Nieziemski team. Żelazne drogi w Dolomitach

W młodości„zachorowali na góry”. To nie była zwykła infekcja. Nie minęła po kilku dniach. Wirusy gór pozostały. W niepojęty sposób, system odpornościowy zadziałał odmiennie. Wirusy rozmnożyły się i nadal są w ich organizmach. Nie opuszczają komórek. Nie niszczą ich. „Bo góry są w nas – już na zawsze”.Przenoszą się od chorego człowieka do innych. „Zarażają górami”.

Artur

dolomity2

Prowadzi moją grupę, podczas wyprawy na via – ferrty w Dolomity, z exploruj

Przedstawia się, podając rękę. Pakujemy bagaże do samochodu, którym Artur, kieruje z wyraźną przyjemnością. Jest otwarty i wesoły. Żarty i śmiech towarzyszą 12. godzinnej podróży. Czuję się swobodnie.

  • Mieszka w Zakopanem. Zazdroszczę mu bliskości Tatr
  • Jest Przewodnikiem Tatrzańskim i przewodnikiem międzynarodowym
  • Instruktorem wspinaczki i narciarstwa
  • Prowadzi grupy szkolne po Tatrach
  • Góry są jego pracą. Czytam o tym na ludzie gór

Pada deszcz. Artur prowadzi z parasolką.

Artur

Przez kilka lat pracował w pogotowiu w Zakopanem. Pomagał poszkodowanym w wypadkach górskich. Dlatego doskonale rozumie, że góry mogą być niebezpieczne. Doświadczam tego w kolejnych dniach.

  • Wielokrotnie pomaga mi, poprawnie ubrać uprząż
  • Tłumaczy zasady bezpiecznego przepinania karabinków, na żelaznej linie
  • Nie okazuje zniecierpliwienia.

Na co dzień zaraża górami czterech synów. Po górach właściwie nie chodzi, tylko biega jak kozica. Chwilami zbyt szybko. Mówi, że ma ADHD. Jest miło gadatliwy. Dzieli się swoją górską wiedzą. Przygotowuje wyprawę na czterotysięcznik, z niewidomym podróżnikiem. Aby obniżyć koszty zainteresowanego, szuka sponsorów. Jestem oszołomiona. Takiej wspinaczki nie umiem sobie wyobrazić.

Artur jest totalnie zakręcony górami. Jego nadmiar energii i entuzjazm udziela się i zaraża.

Uwielbiam pasjonatów.

Michał

michała grupa

To jego zdjęcie. Przewodnik Tatrzański i ratownik TOPR. Nieco tęższy, niż inni. W żaden sposób nie ogranicza to, jego sprawności i lekkości ruchów. Zaraźliwie pogodny. Doskonale zorganizowany. „Misiu” kupił swoją grupę już podczas pierwszego spotkania. Opowiadali o nim z zachwytem. Dołączyłam do nich, na jeden dzień wędrówki. Razem schodziliśmy z gór via- ferratą Galleria del Piccolo Lagazuoi, w podziemnej sztolni. Z zainteresowaniem słuchałam jego opowieści o historii i geologii Dolomitów. Czułam jego pasję.

Jedna z uczestniczek miała kryzys. Nie była w stanie pokonać lęku. Wycofała się z żelaznej drogi. Czasami tak bywa. Trzeba sobie odpuścić. Zdystansować i następnego dnia iść dalej. To normalne, również w życiu. Dojrzale tłumaczył. Nie ośmieszał i nie poniżał. Przykład godny naśladowania. Dla wielu doświadczonych nauczycieli.

Team normalnych inaczej

team

Przyjechali z różnych, odległych części Polski do Zakopanego. Również z Oslo. Tutaj rozpoczynała się nasza wyprawa w Dolomity. Dlatego przynajmniej jedną noc spędzili w stolicy Tatr. Lekarka, stomatolog, informatyk, specjalista od komputerów, pracownik biurowy i nauczyciel. Aktywność fizyczna pozwala im odpocząć i naładować wewnętrzny akumulator. Losowo spotkane dwa pokolenia, łączy miłość do gór. Zachwyt przyrodą. Radosne zapatrzenia w niebo, na szczycie. Dobra kondycja. Silne ciało. Przeszli Orlą Perć i chodzili po niższych górach.

  • Justyna. Niższego wzrostu, drobnej budowy. To tylko pozory. Jest niebywale silną i zdecydowaną dziewczyną. Po górach chodzi od 15. tego roku życia. Skończyła kurs wspinaczkowy. Cztery lata temu, w ciągu 13. miesięcy zdobyła cztery szczyty Korony Ziemi. Mont Blanc, Klimandżaro, Aconcagua i Elbrus. Słucham i ze zdziwienia otwieram, szeroko oczy. Pozostałe szczyty korony, zaliczy jak tylko zbierze fundusze. Na dużych wysokościach czuje się dobrze, Zauważam jej dobrze umięśnione ręce. Szybka i niebywale sprawna.
  • Kasia i Michał. Poważni rodzice. Przyjechali z Norwegii. W locie zaliczyli Mnicha. Wspinaczkę mają w krwi. Energetyczna Kasia jest bezpośrednia. Chwilami do bólu. Mocna osobowość. Michał bardziej stonowany i wspomagający. Góry w ich życiu były zawsze. W wolnych chwilach z przyjemnością słucham ich opowieści o, nieznanej mi, Norwegii. Polskiej szkole przy ambasadzie w Oslo. Domach ogrzewanych prądem. Popularnych, elektrycznych samochodach.  Szacunku i dumie mieszkańców Norwegii, z symboli państwowych.

wojtek

  • Wojtek. Choruje na góry. Raczej milczący. Powoli odkrywa karty. Zapalony narciarz. Dobrze zna pobliskie tereny, z zimowych wyjazdów z rodziną. Wysportowany i sprawny w ruchach. Wysokie Tatry zainspirowały go na tyle, że chciał poznać inne żelazne drogi. Równym krokiem podąża ku szczytom. Z górnej stacji kolejki Porta Vescovo 2478 m n.p.m wędrujemy razem, granią obok ferrat. Słychać dźwięki dzwonków pasących się owiec. Przed nami Marmolada, 3343 m n.p.m, otulona płatami śniegu. Wojtek wskazuje miejsca zimowych zjazdów. Pojawia się bajeczny widok, wtopionego w pejzaż górski, jeziora Lago di Fedaia (na zdjęciu powyżej)
  • Tomek.Wzrostem najwyższy. Może również dlatego, pokonywanie odległych klamr, drabinek nie sprawia mu kłopotów. Lekko porusza się po trawersach.  Widzę jego daleko sięgający wzrok i zachwyt górami. Na żelazne drogi w Dolomitach wrócił po raz drugi. Tutaj odkrył inne. Wyciszony, chętny do pomocy. Podobnie jak inni, ujmuje mnie serdecznością i kulturą osobistą. Z pewnością to nie jest jego ostatnia wyprawa.

Ostatnie spojrzenie na góry. Z wysoko położonych przełęczy widać poszarpane szczyty Dolomitów. Trudno zauważyć wspinaczy. Żelazne drogi, po których wchodzą na szczyty, są ukryte. Żołnierze, którzy je budowali mieli być niewidoczni dla wroga. Mój team to ludzie, którzy nie rzucają się w oczy. Wielkość i klasę okazali w górach, na żelaznych drogach. Widzę przed oczyma via-ferraty i mój nieziemski team. Nadal idę ku chmurom. Jestem bardzo szczęśliwa, że Was poznałam i mogłam zrealizować swoje marzenie. Przeżyć nieziemską przygodę.

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz