek.

Rozmawiamy długo, aż do zamknięcia kawiarni.

Obywatele świata. Przemieszczają się z miejsca urodzenia,  w różnych kierunkach i z różnych powodów. Właściwie nigdzie nie są, do końca u siebie.

Czy kosztem ich migracji jest utrata tożsamości?

Zastanawiam się długo, po pożegnaniu Ani.

Alan Turing
Ciekawi ludzie

Geniusz przegrał z homofobią – Alan Turing

Szczególnie uzdolniony w dziedzinie nauk ścisłych. Od najmłodszych lat wielbiciel matematyki. Systematycznie i skrupulatnie odkrywał tajemnice Królowej Nauk. Najważniejsza była matematyka i… bieganie. Alan Turing żył 41 lat. Przypuszczalnie popełnił samobójstwo. W majestacie ówczesnego, brytyjskiego prawa przegrał z homofobią.

Alan Turing – genialny matematyczny umysł

Alan Turing

Twórca Maszyny Turinga i współtwórca informatyki.

Brytyjski matematyk był kryptologiem.

  • Urodził się 23 czerwca 1912 roku
  • Studiował matematykę
  • W Cambridge, w swojej pracy „O liczbach obliczalnych” opisał abstrakcyjną wówczas maszynę, która miała wykonywać zaprogramowane matematycznie operacje, czyli algorytm
  • W latach 1939 – 1940 zaprojektował Bombę Turinga, dzięki której możliwe było łamanie kodów niemieckiej maszyny szyfrujące, Enigmy
  • Współpracował z polskimi matematykami: Jerzym Różyckim, Henrykiem Zygalskim i Marianem Rejewskim. Polacy złamali kod wczesnej Enigmy i przekazali swoją wiedzę Brytyjczykom, krótko przed wybuchem II Wojny Światowej
  • Złamanie Enigmy skróciło wojnę o kilka lat, ratując życie wielu ludzi
  • Przez ponad 50 lat Enigma pozostawała tajemnicą rządową
  • Maszyny Turinga, dzisiaj powiemy komputery, są inspiracją kolejnych pokoleń naukowców
  • Alan Turing interesował się również biologią. Stworzył matematyczny wzorzec ulistnienia roślin
  • W tzw. Testach Turinga próbował zdefiniować sztuczną inteligencję.

Uzdolniony umysł Alana Turinga pokonał wszelkie trudności Królowej Nauk. Twierdzenia, dowody i konieczne założenia.

Alan Turing – biegacz

Alan Turing

Ciało matematyka jakby samo biegało. Z lekkością, zdawałoby się bez wysiłku, pokonywał siebie i kolejne kilometry. Z matematyczną precyzją i wytrwałością odnosił kolejne sukcesy biegowe. Trenował biegi długodystansowe.

W 1947 roku przebiegł maraton, z bardzo dobrym czasem: 2 godziny, 46 minut i 3 sekundy.

Marzył o olimpiadzie.

Bieganie było bardzo ważne, bo jak sam wspominał:

  • Otwierało umysł na kreatywne pomysły
  • Było ucieczką przed rutyną, natłokiem myśli i ciężką intelektualną pracą
  • Uspokajało myśli i dawało ukojenie po stresujących zajęciach
  • Pozwalało ułożyć w głowie kolejne pomysły.

Alan Turing przez większość swojego życia biegał i jeździł na rowerze. Przybiegał na spotkania naukowe, ścigając się z… transportem publicznym!

Ofiara homofobii? Alan Turing

Alan Turing

Był dziwny. Bardzo skryty. Wycofany i ekscentryczny.

Alergik i hipochondryk.

Chroniąc się przed katarem siennym pracował w masce gazowej.

We wczesnej młodości zakochał się w przyjacielu. Zrozumiał, że jest gejem. Wiele lat ukrywał swoje skłonności. Kiedy odkryto jego tajemnicę, został odsunięty od badań związanych z konstrukcją komputera.

Naznaczony i wykluczony ze swojego środowiska Alan Turing był oskarżony o naruszenie moralności publicznej. Zamiast dwóch lat więzienia wybrał roczną terapię hormonalną (przyjmowanie estrogenu). Kastrację chemiczną odbywał pod nadzorem lekarza psychiatry.

Nie dał rady. 7 czerwca 1954 roku, przypuszczalnie popełnił samobójstwo.

 Miał 41 lat.

Do 1967 roku homoseksualizm na wyspach brytyjskich był nielegalny i uznawany za chorobę psychiczną.

  • W 2009 roku premier Gordon Brown przeprosił w imieniu rządu Wielkiej Brytanii, za całkowicie “niesprawiedliwe i straszne” potraktowanie Turinga
  • W 2013 roku Królowa Elżbieta II pośmiertnie ułaskawiła Turinga
  • W 2019 roku przez Brytyjczyków został uznany za najwybitniejszą postać XX wieku.

Alan Turing pokonał zawiłości matematyki, trud biegacza długodystansowego, ale nie mógł pokonać naznaczenia i wykluczenia.

W majestacie ówczesnego brytyjskiego prawa, przegrał z homofobią.

Od śmierci Turinga wiele się zmieniło.

Jednak mowa nienawiści nadal trwa.

Złe, wykluczające słowa bolą i bardzo ranią.

Chciałabym, aby każdy z nas: tęgi lub szczupły, o białej lub czarnej karnacji skóry, heteroseksualny lub homoseksualny…,każdego dnia mógł, bez strachu wyjść z domu.

Bez obaw i lęku…

Krystyna Łybacka
Ciekawi ludzie

Krystyna Łybacka

Nareszcie spotkamy się i wypijemy czerwone wino, bo przecież Ty takie najbardziej lubisz, powiedziała Krysia podczas naszej ostatniej rozmowy. Będzie dymek i My, bez polityki i pośpiechu. W końcu porozmawiamy…

Nie zdążyłyśmy.

Zmarła 20 kwietnia 2020 roku.

Studiowałam Matematykę Stosowaną na Politechnice Poznańskiej. Wówczas Krystyna Łybacka była krótko po doktoracie. Przez pewien czas opiekowała się naszą grupą. Zawsze elegancka, energicznym krokiem wchodziła do sali ćwiczeń. Prowadziła zajęcia ze statystyki matematycznej. Imponowała mi doskonałym przygotowaniem do zajęć, piękną polszczyzną, jasnym i zrozumiałym sposobem wyjaśniania matematycznych zawiłości.

Moją pracę dyplomową, powiązaną ze statystyką matematyczną, pisałam pod Jej opieką.

Dlatego zaczęłyśmy się częściej spotykać. Poznałam Krystynę Łybacką, głęboką humanistkę. Znawczynię literatury, malarstwa i filozofii. Nasze niekończące się rozmowy o sztuce były dla mnie wielką, intelektualną przygodą.

Po raz pierwszy Wysokie Tatry zobaczyła w mojej, górskiej kurtce. W tamtych czasach sklepy były puste. Taki zakup graniczył z cudem. Mnie się udało. Może dlatego, że w Tatrach zakochałam się wcześniej?

Potem była literatura górska i wymiana zdobytych książek. Długie rozmowy o pięknie gór i dylematach egzystencjonalnych, których trudno uniknąć stając na szczycie, tak blisko nieba.

Krystyna Łybacka przekonała mnie, że nie jestem dziwna.”To zupełnie normalne Madziu, że matematyk może spełniać się jako humanista”. Twierdziła, że często nie działa to w drugą stronę. Może dlatego, jako Minister Edukacji Narodowej i Sportu, podjęła kontroweryjną decyzję o wycofaniu matematyki, jako obowiązkowego przedmiotu na maturze.

Była mądra, ciepła i serdeczna. Wielu osobom pomagała bezinteresownie. Nie zapominała o swoich obietnicach. Dotrzymywała danego słowa.

Potem kiedy stała się postacią publiczną, widywałyśmy się sporadycznie.

Miałyśmy różne poglądy polityczne. Jednak w żaden sposób nie wpłynęło to na nasze relacje. Krysia szanowała moje, czasem odmienne opinie.

Kiedy dowiedziała się o problemach z własnością budynku, Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej w Poznaniu, będąc w Poznaniu przyszła i rozmawiała z dyrekcją szkoły. Wstawiła się za nami.

Zawsze zadziwiało mnie to, że nigdy w natłoku swoich publicznych obowiązków nie zapomniała o moich imieninach i życzeniach świątecznych.

Ten jeden raz, przed minioną Wielkanocą zamilkła. Nie odpowiedziała na moje życzenia.

Czułam, że dzieje się coś złego.

Krysia żyje w moich myślach.

Napisałam m.in. o Krystynie Łybackiej 6 kobiet, które zainspirowały mnie do ciekawszego życia

Miałam szczęście poznać wyjątkowego człowieka.

Jestem wdzięczna.

Dziękuję.

Krystyna Janda
Ciekawi ludzie

Krystyna Janda – Maria Callas

Najpierw była Agnieszka, dziennikarka w „Człowieku z marmuru”. Symbol  walki jednostki z ograniczeniami Polski lat 70. Siła i energia młodej aktorki mobilizowała mojej pokolenie do niezgody na totalitarną rzeczywistość. Krystyna Janda otwierała oczy i dodawała odwagi.

Potem Krystyna Janda kreowała na scenie różne autentyczne postacie. Doskonale wcieliła się m.in. w postać Danuty Wałęsowej.

8.11. 2019 roku na scenie Och – Teatru zobaczyłam…

Krystyna Janda jako Maria Callas

Krystyna Janda. Och-Teatr

„Maria Callas. Master Class” to przedstawienie, w reżyserii Andrzeja Domalika, na podstawie tekstu teatralnego Terence Mc Nally’ego.

Krystyna Janda wcieliła się w rolę Marii Callas.

  • Skromna scenografia. Na scenie stoi fortepian, stolik i krzesło.
  • Pojedynczo na przesłuchanie wchodzą adepci zawodu.
  • Primadonna – nauczycielka poprawia i przekazuje swoje uwagi.
  • Już nie śpiewa, bo nie może. Po diecie wypiękniała, ale stopniowo utraciła głos.

W teatrze widownia siedzi wzdłuż przeciwległych boków sceny. Jesteśmy klasą, która uczestniczy w niezwykłej lekcji. Nauczycielka często zwraca się do nas, uczniów. Przypomina o odpowiednim stroju i postawie. Niczym wulkan energii, nie rozumie braku odpowiedniej gry aktorskiej przyszłych śpiewaków operowych. Brakuje im również emocji i dykcji. Złości się i przerywa lekcję.

Chwilami na scenie Maria Callas – nauczycielka zanurza się w sobie, odpływa…

Maria Callas – Cecilia Sophia Anna Kalogeropoulou

Krystyna Janda - Maria Callas

Pojawiają się obrazy przeszłości:

  • dzieciństwo w rodzinie greckich emigrantów. Ateny i Nowy Jork.
  • sława – dramatyczne role w mediolańskiej La Scali i Metropolitan Opera w Nowym Jorku,
  • rozwód i romans z Arystotelesem Onasisem,
  • dramat stopniowej utraty głosu.

Zmarła nagle we wrześniu 1977 roku, w Paryżu. Zwłoki primadonny, na jej życzenie zostały spopielone, a urnę z jej prochami spuszczono do Morza Egejskiego.

Młoda dziennikarka Agnieszka, dzisiaj jest dojrzałą kobietą. Właściwie niewiele się zmieniło. Jest trochę starsza, ale niezmiennie energetyczna. Krystyna Janda w roli Marii Callas ma niebywały temperament. Podobny wigor i siłę wyrazu. Mistrzowsko wciela się w dramaty życiowe bohaterki. Rozśmiesza i wzbudza głęboką zadumę.

Dziękuję Pani Krystyno za wielkie duchowe przeżycie!

Ciekawi ludzie, Podróże

U Beksińskiego w Sanoku

Zdzisław Beksiński intryguje mnie od wielu lat. Rok temu wystawa Beksiński Nieznany. przyjechała do mnie, do Poznania. Wówczas postanowiłam zobaczyć rodzinne miasto artysty. Udało mi się spełnić jedno z największych marzeń!

Przejechałam pół Polski, aby poznać Sanok. Miasto od kilku pokoleń związane z rodziną Zdzisława Beksińskiego. Chciałam zobaczyć miejsca w których żył, bywał, spacerował i tworzył pierwsze swoje obrazy. Chciałam lepiej poczuć i zrozumieć Jego twórczość. I spełniło się niedawno…

Sanok powitałam wczesnym rankiem. Po całonocnej podróży marzyłam o kawie. Z kubkiem w ręku, szłam kierowana niebieskimi strzałkami Szlaku Beksińskich. Poprowadziły mnie

Do Zamku Królewskiego

Zdzisław Beksiński - Muzeum Historyczne w Zamku Królewskim w Sanoku

Położonego na wzgórzu, nad stromym zboczem, u którego podnóża widać Potok Płowiecki, uchodzący do Sanu. Na dziedzińcu jeszcze nie było zwiedzających. Zostało trochę czasu do otwarcia muzeum. Dlatego z przyjemnością wędrowałam trasą turystyczną wokół zamku.

Z tarasu widokowego oglądam przytulony do drzew, wijący się San. W oddali, wyraźnie zarysowane grzbiety gór.

W zamku o średniowiecznej historii, obecnie jest Muzeum Historyczne. któremu Zdzisław Beksiński, zgodnie z testamentem ofiarował swoje prace. Dlatego tutaj znajduje się

Galeria Beksińskiego

Zdzisław Beksiński - galeria w Muzeum Historycznym w Zamku Królewskim w Sanoku

Jestem tu, nareszcie się spełniło! Uśmiechałam się do siebie. Byłam prawdziwie szczęśliwa

  • Oglądałam fotografie z lat 50.
  • Rzeźby, szkice, rysunki i grafikę.
  • Obrazy malowane na szkle.
  • Zgromadzona w kilku salach bogata kolekcja zadziwiła mnie różnorodnością form.
  • Wzruszona oglądałam wiernie odtworzoną pracownię warszawską artysty. Czułam się wyróżniona, obcując z prywatnością Mistrza.
  • W kolejnej sali podziwiałam prace okresu fantastyki. Intrygująca symbolika sprawiła, że odpłynęłam na dłuższy czas.

Na najniższym poziomie muzeum spotkałam twórców Fundacji Beksiński. Państwo Janusz i Ewa Boryccy serdecznie zaprosili mnie na Wystawę Multimedialną – VR.

  • Założyłam specjalne okulary i przez 7 minut świat obrazów Beksińskiego ożywił się i był wokół mnie, na wyciagnięcie ręki.
  • W zadziwieniu obracałam głowę i próbowałam jak najwięcej zobaczyć i usłyszeć.
  • Był również pokaz obrazów w technice 3D i prezentacja prac na 20. metrowym ekranie.

Wystawie towarzyszyła muzyka, którą skomponował Marcin Barycki.

Na Cmentarzu Centralnym u Beksińskich

Zdzisław Beksiński jest pochowany w Sanoku, wraz z najbliższymi

Niebieskie strzałki szlaku Beksińskich, po krótkim spacerze ze Starówki doprowadzają mnie do Cmentarza Centralnego w Sanoku.

Na grobowcu rodzinnym nie ma imion, dat, zdjęć i tytułów. Jakie to ma znaczenie po śmierci? – pomyślałam w zadumie.

Zawsze byli razem, również po śmierci.

  • Zdzisław Beksiński i jego żona Zofia,
  • syn Tomasz Beksiński – dziennikarz muzyczny i tłumacz języka angielskiego,
  • ojciec Stanisław – inżynier geometra i mierniczy,
  • matka Stanisława – nauczycielka,
  • dziadek Władysław Beksiński – inżynier architekt miejski,
  • babcia Helena – działaczka społeczna.

Zdzisław Beksiński nad Sanem

Zdzisław Beksiński lubił tworzyć nad Sanem

Dawnym wiszącym mostem w Sanoku przeszłam na prawy brzeg Sanu Zwiedziłam skansen. Najbogatsze muzeum etnograficzne w Polsce. Precyzyjnie odrestaurowane domostwa, różnych narodowości, które zamieszkiwały okoliczne tereny, przeniosły mnie w odległą przeszłość.

Na urokliwym Galicyjskim Rynku w kawiarni – z tamtych czasów – poznałam dwie starsze panie. Blisko 90. letnie, niezwykle eleganckie, koleżanki licealne Mistrza.

  • Zdzisław lubił spacerować brzegiem Sanu.
  • Wtedy było tu wszystko porośnięte wysoką trawą.
  • Często widziałam go samego, potem z rodziną.
  • Nad brzegiem rzeki rozkładał sztalugi i tworzył

– z przyjemnością, piękną polszczyzną opowiadały emerytowane nauczycielki.

Dlatego poszłam dalej szlakiem spacerów artysty.

Widziałam szkołę, którą ukończył i miejsca w których lubił bywać. Poznałam Sanok. Oczyma wyobraźni poczułam urok i klimat miasta w którym (z przerwami), mieszkał do 1977 roku.

Zaskakująca, czasem przerażająca twórczość Zdzisława Beksińskiego porusza moje najgłębsze pokłady emocji. Widzę przed oczyma obrazy: brzeg Sanu, Zamek Królewski, Starówkę…

Teraz jeszcze lepiej odczytam symbole ukryte w dziełach Mistrza.

Poznaliście Sanok?

Czy lubicie twórczość Zdzisława Beksińskiego?

książki
Ciekawi ludzie

Trzy książki na lato

Sa ludzie, książki i filmy o których się nigdy nie zapomina. Decydują o tym jacy jesteśmy. Jak widzimy rzeczywistość, jak myślimy i odczuwamy. Podobnie jak dom rodzinny kształtują naszą dojrzałość. Wychowywałam się m.in na twórczości Tadeusza Konwickiego i Antoniego Kępińskiego. Trudną rzeczywistość mojej młodości lat.80, lepiej rozumiem dzięki Oldze Krzyżanowskiej. Oto moje książkowe “perełki”:

Olga, córka “Wilka”

książki

Moja mama Olgę Krzyżanowską nazywała damą polskiej polityki. Elegancka kobieta. Mówiła łagodnym głosem, spokojnie i rozważnie. Piękną polszczyzną. Zawsze bez zacietrzewienia i złości. Dystyngowany chód i doskonała sylwetka,  wyróżniała Olgę Krzyżanowską z grona polityczek.

Tytułowy „Wilk” to jej ojciec, generał Aleksander Krzyżanowski. Dowódca  Armii Krajowej na Wileńszczyźnie. Aresztowany w latach 40. przez poznański Urząd Bezpieczeństwa, umarł w więzieniu na Mokotowie.

Olga Krzyżanowska była :

  • harcerką Szarych Szeregów,
  • uczestniczką strajku sierpnia ‘80,
  •  lekarzem,
  • politykiem: posłanką na Sejm, wicemarszałkiem Sejmu i senatorem, wielu kadencji, od 1989 roku.

Do polityki trafiła przypadkowo. Pracując w przychodni przemysłowej Stoczni Gdańskiej spotkała Lecha Wałęsę, który znał losy generała „Wilka”. Jego miłość do Polski i życiową maksymę, wpojoną córce. Nie kłam!

Zmarła 22.09.2018 roku. Trzy lata przed śmiercią, jej córka Magda Krzyżanowska – Mierzewska zaczęła porządkować rodzinną pamięć. Tak powstała fascynująca opowieść o rodzinie i Polsce.

Czytane słowa  z lekkością prowadziły mnie do finału. Wzruszająca podróż w przeszłość, zakończyła się rozdziałem napisanym przez wnuczkę. Moja babcia nigdy nie robiła pierogów i nie piekła ciasta, ale była doskonałym człowiekiem.

Kiedy zaczęłam czytać tę książkę nie sądziłam, że tak mnie poruszy. Kończyłam z łzami w oczach.

Wspaniała lektura! Dziękuję Alicjo.

Byli sobie raz

książki

Maria Konwicka animatorka studiów filmowych: Disney i Universal, pięć lat przed śmiercią ojca, po wielu latach wróciła do Polski z USA. Napisała książkę o swoim, rodzinnym domu. Niepowtarzalnym klimacie, dwóch artystycznych rodzin: Leniców i Konwickich. Jej matka Danuta, grafik i ilustrator, pochodziła z rodziny Leniców. Pracowitych, artystycznie uzdolnionych, naiwnych idealistów. Nienormalnych w świecie cwaniaków, podobnie jak jej ojciec, który to określenie uznawał za zaszczyt.

„…czuję się jakbym żył zanurzony w oceanie głupoty”, powiedział, krótko przed śmiercią odkładając pilota.

Tadeusz Konwicki był polskim prozaikiem, reżyserem i scenarzystą.

  • „Kompleks polski” (1977) i „Małą apokalipsę” (1979) wydał w niezależnym wydawnictwie, poza obowiązującą wówczas cenzurą, w tzw. drugim obiegu. Cierpliwie czekałam, aż nadejdzie moja kolejka i przeczytam książki, podawane z rąk do rąk. Wyczytane „między wierszami” opisy rozkładu komunistycznej Polski, pozwalały wóczas trwać i wierzyć, że będzie inaczej…
  • Autorka opowiada o słynnym stoliku w Czytelniku, przy którym zasiadał: Konwicki, Holubek i Łapicki. Pamięta o przyjacielach ojca: Słonimskim, Dygacie, Wajdzie… i ciepłych wspomnieniach dzieciństwa, nad Wilejką.
  • Odkrywa kulisy tworzonych przez tatę pięknych, psychologicznych filmów: Dolina Issy, Lawa…. Malownicze obrazy!

Wspaniale napisana, ciekawa książka!

Antoni Kępiński Gra z czasem

książki

Z okładki książki spogląda na mnie Antoni Kępiński. Ciepłe, dobre oczy  zachęcają do lektury. Zaczęłam czytać i już nie przerwałam. „Połknęłam na raz” opowieść o życiu polskiego psychiatry, filozofa, myśliciela i literata.

  • O młodości, która przypadła na lata wojenne. Służbie “pół lekarza” w różnych pułkach Europy.
  • Pouczająca lekcja historii, profesora  wychowanego w domu o patriotycznych tradycjach, podczas której są chwile szczególne.
  • Trudy więzienia w Hiszpanii i spotkanie z Władysławem Sikorskim w bazie morskiej w Gibraltarze 4.07.1943 roku, kilka godzin przed tragiczną śmiercią generała.

Antoni Kępiński miał „lekkie” pióro. Pisał dla każdego kto pyta: jak być szczęśliwym? Odpowiedzi udziela w swoich książkach. „Schizofrenia”, „Melancholia”, Lęki”, „Psychopatie” – to bogata wiedza o człowieku, który w naturalny sposób dąży do szczęścia. Człowiek dla profesora jest najważniejszy, ale spełnienie nie dzieje bez jego udziału. Szczęśliwe życie wymaga twórczej aktywności i wysiłku do pokonywania trudności. Dobrej interakcji z otoczeniem, z innymi, których poznanie wymaga zrozumienia. Jednak najpierw należy nauczyć się słuchać siebie, a potem innych. Profesor twierdzi, że najlepszym lekiem na szczęście jest życzliwość, miłość i zrozumienie drugiego człowieka. Uczy utrzymywania równowagi psychicznej dzięki, dbaniu o stały rozwój intelektualny.

Teraz czekają na mnie kolejne książki:

  • Leonardo Da Vinci – Waltera Isaacsona
  • Komeda Osobiste życie jazzu – Magdalena Grzebałkowska

A Wy co czytacie?

1 2
Privacy Settings
We use cookies to enhance your experience while using our website. If you are using our Services via a browser you can restrict, block or remove cookies through your web browser settings. We also use content and scripts from third parties that may use tracking technologies. You can selectively provide your consent below to allow such third party embeds. For complete information about the cookies we use, data we collect and how we process them, please check our Privacy Policy
Youtube
Consent to display content from Youtube
Vimeo
Consent to display content from Vimeo
Google Maps
Consent to display content from Google
Spotify
Consent to display content from Spotify
Sound Cloud
Consent to display content from Sound